IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Izolatka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Sob Lis 12, 2016 10:57 pm

Musiałem przyznać, że zachowanie klaczy robiło wrażenie. Nie skarżyła się, nie rozpaczała, nie żaliła się, nie skomlała o litość. A mogła tak robić w sytuacji, w której się znalazła. Zamiast tego uważnie mi się przyglądała wzrokiem... właśnie jakim? Nienawistnym? Być może. Była spokojna przy zakładaniu obroży, nawet przy sprawdzaniu nóg. Przy kagańcu pokazała różki, próbując mnie użreć, ale na szczęście jakoś dałem radę się odsunąć, a zęby klaczy minęły mnie o centymetr. Gdy już wszystko zapiąłem, rozluźniłem się... i to był spory błąd, bo w tym momencie oberwałem solidnie kagańcem a ja głucho jęknąłem z bólu. Trochę zakręciło mi się we łbie, więc szybko się cofnąłem, by nie oberwać kolejny raz.
- Przeprosiny to za mało? A czego oczekujesz? Kwiatka? Bukietu marchewek - prychnąłem kpiąco. Nie musiałem jej przepraszać, zrobiłem to, więc mogła docenić mój gest.
- Cham? Wlazłaś na mój teren - miałem prawo to zrobić. Tchórz, bo co? Bo sobie pomogłem linami z silniejszą klaczą? Nie miałbym bez nich szans. Prostak, bo się nie przedstawiłem? Z tym zarzutem mogę się zgodzić. A wywłoka i chuchrowaty... to już Twoja subiektywna opinia. - parsknąłem.
- Za to ty mogłabyś być grzeczniejsza... bo pewnie się domyślasz, że mogę zrobić z Tobą co chcę - stwierdziłem, a dla potwierdzenia swoich słów użarłem ją w zad, stojąc za jej grzbietem, by mnie przypadkiem nie próbowała kopać związanymi nogami czy uderzać kagańcem. Ugryzienie nie było zbyt mocne - bardziej miało pokazać, że jeśli będę chciał... to użrę ją mocniej.
- To jak masz na imię, klaczko? - spytałem protekcjonalnym tonem - I co robiłaś na naszych terenach? - dodałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Sob Lis 12, 2016 11:13 pm

Siwa klacz uznała celny cios za sukces, i to duży. Ledwie rozpoznała że ogier odsunął się poza jej zasięg cofnęła łeb do spokojnej pozycji "na baczność", lekko skłoniła łeb na lewą stronę i wlepiła spojrzenie w zamroczonego lekko Bursega. Cisza była niemal gęsta.
- Byłoby miło. - stwierdziła chłodno, pedantycznie, w odpowiedzi na te marchewki.
Koń zaczął się tłumaczyć. Spojrzała więc na niego sceptycznie. Przeszedł do przechwałek. Zastrzygła jednym uchem.
Do tej pory leżała na ziemi. Koń ugryzł ją bezczelnie. Zmarszczyła chrapy, grymas gniewu. Miał dobrą szansę tego nie zauważyć, z racji miejsca w jakim stał. Zapytał ją o imię, wtedy biała berberyjska klacz wstała z wolna. Prawa przednia noga zadrżała przeciążona. Bolało do teraz.
- Dużo pytań. O nieważne rzeczy. - powiedziała powoli, zmęczonym i spiętym głosem. Przednia noga dokuczała. - Nie spoufalam się z prostakami i cwaniakami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Sob Lis 12, 2016 11:25 pm

Spiorunowałem ją wzrokiem, gdy tylko usłyszałem jej słowa. Powinna była rozpoznać ironię. Albo nie była aż taka inteligentna, jaka się być wcześniej wydawała, albo próbowała mnie zirytować swoim głupim gadaniem. Użarłem ją w ramach ostrzeżenia mając nadzieję, że to ją uspokoi. Widziałem, jak powoli wstaje, co z powodu ciasno związanych nóg nie była zbyt proste. Że też jej się chciało - mogłem ją po prostu lekko popchnąć, a ponieważ ona nie była w stanie za bardzo złapać równowagi na związanych nogach to musiałaby się ponownie przewrócić.
- Nie masz oceniać moich pytań, tylko masz na nie odpowiadać. - odpowiedziałem jej zimnym tonem. A gdy nazwała mnie prostakiem, to zerknąłem na nią złośliwie, po czym podszedłem do niej i ją popchnąłem mocno od boku, co powinno spowodować, ze ta znowu się wywali.
- Mówiłem Ci, że masz uważać na słowa. Chcesz mocniej oberwać? To zachowuj się tak dalej! - parsknąłem. Jeśli udało mi się ją wywalić to położyłem kopyto na jej szyi by nawet nie próbowała wstawać. A tym bardziej uderzać mnie kagańcem. Niech leży!
- Imię! Podaj imię! - zażądałem, uważając ją za kretynkę, że jeszcze nie podała. Każda rozsądna klacz albo by się przedstawiła albo wymyśliłaby jakieś imię na poczekaniu. Wkurzenia porywacza to na prawdę nie był dobry pomysł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Sob Lis 12, 2016 11:59 pm

Klacz berberyjska była piorunoodporna. Potrzeba więcej niż pełne oburzenia spojrzenie by ją zatrzymać. Więzów, sznurów, lin na przykład. Miała zamiar oprzeć się o słup tkwiący w podłodze, do którego przymocowane były jej łańcuchy i pokuśtykała wolno, niezgrabnie lecz celowo i z rozmysłem do tego solidnego drąga. Arab pokrzyżował jej plany. Upadła, a jakże, z głuchym zgrzytem żelaznych ogniw. Ogier dalej się pysznił, zaś klacz dotknęła nosem (czubkiem kagańca) kolana żując w duchu poniżenie. Nie mogła się zmusić by traktować siwego białego poważnie. Kłopot w tym że on dużo się przechwalał i dla klaczy to były puste słowa, i zwyczajnie nie była w stanie przejąć się jego groźbami. Był wprawny w linach (to jego jedyny talent), używał narzędzi niegodnych i nie zasługiwał ani na uprzejmą, ani na prawdziwą odpowiedź.
Czuła obrąbek kopyta na szyi i nie szamotała się, to by nie pomogło. Zamknęła oczy, koń nakazywał kategorycznie a echo odbijało jego głos. Klacz doszukała się w tym harmoniki. Kolejne fale nakładały się na siebie. Brzmiał groźnie i zaczynała stopniowo nabierać respektu do gróźb, które mógłby formułować, lecz na razie domagał się imienia.
- Burseg. - odezwała się tonem jak do interesów w przerwie na oddech. - Będę Twoją Śmiercią. Poznasz mnie pod takim imieniem. - tak, zdawała sobie sprawę że ten "wypłosz" może się przestraszyć tak bardzo, że ją zabije. Stopniowo docierało to do klaczy w całej rozciągłości. Wtedy prawdopodobnie nikt się nie przejmie. Ani się nie dowie. Tarnina będzie kolejną zaginioną. Nie otwierała oczu by nie mignął w nich strach. Cóż, hm, patrząc z jaśniejszej strony... Nic się jeszcze nie dzieje... Krzykiem nie można nikogo skrzywdzić, a słowa nie ranią. - Złaź ze mnie, bo nie powiem więcej. - powiedziała zimno, zaciskając zęby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Nie Lis 13, 2016 11:33 am

Widziałem, że klacz chyba niespecjalnie przejmuje się piorunowaniem jej wzrokiem. Spiorunowałem ją za to kolejny raz ale i to nie spotkało się z oczekiwaną reakcją. Dlatego też pchnąłem ją, ponownie ją wywracając. Może to ją czegoś nauczy, w połączeniu że słowami, którymi próbowałem przemówić jej do rozsądku. Jak się szybko okazało nieskutecznie. Przycisnąłem ją mocniej kopytem, podduszając ją w odpowiedzi na określenie się śmiercią.
- Mówiłem Ci, byś uważała na słowa! Wkurzanie mnie jest bardzo, bardzo złym pomysłem. - stwierdziłem i dopiero poluźniłem nacisk kopytem, pozwalając jej na zabranie oddechu. Jej groźby mnie może przerażały wcześniej - teraz coraz mocniej się przekazywałem, że jest ona bezbronna i bezsilna... a ja mogę z nią zrobić, co tylko zechcę.
- Złaź bo co? Po strzelisz focha i się nie będziesz odzywać? To by się nie skończyło dla Ciebie dobrze. No i skąd pomysł, że Cię schwytałem, by z Tobą rozmawiać? Może mam lepsze plany względem Ciebie. - stwierdziłem, złośliwie się do niej uśmiechając, po czym zszedłem z niej, stając za jej grzbietem, gdy tak leżała na boku, po wywróceniu się.
- Schwytałem Cię, jesteś teraz moja, należysz do mnie i mogę z Tobą zrobić co tylko chcę. To chyba oczywiste? - spytałem retorycznie i dalej kontynuowałem, nie dając się jej wtrącać - Podobasz mi się: jesteś silna, zwinna, masz niezłą budowę. - pochwaliłem ją, wodząc chrapami po jej grzbiecie a na końcu szczypiąc ją lekko w zad.
- Nadasz się na moją nałożnicę... a jeśli będziesz się dobrze sprawować, to może awansujesz nawet na konkubinę - oznajmiłem jej - Bo chyba wolisz to niż tortury? - dodałem, by ją przestraszyć, po czym znowu ją uszczypnąłem w ten jej zwinny i umięśniony siwy zadek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Nie Lis 13, 2016 1:05 pm

Charknęłam przydławiona. Dzisiaj miałam wyjątkowo ciężkie przejścia dotyczące szyi. Zdawałam sobie mgliście sprawę że zbyt duża siła przyłożona do tchawicy może uczynić wroga niemym na zawsze. Tyle że teraz ja byłam tym wrogiem. Przez krótką chwilę marzyłam jak pięknie byłoby gdyby role się odwróciły.
- Delikacik, co go słowa ranią... Masz mnie za baletnicę?! - warknęłam zniesmaczona ochrypłym szeptem ze zdartego gardła. Nie całkiem jasne co miałam na myśli z tą tancerką w bieli. Chyba że mylnie posądzał mnie o finezję i delikatność. Napomniałam się w duchu, że bardzo się na sobie skupiam. Za bardzo. Ogier był gadatliwy i choć mierziły mnie jego słowa może zawierały one wskazówki survivalu. Tyle że nie zamierzam grać w grę na jego zasadach. Muszę je poznać żeby ich nie przestrzegać... Dziwne, nie?
Zgoda, robienie na złość komuś kto ma cię w garści to ryzykowne zajęcie. Docierało to do mnie powoli... zawsze lubiłam ryzyko... To nowa sytuacja, nigdy dotąd nie byłam związana... On próbuje mnie zastraszyć i zdominować. To jasne. Kiedy jednak wspomniał o sprawach klaczo-ogierzych od ogródek przechodząc do konkretnych zapowiedzi, szczęka mi opadła ukazując równe końskie zęby i język. Wszystkie mięśnie pyska rozluźniły się ze zdziwienia. Nastawiłam uszy do przodu.
- Powtórz. Chyba się przesłyszałam Burseg. - poprosiłam powoli, z lekką niepewnością. Zerknęłam na ogiera pytająco. Wiedziałam że te sprawy załatwia się na ogół całkiem inaczej. To najsilniejszy ogier trzyma haremik samic. Nie zdarzyło się, żeby słabeusz nie znajdujący uznania w oczach klaczy krył ją. Dopóki nie wynaleziono lin. - Jeśli chcesz mnie zatrzymać musisz mnie karmić. Inaczej zmarnieję jak nic. - uprzedziłam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Nie Lis 13, 2016 1:21 pm

Pokręciłem przecząco łbem.
- Słowa mnie nie ranią. Ale wymagam od Ciebie absolutnego posłuszeństwa. I dlatego masz uważać na to, co mówisz - oznajmiłem jej. W końcu jej buńczuczne słowa były dowodem, że ta się stawia... a nie powinna. Miała być mi absolutnie posłuszna a im szybciej ona to zrozumie, to tym lepiej dla niej.

Bez ogródek, bez zbędnego przedłużania, bez owijania w bawełnę wprost jej powiedziałem o co mi chodzi. Nie krygowałem się, nie sugerowałem tego subtelnie tylko stwierdziłem jasno. Miałem nadzieję, że ta doceni moją szczerość. W końcu konie zwykle lubiły wiedzieć na czym stoją... może z wyjątkiem tych, które woleli kłamstwo od prawdy. Póki co sprawiała jednak wrażenie bardziej zaskoczonej.
- Nie... nie kochanie. Nie przesłyszałaś się. - oznajmiłem jej, złośliwie się jej przyglądając - Nie domyślasz się... po co ogier może chcieć porwać śliczną, wdzięczna i dorodną klacz? - zdziwiłem się jej zdziwieniem. W jakim świecie ona żyje?
- Ależ oczywiście, że Cię mogę karmić. Na szczęście owies da się jeść i w kagańcu. - oznajmiłem jej - A musisz odpowiednio jeść, by dalej tak pięknie wyglądać. - dodałem, oczywiście kolejny raz szczypiąc ją w zad - Nie mówiąc już o tym, że do urodzenia i wychowania źrebaków musisz mieć sporo siły. - przypomniałem jej.
- A tak w ogóle, to byłaś kiedyś z ogierem? Miałaś już źrebaki? - spytałem wprost, chociaż nie byłem pewien, czy odpowie mi na takie pytania, skoro nawet nie chciała zdradzić, jak ma na imię. Zacząłem się wycierać pyskiem o jej zad. Rui jeszcze nie miała... ale mogłem spokojnie zaczekać na ten dzień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Nie Lis 13, 2016 1:38 pm

- Mówię, co uważam a nie uważam co mówię. - odpowiedziałam niezwłocznie, choć nadal ochryple. Wyprostowałam szyję z cichym chrzęstem paru kręgów i mimowolnym skrzywieniem bólu. Szyję to berberyjka miała nadwyrężoną.
Widziała zmianę w wyrazie pyska ogiera. Teraz nie przebiegły namysł tylko wyraźna zła wola, może z poczuciem wyższości. Zmarszczyłam chrapy w grymasie gniewu; jak on śmiał czuć się lepszym ode mnie? Patrzyłam nieprzychylnie, w brązowych oczach migotał ogień gdy on prawił komplementy. Zazgrzytałam kopytem o posadzkę, co było niewygodne i trochę się zachwiałam z powodu pęt. Ale wyrażało złość.
- Wolne żarty. Jestem dla ciebie zbyt krewka. Prędzej stracisz zęby niż ze mną użyjesz. - mówiłam z gniewem, oburzona. Schyliłam łeb na niewczesne pytanie o doświadczenia. Zagryzłam zęby, bo rozumiałam, że jestem w gorszej sytuacji niż kiedykolwiek.
- Tak, z ogierem, ale ty się nie liczysz jako samiec. Z tobą pewnie urodzę muła. Oszczędź no wstydu. - taak, klacz zaczynała być złośliwa i nieprzyjemna, drwiła sobie bo to jedyna broń jaka póki co została. Parsknęła z obrzydzeniem gdy zaczął się o nią ocierać. - Mówiłeś że masz harem konkubin. Nie wierzę. Poznaj mnie z tymi szczęściarami. - wyzwała zaczepnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Nie Lis 13, 2016 2:03 pm

Ciężko westchnąłem. Ona chyba rzeczywiście nic nie rozumiała!
- No to możesz mówić, co uważasz... ale masz uważasz to... co ja uważam, że powinnaś uważać. - powiedziałem powoli, zastanawiając się uważnie nad tym co mówię, by się nie pomylić. I by ona to również zrozumiała, bo coraz ciężej było mi należycie ocenić jej inteligencję. Raz sprawiała wrażenie mądrej i rozsądnej, a innym razem sprawiała wrażenie idiotki, która pieprzy trzy po trzy - chociaż podejrzewałem, że ona może specjalnie takie rzecz gadać tylko po to, by mnie zirytować.

Prawiłem jej komplementy trochę zdziwiony wyrazem jej pyska. Powinna przecież raczej za nie podziękować a sprawiała wrażenie, jakby ją to irytowało? Uważała, że nie są szczere? Miała skrzywiony obraz własnej osoby? Przecież każdy ogier, który tylko ją zobaczył, musiałby potwierdzić moje słowa.
- Zbyt krewka? - zdziwił mnie jej zarzut - Przecież jesteś skuta, spętana. Więc raczej nie masz za dużych możliwości... obrony, jeśli tylko będę chciał zrobić, to co będę chciał. - odpowiedziałem protekcjonalnym tonem, złośliwie się do niej uśmiechając.

Spiorunowałem klacz wzrokiem, gdy ta dalej prawiła swoje złośliwości. Położyłem uszy po sobie pokazując jej, jaki jestem zirytowany... po czym nagle się uspokoiłem. Postanowiłem, że prościej udać, że nie dostrzegłem jej złośliwości... bo skoro ona od czasu do czasu udawała idiotkę, to czemu i ja nie mogłem tak postąpić?
- Niepotrzebnie się martwisz kochanie. Jestem pewien, że źrebaczki po tak pięknych rodzicach... również będą piękne. - zapowiedziałem jej przesłodzonym tonem.
- Harem? Nie mówiłem tak. Wspominałem tylko, że możesz być moją nałożnicę lub konkubiną. I mam nadzieję, że Ci to odpowiada. - oznajmiłem jej, szeroko się uśmiechając. Spróbowałem chwycić w pysk jej ucho, uważając by mnie znowu nie uderzyła kagańcem, po czym zacząłem je delikatnie memłać w pysku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Nie Lis 13, 2016 2:26 pm

Inteligencję się ponoć dziedziczy po matce. Stąd udawanie kretynki to dobra strategia, jeśli ogierowi zależy na potomstwie. Jest jeden problem: on też musi wiedzieć o tym powiedzonku, inaczej nie podziała.
Oblizałam chrapy. Mówił zawile, a ja skupiłam uwagę by nadążyć. Tak, dalej zamierza narzucać mi swoje przekonania. Ha! Jeszcze zobaczymy czyje będzie na wierzchu!
- Nie uważam tego za uczciwy układ. - zarżałam cicho, sucho, po głowie błąkała się myśl że ogierowi może to schlebić. Sam sposób w jaki się ze mną obszedł pokazywał, że na uczciwości to mu ani nie zbywa, ani nie zależy.
Lecz miałam pilniejsze zmartwienia.
Ledwie sobie zdawałam sprawę z pewnego niezrozumienia ze strony araba. Jasne, zachowywała się może nie tak jak by się spodziewał i inaczej niż sobie życzył. Czy jednak był on kiedyś kobietą zdesperowaną i w niebezpieczeństwie? Wtedy nikt za siebie nie ręczy.
Wstałam powoli, sądząc że może tym razem ogier nie zbije mnie z nóg.
- Mogę cię zdziwić. - mruknęłam ponuro gdy stwierdził, że jestem związana. - Lubisz je związane, co? Pewnie żadna cię nie chce i inaczej nie możesz. - mówiłam spokojnie, z ponurą drwiną. Chciałam go ugodzić boleśnie w miłość własną. Hmm to co mówiłam nie było pochlebstwem którego pewnie oczekiwał, ale prawda jest piękna w każdym momencie i może... może gdy ogierowi pójdzie w pięty to zaniecha mnie.
Taktyka działała jako tako. W pewnym momencie on odmienił się na pysku i przybrał nonszalancki wyraz. Zastrzygłam jednym uchem niepewna co będzie, patrzyłam na niego sceptycznie.
- Masz zawyżoną opinię o sobie. Pewien jesteś że starczy ci kondycji by wytrwać do końca? - zapytałam odpychającym tonem, gdyż nie mogłam odepchnąć go fizycznie. Zbliżał się z uśmiechem i poczułam się nieswojo. Wbrew sobie szarpnęłam nerwowo szyją, łańcuch zagrzechotał, a arab opowiadał o stosunkach rodzinnych...
- Nie zorientowałeś się jeszcze że to fatalny pomysł, nie podobasz mi się zupełnie? - parsknęłam uchylając się łbem, by uciec uchem od jego zębów. Jeśli naprawdę chciał się przystawiać, musiał ponowić próbę lub unieruchomić mnie bardziej stanowczo, bo szyję mam giętką a zręczność dużą i wytrwale się wymykałam. - Jeśli mnie tu potrzymasz to zachoruję w tym lochu. Zimno i okropnie, zamiast rodzić zdechnę. Chcesz tego? - perswadowałam z wyrzutem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Nie Lis 13, 2016 6:15 pm

Słysząc jej rżenie uśmiechnąłem się do niej złośliwie.
- Ależ układ nie musi być uczciwy. Świat nie jest uczciwy i nie można oczekiwać, że wszystko, na co się konie natkną, będzie miało choćby najmniejsze pozory uczciwości. Chyba, że wolisz życzeniowe i roszczeniowe podejście do wszystkiego, zamiast obiektywnego, analitycznego spojrzenia. - parsknąłem, zdziwiony jej naiwnością.

Jej słowa mnie bardziej zaskoczyły niż zirytowały.
- A dlaczego tak uważasz? - spytałem się jej, chcąc znać powód, dla którego ona tak uważa - Ale owszem, jeśli chcesz wiedzieć, to nie wiem, czy nie wolę związanych. - niechętnie przyznałem - A czemu? W zasadzie sam nie wiem. Czy żadna mnie nie chce? Nie powiedziałbym. Myślę, że jestem zbyt zajętym ogierem, by mieć czas na zajmowanie się jakimiś randkami, chodzeniem, romantycznymi spacerami przy świetle księżyca. Chyba wolę... liny, łańcuchy, kajdany, obrożę, kaganiec i... i zabawa. - wyjaśniłem jej - Ale ostatnio chyba zacząłem dochodzić do wniosku, że pora się ustatkować. Miałem trochę tych klaczy... ale może warto pomyśleć o bardziej stałym związku. A wydajesz się dobrą kandydatką na matkę moich źrebaków. - wyjaśniłem jej. Spodobało się jej to? Być może nie, ale tym się akurat nie przejmowałem.

Nie rozumiałem, czemu klacz wypomina mi kondycję. I uważa, ze mam zawyżoną opinię.
- To raczej ty masz zawyżoną opinię. Jakoś kondycji mi wystarczyło by Cię schwytać. Więc chyba całkiem dobrze z nią. A Tobie starczy sił by dotrzymać mi kroku? - odpowiedziałem jej, złośliwie się uśmiechając. Krytykując siłę ogiera, który ją porwał, tak naprawdę sama się krytykowała, że dała się porwać temu, kogo uznaje za słabego. A jej docinki z powodu wyglądu? Nie miałem na jego punkcie jakichś kompleksów, więc niespecjalnie się nimi przejąłem.
- To, czy Ci się podobam czy nie, nie ma raczej większego znaczenia. Nie pytałem Cię o zdanie czy zgodę. Mówiąc, że będziesz matką moich źrebaków, stwierdziłem po prostu fakt. - odpowiedziałem jej, próbując schwytać w zęby jej ucho, ale złośliwie mi nim uciekała.
- A jeśli Ci tak zimno, mogę Ci załatwić odpowiednią derkę. Taką ładną więzienną - w paski. - dodałem, że złośliwym uśmiechem (taką: https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/c4/f5/5a/c4f55ad5c590f16ed4f5a86e2d3a462d.jpg Smile ).

Zerknąłem na nogi klaczy, która ledwo stała, mając pęciny ciasno związane i skute.
- Chyba niespecjalnie Ci wygodnie tak stać? - spytałem retorycznie i podszedłem do niej od przodu od prawej strony. Jeśli była grzeczna to schyliłem się i przykułem jej lewą nogę do posadzki. Następnie rozwiązałem liny z jej przednich nóg (wciąż zostawiając kajdany), by mogła stanąć szerzej, i wtedy przykułem również i prawą nogę. Jeśliby jednak protestowała... to po prostu naparłem na nią, znowu ją wywracając. W końcu miała wciąż ciasno związane zadnie, co jej utrudniało łapanie równowagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Nie Lis 13, 2016 7:20 pm

Klacz berberyska słuchała rozwiniętej odpowiedzi swego porywacza. On zdecydowanie lubił gadać. Słuchała niechętnie, widać było że jest spięta i najchętniej byłaby gdzieś indziej. A przynajmniej bardziej swobodna. Gdyby tak go zagadać...
Dlaczego dobre tematy nie przychodzą do głowy gdy są najbardziej potrzebne?
Odchrząknęłam zapytana. Czułam powagę w głosie araba, zastanowiłam się chwilę nim odrzekłam:
- Proste. Uważasz się za pięknego, sprytnego, wspaniałego, a nie jesteś. - znów przesunęłam kopytem po posadzce. Czekałam ze spuszczoną głową gdy ten opowiadał o szybkich podbojach. Zastanowiłam się co go na co dzień zajmuje? Jakie ma zajęcia?
- Nie przeczę. Jestem odpowiednia. Ale będziesz miał ze mną piekło. Obiecuję. - uprzedziłam z ogromną pewnością siebie i odsłoniłam zęby. - Powinieneś lepiej poznać tą, z którą chcesz mieszać geny. Nie wiesz na co się porywasz. - mówiłam złowróżbnie. Znów uchyliłam się łbem, to było nużące a ogier natrętny.
- Jeszcze nie ale w kilka godzin zmarznę. - przyznałam zrezygnowanym tonem. - Dzięki za troskę. - dodałam z przekąsem. Arab obszedł mnie dookoła i zapytał o wygodę chyba dla drwiny.
- Lepsze to niż siedzieć- odrzekłam mierząc go okiem zawodowego pokerzysty którym nie byłam. Stałam bez ruchu jak słup soli i pozwoliłam sobie zakuć lewą nogę, a wtedy ku mojej uldze Burseg zdjął liny z przednich nóg. Zarżałam z wdzięcznością, ale on schwycił moją prawą nogę i ją też chciał przykuć łańcuchem. Oparłam się, próbowałam przeszkodzić lecz nie stałam dość pewnie i zrezygnowałam aby się nie wywrócić. Dałam za wygraną. Przednie nogi mam skute łańcuchami, tylne sznurem.
- Słuchaj. Po co mi to robisz? A jeśli obiecam być grzeczna i oddać ci się kiedy mnie rozwiążesz? - odezwałam się miękko przybliżając łeb w niewygodnym kagańcu do pyska ogiera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Nie Lis 13, 2016 7:49 pm

Gadałem, gadałem i gadałem. A podobno klacze są bardziej gadatliwe od ogierów? Po niej jakoś tego nie było widać... coś z nią było nie tak czy ze mną? A nie, pewnie po prostu strzeliła tego całego focha, jak to klacze lubią robić. To pewnie dlatego się tak mało odzywała.
- Czy ja wiem, że za takiego się odznaczam? Bóg wyraźnie mówi: "Przyszła wyniosłość - przyszła i hańba, u koni skromnych jest mądrość". Więc nie uważam się za pięknego, sprytnego i wspaniałego. Służę Bogu w pokorze serca. - odpowiedziałem jej - Za to ty moim zdaniem zdecydowanie zbytnio się pysznisz. Pamiętaj, że Bóg wyraźnie ostrzega: "Pycha przed upadkiem kroczy". - napomniałem ją.
- Będę miał piekło? Piekło to będą miały takie konie jak ty po śmierci. Dla mnie to może być najwyżej czas próby. Pamiętaj, że Bóg stawia przed nami różne zadania aby nas sprawdzić, aby nas uczynić silniejszymi. - wyjaśniłem jej - A czy rzeczywiście będzie z Tobą tak ciężko? Jestem pewien, że z Bożą pomocą sobie poradzę. - odpowiedziałem jej.
- Mam Ciebie lepiej poznać w jakim sensie? Zaprosić Cię na kompot, byśmy porozmawiali o przeszłości i naszej przyszłości? - spytałem, kręcąc przeszłością - Myślę, że poznałem Cię wystarczająco dobrze, by chcieć z Tobą założyć rodzinę. Czy Najwyższy nie mówi, że mamy być płodni, mnożyć się i zakonić całą ziemię? - spytałem retorycznie, bo przecież dobrze wiedziałem, ze Najsprawiedliwszy tak mówi.
Uśmiechnąłem się, gdy ta upierała się mówiąc, że jest jej zimno.
- Nie martw się, zaraz Cię rozgrzeję. - zapewniłem ją, uśmiechając się do niej szeroko.

Przykułem jej najpierw jedną przednią nogę do posadzki, następnie po chwili walki drugą. Obie i tak dodatkowo były skute kajdanami. W końcu strzeżonego Pan Bóg strzeże, więc ostrożności nigdy za wiele. Gdy klacz przybliżyła swój łeb do mojego, odwzajemniłem jej spojrzenie.
- Hmm, ciekawe pytanie. Myślę, że raczej będziesz musiała być trzymana przez jakiś czas w kajdanach. Jesteś silna, zwinna, szybka, wytrzymała. A do tego agresywna i niebezpieczna. Niezbyt dobre połączenie. Może przed wyźrebieniem się uspokoisz? - zastanawiałem się na głos.
Zaszedłem klacz od tyłu i spróbowałem przykuć jej prawą zadnią nogę do posadzki, a jeśli mi się to udało, to odwiązałem liny, które łączyły obie tylne nogi, zostawiając oczywiście kajdany, jakie wciąż na nich miała, po czym spróbowałem przykuć i lewą nogę w ten sposób, by klacz stała w delikatnym rozkroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Nie Lis 13, 2016 8:06 pm

Biała berberyjka boczyła się może wcześniej. Teraz, gdy sytuacja jawiła się w prostej rozciągłości, próbowała dyplomacji. Może z czasem dorówna gadatliwością białemu ogierowi? W każdym razie nie to było jej ambicją.
Ogier powołał się na słowa bóstwa i cytował wersety religijne. W zasadzie powiedział po prostu, że skromność to zaleta. Nie podzielałam tego poglądu. Zdziwiło mnie jednak, że Burseg zdecydował się mnie pouczać. Jakby zależało mu co myślę. I wtedy szczęka znów mi opadła gdy dotarło do mnie, że on naprawdę chciał kształtować mój ogląd świata i przekuć opinie w ogniu trudu i namiętności.
- A jeśli bóg pomoże mnie, nie tobie? - zapytałam szybko nadstawiając czujnie uszy. Jeśli uda się zasiać ziarno zwątpienia... - Nie chciałbyś by twoja klacz była ci wrogiem. On i ona mają być jedno, a nie wrogi! - tłumaczyłam z naciskiem i dziwną rozedrganą nutą w głosie. Nie wiadomo czy przypadkiem nie traciłam nerwów. Zaraz jednak targnęłam łbem i zarżałam z niesmakiem gdy mówił o cieple.
- Jesteś obrzydliwy. - mruknęłam z pogardą. Poruszyłam się niespokojnie, ogniwa łańcucha zagrzechotały. Nie miałam pola do manewrów. Parsknęłam sfrustrowana.
Niedługo później wyciągnęłam gałązkę oliwną, chwilę porozumienia i ulotną nadzieję na wolność. Czułam bicie swego serca gdy czekałam jak ogier odniesie się do propozycji rozkucia.
Spotkałam się z odmową. Means no. Skrzywiłam pysk w nerwowym grymasie.
- Schlebiasz mi niezmiernie. - powiedziałam ze smutkiem. - Potrafię być łagodna jak baranek i odpowiadać dobrem na dobro. Jeszcze możesz się wycofać...
Podskoczyłam niezgrabnie tylnymi nogami w pętach chcąc udaremnić mu zakucie mnie. Jęknęłam, bo to obciążyło prawą przednią nogę nadal bolącą od kontuzji. Już nie próbowałam takiej korridki. Oblizałam nerwowo chrapy.
- Proszę. Zrób to dla mnie. Zaniechaj mnie, nakarm i ogrzej. Źrebaki powinny być poczęte w miłości, nie w nienawiści!  - uciekła się do środków rozpaczliwych. - Błagam, Burseg. Jestem Tarnina. Klacz rakhairska. Oszczędź, Burseg, poniechaj mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Nie Lis 13, 2016 8:53 pm

Próbowałem nawrócić klacz, zmusić ją aby zmieniła swój grzeszny światopogląd, ale coś mi chyba średnio szło. Nie wydawała się być przekonaną.
- A czemu miałby pomóc Tobie, skoro w niego nie wierzysz i grzeszysz? - spytałem retorycznie, bo wychodziłem z założenia, ze ona o Bogu nie wiele wiedziała... a na pewno nie postępowała zgodnie z jego nakazami. Bo ten w końcu kazał się koniom rozmnażać... a ta chyba nie była do tego zbyt chętna, jak się łatwo domyśliłem z jej dość wrogiego nastawienia wobec mnie.
- Oj, ale nie będziesz mi wrogiem. Jestem pewien, że w końcu wpłynę na Twoje nastawienie i zmuszę się, byś się podporządkowała Boskim Nakazom i zaczęła wypełniać rolę, jaką klaczom dał Najwyższy. - odpowiedziałem, jakby to było coś oczywistego. Bo było.

Gdy klacz nazwała mnie obrzydliwym, uśmiechnąłem się niewinnie.
- No wiesz co? Chciałem Ci tylko pomóc, a ty mnie tak brzydko nazywasz. - udałem święcie oburzonego jej przezywaniem mnie.
- Łagodna jak baranek? Być może tak. Ale pamiętaj, że z okowami i kagańcem i tak większość koni będzie łagodna jak baranki, bo po prostu nie będzie miała innego wyjścia. - odpowiedziałem jej, biorąc się za zakuwanie jej nóg. Z obiema sobie po chwili poradziłem i zawahałem się, słysząc jej prośby.
- Przecież i tak nie masz rui... do rui może zmienisz swoje nastawienie. - oznajmiłem jej, wycierając się pyskiem po jej umięśnionym zadzie a następnie wodząc chrapami po jej nogach: od ogona aż do pęcin, na których były zatrzaśnięte okowy przykute łańcuchami do posadzki. Nawet się przedstawiła? Czemu dopiero teraz? Co jej trochę przyjemności przeszkadzało?
- Nakarmić Cię mogę później. Ogrzać również. A teraz... może troszkę się zabawimy? - zaproponowałem jej, wkładając pysk pod jej ogon i wypuszczając w jej wrażliwe rejony ciepłe powietrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Nie Lis 13, 2016 9:16 pm

Kropla drąży skałę. Wytrwałość potrafi czynić małe cuda. Żadna nadzieja nawrócenia nie zajmowała teraz myśli klaczy. Bliska była desperacji, załamania, może niedługo popłyną łzy. Nigdy dotąd nie była brana siłą, nie doświadczyła stosunku z dżentelmenem czy też brutalem i widziała jedno do głębi: nie chce tego robić z Bursegiem. On zaś mówił otwarcie o tym, że ją zmusi. Gniew gotował się we mnie, a obok tego strach i mętne niedowierzanie. Jak zwykle w chwilach zagrożenia widziałam szczegóły wyjątkowo ostro i wyraziście.
- Wypełnię, ale czemu zaraz z tobą? Tu i teraz? - zarżałam dziwnie cienkim głosem, który mnie zawiódł, zadrżał na pytajniku. Ogier okazywał tyle nonszalanckiej beztroski, że czułam jakby kopyta mi się rozjeżdżały po lodowej tafli. Nie miałam oparcia by go zdominować czy zniechęcić.
Przebierałam nogami niespokojnie raz i drugi. Po głowie tłukło mi się pytanie czy strach klaczy podnieca ogiery? Jeśli tak to powinnam wziąć się w garść. Przemóc się.
Zarżałam cicho, to był prawie śmiech, gdy wytknął mi że go przezywam.
- Ech, a mówiłeś że słowa Cię nie bolą. - wytknęła mu z kolei szczerząc zęby w niezbyt radosnym uśmiechu. Pochyliłam łeb i spochmurniałam gdy opowiadał o łagodności.
- Nie sądzisz że konie powinny mieć wybór? Wolnymi jesteśmy na przestrzeniach prerii, takimi chce nas bóg. - odezwałam się z zapałem, gdy on miękko tłumaczył że za wcześnie na zaźrebienie. Skóra mi drżała pod jego dotknięciem, ale ze wstrętu. Mruknęłam coś niechętnie i niezrozumiale. Gdy przesuwał nosem po nogach, w pierwszym odruchu starałam się odsunąć i nie mogłam przezwyciężyć wstrętu. Chociaż nie miałam jak mu uciec, wykręcałam się i szarpałam zadnimi nogami.
- Przestań! - zawołałam wywołując echa. - Błagam... Zabierz mnie stąd. Pomogę ci schwytać inną klacz. Następną rozumiesz? Zrobimy pułapkę, będziesz miał drugą a mnie... zostaw! - wykrzyczałam bardzo prędko i z czymś w rodzaju grudy w gardle gdy poczułam ciepły powiew. Dopiero wtedy mózg dogonił uszy. Proponowałam coś haniebnego...
- Nie rób mi tego, ogierze. - poprosiłam cicho i odsunęłam się w swoich łańcuchach najdalej do przodu jak dałam radę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Nie Lis 13, 2016 9:56 pm

Uśmiechnąłem się złośliwie słysząc zarzut klaczy.
- Dlaczego ze mną? Bo Cię schwytałem. Jesteś teraz moja. - przypomniałem jej, bo chyba o tym zapomniała - A skoro Bóg oddał mi Ciebie w moje kopyta, dał mi siłę by Cię złapać, to nie jest to znak od niego, że mamy być razem? - spytałem retorycznie, dziwiąc się, że ona sama nie zauważyła wielkiego planu Boga, jego śladu wszechmocnego kopyta, we wszystkim co nas dzisiaj spotkało.

Ciężko westchnąłem.
- Mówiłem, że mnie nie bolą, ale jednocześnie świadczą o tym, że się stawiasz i jesteś nieposłuszna. - przypomniałem jej - No i wzajemny szacunek jednak wymaga również odpowiednich form w komunikacji. A nie takiego przezywania się. - wyjaśniłem jej. W końcu starałem się być dla niej uprzejmy, tak bardzo jak to było możliwe, ale nie bardziej.
- Bóg wcale nie uważa, że konie powinny być wolne. - zaprotestowałem - Przecież mówi wyraźnie: "Niewolnicy, bądźcie we wszystkim posłuszni doczesnym panom, nie służąc tylko dla oka, jak gdybyście się mieli koniom przypodobać, lecz w szczerości serca, bojąc się prawdziwego Pana. - przypomniałem jej.

Zacząłem się wahać, gdy klacz zaczynała mnie coraz bardziej błagać.
- No nie wiem... - przyznałem z wahaniem. Jakoś nie wierzyłem w jej zapewnienia - A skąd mam wiedzieć, czy to nie podstęp i mi nie zwiejesz? No i nie potrzebuję Twojej pomocy - sam mógłbym dorwać jakąś inną. A wcześniej... a wcześniej i Ciebie zaźrebić, zgodnie z nakazem Pana. - zaprotestowałem. Jej propozycja zdecydowanie mi się nie podobała. Otrzymanie jakiejś klaczy... a przecież Tarmina bardzo mi się podobała i nie chciałem z niej rezygnować.
- Przykro mi... ale to już postanowione. - stwierdziłem, ale wciąż brakowało przekonania w moim głosie. Wahałem się. Bóg mi świadkiem, jak bardzo nie wiedziałem co robić. Podszedłem bliżej niej, jak się odsunęła, i zacząłem się wycierać pyskiem o jej zad po czym podgryzałem ją po nasadzie ogona. Co zrobić? Co zrobić? Nie byłem do końca pewien.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Nie Lis 13, 2016 10:14 pm

Biała klacz słuchała tego niespokojnie i z niewyraźną minę. Jak otumaniona gładkimi słowami. Przymknęłam oczy usiłując się skupić, a strach dyszał mi w ucho... metaforycznie.
- To tylko gładkie słowa. Może wolą boga jest zmiękczyć twoje serce moimi ustami, jestem tylko narzędziem w ręku pana? - powiedziałam na to przypuszczeniem gdzie perswazja mieszała się z nadzieją.
Potem był lekki koszmar. A miało być gorzej, jeśli nic się nie zmieni. Chyba że to tej zimnej piwnicy wpadnie wybawca, najlepiej ktoś ze stada Rakhair. Odepchnęłam te marzenia, nic mi nie pomogą, najwyżej zamydlą oczy.
Oblizałam chrapy językiem, bo zaschło mi w gardle.
- Gdybyśmy się zmierzyli jeden na jeden i bez lin, ja bym była panią a ty niewolnikiem. Jestem w stanie cię pokonać. Uwierz. Daj mi szansę. Udowodnię że zasługuję na wolność. - mówiłam prędko i żarliwie. Ogier tylko się uśmiechnął.
Był taki surowy. A ja wściekła i bezradna, a nad to wszystko przerażona. Wyczuwałam jego wahanie ale dla mnie było jak diabelska sztuczka, złuda która ma mnie torturować niepewnością. Oczy Tarniny się zaszkliły, wykwitły duże łzy.
- Ja nie oszukuję. - wydusiłam i to była prawda. Zamierzałam w miarę możliwości uciec kiedy nadarzy się sposobność, ale dotrzymałabym swojej części umowy. Tak nakazywał honor. Przynajmniej spróbować mu kogoś przywabić, byłoby najlepiej gdyby Burseg sam spaprał sprawę i uciekłyby obie, dwie klacze od jednego białego prześladowcy. Opuściłam łeb, mokrą strużką po pierwszej łzie potoczyło się kilka następnych.
Serce znów drgnęło mi i załomotało szalenie gdy usłyszałam dychotomię między treścią słów a brzmieniem głosu. Zadrżałam czując jego nos na zadzie.
- Nie dotykaj mnie bardziej niż musisz... - szepnęłam, lecz w cichej sali każdy głos dobrze słychać. - Opowiedz mi o swoim bogu. Opowiedz o sobie. Nie zmuszaj mnie... do krycia. Pozwól się poznać i pokochać. Inaczej postępujesz zbyt okrutnie. - powiedziałam szybko, z naciskiem, jak pod natchnieniem. Odsunęłam zad spod zębów, trzepnęłam ogonem ze złością zupełnie bezradna.
- Dręczysz mnie. Swoim dotykiem i szpetnym zamiarem. Czy musisz?... - wygiełam szyję w łuk, w tył by spojrzeć mu w oczy możliwie z bliska.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Pon Lis 14, 2016 12:23 am

Pokręciłem łbem przecząco.
- Nie sądzę. Uważam, że Bóg mi Cię dał w nagrodę za moją ofiarną służbę. - wyjaśniłem jej - To ogiery były zdecydowanie częściej prorokami. Nam łatwiej jest zobaczyć ścieżki Najwyższego. No i ja spędzam wiele czasu, na lekturze jego pism. więc zaufaj mi, że tego od nas chciał. - wyjaśniłem jej. Słysząc jej propozycję skrzywiłem się. Niewątpliwie miała rację - byłem od niej ewidentnie słabszy, ona o tym wiedziała, ale to niegrzecznie było to tak wprost sugerować.
- Widocznie Bóg nie chciał byśmy się zmierzyli bez lin i właśnie tak pokierował naszymi kopytami. Nie rozumiesz, że on nam w ten sposób wskazał, czego od Nas oczekuje? Oddał Cię w moje kopyta. - próbowałem ją przekonać, ale chyba nieskutecznie.

Zastanawiałem się chwilę nad propozycją klaczy... ale szybko ją odrzuciłem.
- No dobrze, może i Ci wierzę. Ale... ale dlaczego miałbym zamienić Ciebie, która bardzo mi się podobasz, na jakąś inną? - spytałem, kręcąc przecząco łbem.
- Mówiłem Ci... zbyt mi się podobasz. Jesteś taka silna, zwinna, szybka, wytrzymała. A do tego dzielna i nieustępliwa. Naprawdę jesteś idealną klaczą na matkę moich źrebaków. - wyjaśniałem jej powody, które mną kierowały, wycierając się pyskiem o jej zad.
- Mogę Cię dotykać. W końcu Cię złapałem i jesteś moja. A nawet muszę - im szybciej się przyzwyczaić do mojego dotyku, tym szybciej go zaakceptujesz. - wyjaśniłem jej - Na rozmowy będziemy mieli czas później... a teraz... teraz moglibyśmy skonsumować nasz związek. - podjąłem w końcu decyzję - Bo na dokładne zapoznanie, pokochanie przyjdzie odpowiednia pora. Do rui jest trochę czasu, później z jedenaście miesięcy do wyźrebienia... a następnie wspólne wychowywanie źrebaczka. Będziemy mieli dużo czasu. - zapewniłem ją.
- Nie dręczę Cię. Chcę, by było nam przyjemnie. - zaprotestowałem. Ciężko westchnąłem... i naskoczyłem delikatnie na klacz, większość swojego ciężaru przerzucając na zadnie nogi. Objąłem ją przednimi nogami za boki... i czekałem. Na razie nie wchodziłem w nią.
- Nie wiem, czemu się tym tak przejmujesz. Nie lepiej się uspokoić i rozluźnić? - spytałem retorycznie, wodząc chrapami po jej kłębie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Pon Lis 14, 2016 8:15 am

Prawdopodobnie się wyjaśniło co ogier robił na co dzień i dlaczego był zbyt zajęty na romanse. Zmieszana potrząsnęłam nieznacznie łbem, przelotnie próbowałam sobie wyobrazić takie życie. Siłą sugestii także siebie u jego boku... na łańcuchu. Zatęskniłam ostro i rozpaczliwie do miękkiej trawy i przestrzeni prerii. Żaden koń nie jest stworzony do życia psa łańcuchowego.
- Zamierzasz trzymać mnie na łańcuchu do końca swych dni? - zapytałam z niedowierzaniem, w bezpośredniej reakcji na jego wykład woli bóstwa. Mogłam się co prawda już zorientować że zamierzał raczej mnie ułożyć i oswoić, ale nie kojarzyłam dostatecznie bystro. Coś zajmowało mi myśli i utrudniało poprawne rozumowanie.
Przełknęłam nerwowo i skrzywiłam się z bólu tchawicy. Ogier dosyć mnie sponiewierał jak do tej pory. Spojrzałam na niego z wyrzutem i nie zobaczyłam w jego oczach śladu winy. Zresztą co by mi ona pomogła?
Stopniowo, gdy opowiadał o moich zaletach, kiełkowała mi myśl. Wtrąciłam szybko:
- Na pewno w okolicy mieszka więcej koni. Co jeśli one mnie też zechcą? Przecież się nie podzielisz. - rzuciłam jak wyzywające pytanie, takie podchwytliwe. Lecz powołanie się na zaborczość chyba nie było dobrym pomysłem, bo koń coraz bardziej się rozpalał. Szarpnęłam zadem chcąc go uderzyć tym nagłym ruchem w szczękę, niechby się odczepił z niechcianą pieszczotą. - Mówiłam zostaw! - krzyknęłam na raz rozgniewana i zaniepokojona. Zapomniałam o łańcuchach i szarpnęłam się zbyt mocno, żelazne ogniwa wpiły mi się w skórę nieprzyjemnie. - Nie możemy, nie teraz i nie tutaj! - zaprotestowałam gwałtownie na bezpośrednią propozycję. - Spotkaliśmy się nad gorącym źródłem i tam, w tamtej jaskini jest właściwe miejsce! Siła wyższa! - starałam się wybić alarmującym krzykiem ciągoty ogierowi z głowy. - Jeśli teraz to zrobisz znienawidzę Cię... - zagroziłam bez tchu, trzepiąc ogonem na lewo i prawo. Ogier cofnął się z westchnieniem. Przestąpiłam z nogi na nogę, na skórze pienił się koński zimny pot. Wykręciłam łeb do tyłu by spojrzeć na Bursega czujnie w tej samej chwili gdy on się wspiął na mnie. Kwiknęłam i próbowałam wierzgnąć, ale nie mogłam. Przeklęte łańcuchy.
Mocny uścisk przednich nóg konia na żebrach i ciepły ciężar na zadzie i bardzo ograniczona swoboda ruchów. Zagryzłam zęby rżąc chrapliwie. Cała skóra drżała na mnie chorobliwie.
- Nie chcę Cię i dobrze to wiesz. Na siłę nie mogę. Ani chcieć ani się rozluźnić. - odpowiedziałam nie patrząc na niego. Nie zniosłabym triumfalnego uśmiechu. - Poczekaj. Poczekaj aż będę miała ruję. Klacze są wtedy zwykle chętne co nie? - zerknęłam teraz z ukosa. Bardzo chciałam wyrwać się i uciec ale opór w tej chwili byłby tylko zachętą. Chyba. Ogiery są zdobywcze. - Ja... Nigdy nie miałam ogiera i oszczędź mnie. Do czasu. Proszę. - nigdy przed tym feralnym dniem nie zniżałam się do błagań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Pon Lis 14, 2016 8:04 pm

Nie wiedziałem, czemu klacz tak potrząsa łbem... ale niespecjalnie mnie to obchodziło. Mi Bóg zesłał wizję i dobrze wiedziałem, jak będzie wyglądało nasze życie zgodne z planem Najwyższego. Słysząc jej pytanie zastanowiłem się nad nim przez dłuższą chwilkę.
- W zasadzie... w zasadzie jeśliby to okazało się konieczne, to trzymałbym Cię na łańcuchu do końca Twoich dni. - oznajmiłem jej zgodnie z prawdą, zakładając, ze woli szczerą odpowiedź.
- Tak naprawdę to zależy od Ciebie. Jeśli się dostosujesz, nawrócisz na Wiarę, postanowić żyć zgodnie z Bożymi Przykazaniami to może w końcu Cię spuszczę z łańcucha. Może po tym, jak urodzisz nam źrebaczka, byś mogła się nim lepiej zająć. - wyjaśniłem jej. Liczyłem, że macierzyństwo ją odmieni. Zmusi do zastanowienia się nad tym, co w życiu jest tak naprawdę ważne. Pokocha naszego źrebaka a później i mnie, a wtedy stworzymy idealną rodzinę. Plan uważałem za iście genialny - w końcu sam Bóg mnie do niego natchnął.

Pokręciłem przecząco łbem.
- Nie martw się, będziesz tylko moja. - pocieszyłem ją - Jeśliby jaki próbował mi Cię zabrać, to Cię nie oddam. Obronią Cię. - obiecałem jej. Oczywiście, nie zamierzałem się dzielić. W końcu Bóg wyraźnie mówił, że każda klacz może należeć do tylko jednego ogiera... chociaż oczywiście ogier może mieć kilka klaczy. Tak działała Natura, którą stworzył Bóg. Zacząłem wodzić chrapami po jej zadzie, gdy ta nagłym szarpnięciem uderzyła mnie. Nie było to raczej zbyt bolesne... a dużo mówiło o jej charakterze. Wojownicza, nieustępliwa... świetne cechy u matki moich źrebaków.
- Mówić, mówiłaś. Ale ja oczywiście nie zamierzam się stosować. - zapowiedziałem jej - I nie tylko możemy tutaj i teraz... ale zrobimy to. W końcu bardzo mi się podobasz. Skoro Bóg dał Ci takie piękne ciało, to grzechem byłoby z niego nie skorzystać. - oznajmiłem jej, kręcąc przecząco łbem, gdy klacz zechciała wrócić do tamtej jaskini.
- Nie wiem, skąd Ci to przyszło do głowy. Ale to miejsce jest zdecydowanie lepsze: wygodniejsze i bezpieczniejsze. Tutaj nie musimy się na przykład obawiać ataku dzikich zwierząt. - wyjaśniłem jej, i chyba nie musiałem dodać, że z powodu ciężkich drzwi, murów, krat i łańcuchów stąd było klaczy znacznie ciężej uciec. Ona pewnie sama to wiedziała.
- No, nie mów tak już. Nienawiść to bardzo brzydka cecha. To grzech. A my... my zrobimy to. Zobaczysz, będzie przyjemnie. Jak nawet na początku będziesz się rzucać i walczyć... w końcu zmienisz zdanie. Każda klacz marzy o ogierze i źrebakach. A ty pewnego dnia pojmiesz, że to spotkanie, to najlepsze co Cię w życiu mogło spotkać. - obiecałem jej. Nie przejmowałem się jej kręceniem, jej spojrzeniem... po prostu wpatrzyłem się w jej zad po czym naskoczyłem na nią, obejmując ją przednimi nogami za boki.
- Tak, wiem, że nie chcesz... ale w końcu zechcesz i się rozluźnisz. Jak nie dzisiaj... to jutro czy za tydzień. I właśnie dlatego nie ma co czekać na ruję. Lepiej byś się przyzwyczaiła do swojej nowej roli i z nią pogodziła... zanim nastąpi do najważniejsze krycie, gdy poczniesz źrebaka. - wyjaśniłem jej. I już miałem w nią wejść gdy... gdy nagle mnie jej słowa zaskoczyły.
- Naprawdę? Nigdy? Jesteś dziewicą? - zdziwiłem się... a jednocześnie ucieszyłem. W końcu każdy ogier lubił dziewicę i to poczucie, że jest się tym pierwszy,.
- Świetnie się składa... że akurat mnie Bóg wybrał na tego Pierwszego. - dodałem z radością, wodząc chrapami po jej szyi i podgryzając ją po kłębie.
- To zaraz będziesz miała okazję przeżyć swój pierwszy raz. Uspokój się, spokojnie się rozluźnij, to będzie to dla Ciebie znacznie przyjemniejsze. - poradziłem jej, wciąż zwlekając z wejściem w niej. Mimo wszystko chciałem jej dać trochę czasu do oswojenia się z tą myślą. Ale tylko trochę. Już zaraz miałem zamiar zaczynać, chociaż oczywiście wciąż liczyłem, że ta się zgodzi i nie będę musiał tego robić wbrew niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Pon Lis 14, 2016 8:38 pm

Klacz chrapnęła zaskoczona i wytrzeszczyła oczy. W chwilach gdy Burseg kontemplował promienny, sielski obrazek harmonijnej rodziny ona widziała szereg beznadziejnie nudnych, szarych dni przykuta do ściany. Nigdy nie była specjalnie elastyczna. Nie wydawało się możliwe by nauczyła się spełniać wymagania ogiera, i to w stopniu takim by ten ją uwolnił. Uwolni nie wcześniej niż uzna, że ona i tak nigdzie się nie wybiera. Hm... Naiwny chyba nie jest? Posmutniała.
Kiedy jednak mówił swobodnie o źrebakach, targnęła się jakby ją giez uciął. W furii.
- Nie urodzę! - co prawda połapałam się, że to świadczy tylko o mojej nieznajomości biologii i nie ma mocy sprawczej. - Na oczy go nie ujrzysz. Zadbam o to! - zagroziłam zniżając wrogo łeb i patrząc prosto w oczy ogiera, sprawdzałam czy wywrze to na nim jakieś wrażenie.
Gdyby tylko klacz wiedziała, że każdy narowisty gest pogarsza jej sprawę i w zasadzie powinna grać tępą, ospałą chabetę, wtedy by się sama zawahała. Nigdy nie grzeszyła talentem aktorskim.
Zgrzytnęłam zębami żując gniew. Nie znosiłam jak mówił, że mnie ma na własność i jak bardzo podoba mu się taki stan rzeczy. Niemal pragnęłam, żeby napatoczył się jakiś rywal ot, tylko białemu arabowi na złość.
- Bo ja wolałabym dowolnego, byle nie ciebie. - rzuciłam mimochodem z lekkim przekąsem. To nie była żadne obelga powiedziana wprost, więc o słowa nie będzie się sprzeczał... Liczyłam, że uda się zagadać sytuację. Wydawało się że jest szansa. Słuchałam w skupieniu gdy opisywał zalety tej komnaty nad tamtą jaskinią. Stuknęłam kopytem o posadzkę dla podkreślenia:
- Ale! Tam jest przyjemna ciepła woda. Na pewno byłoby wspaniale. A ty jesteś takim sprytnym ogierem jak ja silną wojowniczką. Razem pogonimy każdego wilka...rysia...cokolwiek żyje na tej tundrze! - mówiłam przekonywająco głównie zapałem jaki czułam do pomysłu, by się stąd wyrwać. Stąd i z jego uścisku. Gdyby mnie utrzymał drugi raz tam, gdzie mnie porwał, w porządku. Ale miałabym całkiem niezłe szanse umknąć. Nie wiązała mnie jeszcze żadna przysięga.
- Marzę, ale nie takim! I sama wiem co dla mnie dobre! - sprostowałam, oburzona i dość oszołomiona tak bezczelną interpretacją jego egoistycznych zachcianek jako akt altruistyczny. - Egocentryk i narcyz jesteś! Urodzę kwiatek. Żonkila. Zobaczysz! - wygarnęłam ogierowi. Już raz próbowałam wejść mu na miłość własną i pomogło o tyle, że mówił obszernie. A teraz pragnęłam grać na zwłokę. Może się zdarzy mały cud, który mu przeszkodzi? - Ratunku! Na pomoc! Gwałciciel! - krzyknęłam ile sił w płucach. Zwykle klacze przybiegłyby i pomogły słysząc takie wołanie, a młode ogiery tym bardziej. Tylko nie wiadomo czy żeby pomóc, czy poczekać na swoją kolej.
To i był jakiś sposób: tak się zatopić w krzyku o pomoc, że mniej będę wiedziała co się ze mną dzieje. Wiele powie mi też reakcja ogiera na moje odwoływanie się do osób trzecich. Tymczasem dowiedziałam się, że zrobiłam mu miłą niespodziankę swoją niewinnością. Teraz to ja posłałam mu spojrzenie piorunujące, które... gdyby mogło zabijać... Szarpnęłam się i wierzgnęłam zapominając o obolałym barku, ale małe szanse że strącę ogiera.
- Nie mów? Jak mam być spokojna, kiedy na mnie jesteś?!
- zarżałam oburzona z niedowierzaniem (tak, trudno łamać schematy myślowe) na jego instruktaż. Szarpnęłam się znowu. I coś? I nic.
Mijały ostatnie chwile, te decydujące. Przełknęłam ślinę, przysunęłam pysk blisko pyska ogiera (a dokładnie blisko ucha) i zaczęłam wrzeszczeć ile sił w płucach. Nie żadne konkretne słowo, ale dziki krzyk a la Tarzan w wykonaniu koniowatym. Niech ogłuchnie! Hałas w środowisku pracy! Zobaczymy czy wytrzyma.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Pon Lis 14, 2016 9:12 pm

Opisywałem jej nasze przyszłe sielskie życie mając nadzieję, że ta również o takim zamarzy, uwierzy w mój sen i również będzie go łaknąć. Ale po jej reakcji szybko się domyśliłem, że się przeliczyłem. Słysząc jej twardą odpowiedź położyłem uszy po sobie.
- Nie? Jak to nie! Nie będziesz miała innego wyjścia! - oznajmiłem jej. W końcu była spętana a decyzja o źrebakach należała tylko i wyłącznie ode mnie. Ona najwyżej mogła zdecydować się zrobić to po dobroci lub zostać do tego zmuszona siłą. Bo to, że źrebaki będą, było pewne. - Nie ujrzę? Ciekawe jak niby do tego doprowadzisz. - prychnąłem z pogardą. Nie uznawałem jej gróźb za prawdopodobne ani nawet za możliwe. Słysząc jej słowa łatwo się domyśliłem, że mówi je by mi zrobić na złość.
- Dowolnego? To z każdym byś się puszczała? - parsknąłem, odwracając trochę jej słowa - Niestety, masz tylko mnie... i nie masz na to żadnego wpływu. - prychnąłem. Co ją bardziej denerwowało? Pewnie bezsilność, jak mi się wydawało. Pokręciłem przecząco łbem, słysząc jej propozycję.
- Pogonić to ty już nikogo nie pogonisz. Bo masz kajdany i tak szybko się ich nie pozbędziesz. Że jesteś silna... to dobrze wiem. Wciąż to czuję na swoim ciele. I nie, nie zamierzam ryzykować straty Ciebie. - oznajmiłem jej, by nie miał fałszywych nadziei.
- I nie... nie wiesz co dla Ciebie dobre. Bóg wyraźnie mówił, że do ogiery mają dowodzić a klacze mają im być posłuszne. - przypomniałem jej - I nie, nie jestem egocentrykiem ani narcyzem. Postępuję zgodni z Wolą Bożą. - zaprotestowałem. Ciężko westchnąłem, gdy zaczęła krzyczeć.
- Nie masz się co drzeć. Nikt Cię tutaj nie usłyszy. - oznajmiłem jej, próbując ją uciszyć. Bo po co się drzeć jak i tak to nic nie da? Wolałem spokój... ale jeśli wolała krzyczeć... to jej wola. Mi to jakoś bardzo nie przeszkadzało. Poczułem, jak ta szarpnęła się pode mną... ale przywiązana nie miała za dużej możliwości ruchu.
- Tak, masz być spokojna, jak na Tobie jestem... i zaraz będę w Tobie. - dodałem. Zadrżałem zszokowany jej krzykiem.
- No, ucisz się w końcu! - warknąłem na nią i użarłem ją w kłąb - Teraz dopiero możesz się wydrzeć! - parsknąłem... i wszedłem w nią. Mocno, brutalnie i głęboko. Tak by mnie wyraźnie w sobie poczuła. Po chwili zacząłem wykonywać ruchy biodrami. Na początku miłe, spokojne i delikatne, później coraz szybsze.
- Rozluźnij się, uspokój. Będzie Ci przyjemniej. - podpowiedziałem jej. W końcu też mogła z tego czerpać przyjemność, jeśliby tylko chciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Pon Lis 14, 2016 9:35 pm

Widziałam że go rozgniewałam. Po uszach. Konie mają rozwiniętą gestykulację uszną. Wiedziałam że balansuję na ostrzu noża i patrzyłam mu prosto w oczy hardo, czyhając na okazję do natarcia. Do ataku! Werbalnego.
- Głodówką. - mruknęłam niskim, sugestywnym głosem podobnym do płyty grobowca. Byłabym do tego zdolna. Tym bardziej jeśli będę traktowana według mnie źle. Jeśli on weźmie tą groźbę poważnie... to moje będzie na wierzchu.
Prychnęłam zagniewana; dopiekł mi posądzeniem o lekką proweniencję.
- Możliwe. Każdy lepszy niż ty. - odgryzłam się, targnąwszy łańcuchami we wzburzeniu. Zarżałam chrapliwie źle znosząc napawanie się przewagą, co niestety Burseg lubił robić. Przypominało mi o moim poniżeniu. Miał dużo racji myśląc o bezsilności.
- Właśnie, gdyby nie kajdany... - westchnęłam tęsknie. I zerknęłam na araba z ukosa z błyskiem w oku. Morderczym chyba.
Zastrzygłam uchem zaciekawiona. Miałam nadzieję że ogier rozwinie temat nauki religijnej. Był tym razem powściągliwy.
Krzyk działał. Widziałam z bliska jego wytrzeszczone oczy. Zamurowałam go, zaskoczyłam i chyba rozgniewałam. Uśmiechnęłam się mimowolnie z triumfem. Arab krzyknął na mnie dość głośno, skoro przebił się przez mój krzyk. Chrapnęłam, gdy mnie uchamrał i uderzyłam kagańcem po jego szyi, celując w miękką część.
Być może dlatego zareagował gwałtownie gwałtem. Brutalnie. Klacz kwiknęła i podskoczyła wszystkimi nogami na raz. Zatoczyłam się i zachwiałam i dobrym pomysłem byłoby upaść. Osunęłam się więc jak wielbłąd na sękate kolana. Znieruchomiała i spróbowała zebrać myśli. Obróciła łeb i znowu zaatakowała go kagańcem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Izolatka   Pon Lis 14, 2016 9:59 pm

Sposób, jaki zaproponowała, zaskoczył mnie. Głodówka? Czy to było możliwe? Teoretycznie tak... chociaż wydawało mi się to mało prawdopodobne.
- Mogę Cię karmić siłą! - zapowiedziałem jej - Post jest dobry - Bóg zachęca konie do postu. Może jak zaczniesz pościć, to pojmiesz, że trafienie jest najlepszym, co Ci się mogło w życiu trafić. - przypomniałem jej, bo chyba dalej to do niej nie dochodziło - A nawet wykonując głodówkę, to parę dni przeżyjesz. A przez te dni... mogę Cię złamać, zmusić do posłuszeństwa. Torturami, wielokrotnym kryciem... są sposoby. - zapowiedziałem jej, próbując ją przestraszyć. A nuż się złamie i ugnie.

Nie widziałem sensu w dalszym przekomarzaniu się na temat "każdy, byle nie ja" ani o dyskutowaniu co by mi zrobiła, gdyby nie kajdany. W końcu i ja i ona wiedzieliśmy, że byłaby w stanie zrobić dużo. Tylko był jeden mały problem... była przykuta. O, jak mi przykro! No i nic nie zapowiadało tego, aby mogło się to zmienić.

Gdy ta się na mnie wydarła, ja zacząłem krzyczeć na nią. Istna kakofonia końskiego rżenia. W końcu użarłem ją, próbując ją uciszyć, ale ta w odpowiedzi mnie uderzyła kagańcem. Co za bezczelna klacz! Wszedłem w nią, chcąc ją ukarać... a ta po prostu złożyła się, co mi gwałtownie przerwało czynność, którą ledwo zacząłem. Znieruchomiała... a ja się wkurzyłem - zwłaszcza jak kolejny raz tak mocno oberwałem kagańcem, że aż zobaczyłem wszystkie gwiazdki!
- Nie! Tak się nie będziemy bawić! - oznajmiłem jej, zastanawiając się co zrobić, by nie oberwać kolejny raz. Sposoby chyba były dwa: albo ja będę miał coś na głowie, co zamortyzuje ciosy... ale wtedy mnie zacznie uderzać w inne miejsce. Albo ona będzie miała coś na kagańcu. To drugie było raczej lepszym pomysłem. Skoczyłem do półki, by po chwili wrócić z... poduszką. Doskoczyłem do klaczy próbując przyłożyć jej poduszkę do pyska a następnie starałem się obwiązać ją liną. Jeśli klacz się zbyt późno zorientowała co zamierzam i dalej leżała, to powinienem to bez większych problemów zrobić. Jeśli zdążyła wstać to wymagało to trochę więcej pracy. A jeśli mi się w końcu udało... to zabawę w uderzania kagańcem można było uznać za skończoną!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Izolatka   

Powrót do góry Go down
 
Izolatka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Posoka :: Posoka :: Twierdza Fặtuum :: Lochy-
Skocz do: