IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Więzienny gabinet medyczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Więzienny gabinet medyczny   Nie Paź 16, 2016 4:59 pm

Ktoś nieznający się na lochach mógłby być zdziwiony słysząc, że i w nich znajduje się gabinet medyczny. Bo jak to - przecież lochy służą do zadawania cierpień, do ranienia więźniów i ich katowania a nie leczenie. I tak rzeczywiście jest. Problem pojawia się gdy ktoś przeholuje i doprowadzi ofiarę do stanu zagrażającego jej życiu. Co wtedy można zrobić? Owszem, dobić ją. Można też ją wypuścić... ale wtedy nie wiadomo, czy przeżyje, a jeśli tak, to odzyska wolność, a to nie zawsze jest mile widziane. Najlepszym wyjściem jest często ją opatrzyć, poskładać, uleczyć, zaczekać aż rany fizyczne się jej zasklepią... a później dalej ją więzić i torturować, aż się jej całkiem psychicznie nie złamie.

Gabinet medyczny jest przestronnym pomieszczeniem, na którego środku znajduje się kilka miejsc, gdzie można unieruchomić leczonego konia - w końcu pacjent nie zawsze musi być spokojny a może się zdarzyć, że ten będzie rozrabiał. Dlatego też po lewej stronie znajduje się stanowisko, gdzie można postawić więźnia, przykuwając mu wszystkie cztery nogi okowami do posadzki. Gdy ten nie jest w stanie ustać. Dodatkowe pierścienie wystają ze ściany, aby wyjątkowo upartego więźnia można było dodatkowo unieruchomić linami i łańcuchami. Z kolei po prawej stronie znajduje się kamienne podwyższenie, na którym można położyć pacjenta, wiążąc mu ciasno nogi i przypinając pasami kończyny, kłodę i szyję do tego prowizorycznego stołu. W końcu schwytany koń mógł być w stanie, który nie pozwala mu ustać. A pozycja leżąca umożliwiała przeprowadzenie operacji czy wykonywanie różnych zabiegów.

Wzdłuż ściany stały półki, zawierające różnorakie pomoce medyczne: tabletki, syropy, różnorakie medykamenty, środki opatrunkowe, igły do szycia więźniów i wiele innego różnego sprzętu. Na ścianie można było dostrzec liny, pęta, kagańce, kajdany i inne pomoce, gdyby pacjent nie chciał współpracować. Na wyjątkowo opornych były baty, noże. Dziwne przeciwieństwo: rzeczy ratujące życie i rzeczy go pozbawiające.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Nie Paź 16, 2016 5:02 pm

Wszedłem do pomieszczenia, prowadząc na linie przyczepionym do prowizorycznego kantara swojego nowego (czy raczej starego) więźnia (Salem), który mocno krwawił. Od razu zamknąłem drzwi i rozglądnąłem się po pomieszczeniu. Nie za bardzo wiedziałem, co robić. Nigdy nikomu nie ratowałem życia i nie opatrywałem ran (chociaż... chociaż Espilce był na jednym forum Uzdrowicielem, więc może coś niecoś jednak wiedział?).
- Ehm.. i co teraz? - spytałem więźnia - Może... może Cię opatrzyć? Wolisz być... położony? Postawiony i przykuty? I później... szycie rany, odkażanie i opatrunek? - zastanawiałem się na głos ale z niepewnego tonu głosu można było się domyśleć, że nie bardzo wiem, co robię, i oczekuję wskazówek. Jasnych. Bardzo jasnych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Nie Paź 16, 2016 5:30 pm

Salem, krwawiąc, lekko mrużąc oczy i starając się nie upaść - byłoby to co najmniej śmieszne - zataczał się powoli za karym ogierem. Powiódł wzrokiem po ciemnym pomieszczeniu, po buteleczkach, opakowaniach, bandażach i pigułkach.
- Cholera - mruknął i syknął, bo rana rozlewała się bólem przy każdym ruchu krtani. - Wasze lekarskie El Dorado. Te buteleczki, pigułki, tyle tego badziewia... nawet nie wiem, co jest czym. - Nogi gięły się pod nim, ale stał twardo, mocował się z własnym ciałem. Niebieskie, chłodne jak lód oczy ślizgały się po pomieszczeniu, błądziły. - Muszę stać. A najlepiej chodzić. Jak inaczej według ciebie mam się w tym połapać? - zapytał z irytacją, powoli podchodząc do półek i obwąchując butelki.
- Osz ty - mruknął, złapał jedną i oblał nią pierś i szyję, sycząc z bólu i plując gęstą krwią. Posoka ruszyła wartkim strumieniem, najpierw rdzawoczerwonym, potem karminowym jak same rubiny, kapała na podłogę. Gdy ciecz przestała się pienić, Salem podniósł butelkę do ust i łyknął porządnie. - Dobre - mruknął, marszcząc z uznaniem brwi i oglądając etykietkę. Alkohol etylowy. W tej samej chwili pociemniało mu przed oczami, prawie zemdlał.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Nie Paź 16, 2016 5:39 pm

Zdziwiło mnie jego przyglądanie się uważne wyposażeniu a następnie słowa. On był... on był chyba jakiś głupi. Idiota ty co? No debil, po prostu debil!
- Nie wiesz, co czym jest? A co to za różnica? Lekarstwo to lekarstwo. - odpowiedziałem mu dziwiąc się, że ten tego nie wie.
- Należy... wziąć dowolne z nich. W końcu... w końcu to wszystko są lekarstwa. A jak nie pomoże, to się łyka kolejne i kolejne. W końcu znajdzie się takie, które działa. - wyjaśniłem mu.
- A po co masz stać? W niczym się nie musisz łapać. Otworzyć pierwszą lepszą butelkę czy pojemnik z tabletkami to każdy potrafi. - zauważyłem. Mógł spokojnie leżeć a ja bym mu podawał kolejne pudełka aż po którymś w końcu poczuł by się lepiej. Przecież na tym polegała ta całą medycyna? Zawsze uważałem, że niektóre konie zbytnio przeceniają Uzdrowicieli. W końcu każdy głupi potrafi leczyć. Ale jak chciał... to po prostu zerkałem, jak ten sam się oblewa zawartością jakiejś butelki. Po jego minie miałem wrażenie, że chyba mu nie pomogło, skoro jęknął z bólu.
- Ej, ej, wszystko dobrze? - przestraszyłem się, gdy ten zaczął się słaniać na nogach - A nie mówiłem, że ja się tym zajmę? Ty chyba nie umiesz. - prychnąłem.
- To chodź, chodź, połóż się tym kamiennym stole... albo stań w tamtym stanowisko. - poprosiłem go, próbując go prowadzić do jednej z tych dwóch rzeczy. Jeśli się zapierał lub zemdlał, to starałem się go położyć na kamieniu... no chyba, że ten sam poszedł jednak na miejsce, gdzie więzień mógł stać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Nie Paź 16, 2016 5:56 pm

Nawet nie silił się na wywalanie oczami, gdy usłyszał kolejne słowa fryzyjskiego ogiera. Puścił je mimo uszu, starając się powstrzymać zażenowanie. I zapędy w stronę noży wiszących na ścianie, połyskujących pięknie w świetle kandelabrów.
- Albo się umiera - stwierdził kwaśno i zaśmiał się tym specjalnym śmiechem, który z wesołością nie miał nic wspólnego. - Nic nie wiesz, Jonie Snow. Znaczy się, panie Pills. A widzisz, już prawie zapomniałem, jak się nazywasz. - Strzepnął ogonem i podźwignął się; nie ma co liczyć na fryza. Brak podstawowych, wybujałych emocji bardzo pomagał w obcowaniu z istotami expillsopodobnymi. Salem nie wściekał się, nie drażniło go zachowanie towarzysza. Po prostu, Espilce był. A to, co mówił lub wyprawiał, wisiało drugiemu karemu ogierowi. - Jasne, zwłaszcza, jeśli razem z lekarstwami trzymacie tu toksyny, na podobieństwo tych imadeł do łamania kości i batów wiszących radośnie na ścianie tuż obok bandaży. - Splunął krwią i stanął pewniej na nogach, zdobywając się nawet na tyle siły, by wyrwać fryzowi. Łyknął trochę aspiryny, którą rozpoznał natychmiast.
- A ty tak? Dzięki, lubię żyć. Odsuń się - odgryzł się i zaczął powoli zszywać własną ranę, nie próbując dociekać, jak to zrobił. Na koniec silnie obwiązał szyję bandażem, licząc, że fryz nie będzie mu w tym przeszkadzał. Krew szybko przesiąkła przez tkaninę, więc nałożył kolejną warstwę. Łyknął jeszcze trochę alkoholu, nie próbując powstrzymać butelki, która wyśliznęła mu się spomiędzy zębów i rozprysnęła się na ziemi, pozostawiając sporo szklanych odprysków. Ups.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Nie Paź 16, 2016 6:11 pm

Słysząc jego słowa pokręciłem przecząco łbem.
- Nie, nie, to są lekarstwa. One leczą. To od trucizny się umiera. - wyjaśniłem mu. Chyba trafiłem na kompletnego ignoranta.
- Jon Snow? Czemu Jon Snow? - spytałem niepewnym tonem. Bo jakby co to już chyba prędzej Jack Sparrow bardziej pasował do mnie bo: https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/d2/16/6e/d2166e934a8dd59e2db97b55038a992a.jpg
- Espilce! Espilce! Ile razy mam powtarzać? - spytałem ciężko wzdychając.
- Toksyny? To gabinet medyczny a nie jakieś lochy! - prychnąłem - To znaczy lochy też... ale mnie. - dodałem po chwili zastanowienia. Szarpnąłem za linę, ale drań mi ją wyrwał. Już miałem go zaatakować... ale ten sam zaczął się zszywać.
- Ehm... może Ci pomóc? - zaproponowałem mu - Nigdy tego nie robiłem, ale nie wygląda na trudne. - zapewniłem go. Skrzywiłem się, gdy narobił bałaganu.
- Dobra, dość tego. - stwierdziłem, chwytając za linę zwisającą od jego prowizorycznego kantara.
- Za mną! - rozkazałem mu, próbując go zaciągnąć na miejsce do przykuwania więźniów. A jeśli mi się udało, to starałem się zapiąć na jego przednich nogach okowy, które były krótkim łańcuchem przyczepione do posadzki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Nie Paź 16, 2016 6:36 pm

Widząc, jak kręci dziko głową, rozsypując te swoje niczym z czarnego atłasu wycięte loki po całej szyi, aż się mimowolnie uśmiechnął.
- Jasne, psiakrew, a gdy połknę maść na wrzody, z pewnością mnie uzdrowi. Wiesz co, nie odzywaj się - poprosił ze stoickim spokojem, nie próbując mu nic tłumaczyć - co to da?
- To był cytat. Cytowałem. - Chciał zrobić cudzysłów manualny, ale musiałby stanąć dęba. A to naruszyłoby bandaż. - Przecież pamiętam, Pills. Pills jak te wszystkie tabletki, łatwo skojarzyć - dodał i rozejrzał się po pomieszczeniu. - O proszę, co my tu mamy - mruknął, przebiegając wzrokiem po stojącej nieopodal buteleczce z pigułkami w jaskrawoniebieskim kolorze. Była wyraźnie napoczęta, dookoła walały się puste. Wskazał je oszczędnym dość ruchem głowy. - Używasz czasem? Co? - zaśmiał się lekko, znowu się rozejrzał.
- A skąd ja mam wiedzieć, co wy tu knujecie, możecie trzymać w tym miejscu w zasadzie wszystko - oznajmił. - Czekaj, nie szarp, szyję sobie gardło dla twojej wiadomości - warknął, nim jeszcze ukończył dzieło swego życia - dosłownie.
- Gotowe! - rzekł, zadowolony, wstając i ruszając na próbę szyją. Krew płynęła pod bandażem coraz cieńszym strumieniem. Opierając się trochę, dla samych pozorów, dał się zakuć. I tak powinien jeszcze tu posiedzieć, galopując, pobudziłby krążenie krwi i mógł przypłacić to życiem. Zabawne, pobyt w lochach był o wiele bezpieczniejszy.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Nie Paź 16, 2016 6:46 pm

Spiorunowałem go wzrokiem gdy mnie uciszył. To nie było z jego strony zbyt miłe! Bezczelny mały... czy raczej wielki drań!
- Maść służy do smarowania, więc to oczywiste, że nie należy jej łykać. - prychnąłem po czym znowu zamilkłem. On chyba nic nie wiedział o lekach i zażywaniu! A udawał nie wiadomo jakiego mądrego! Przekręciłem oczami, gdy stwierdził, że cytował. Nie miałem pojęcia co i z czego... ale nie chciałem zdradzać, że tego nie wiem, więc nic nie powiedziałem.
- Espilce! - odruchowo poprawiłem go, ale głosem jasno wskazującym, że i tak nie wierzę, że to pomoże. Ponownie spiorunowałem go wzrokiem, gdy znalazł te tabletki.
- Nawet... nawet nie wiem co to jest. - skłamałem niepewnie po chwili wahania. Pozwoliłem mu spokojnie skończyć szycie i zaprowadziłem go do miejsca dla więźniów, gdzie przykułem mu przednie nogi do posadzki.
- Dobrze, bardzo dobrze. - pochwaliłem go i kolejnymi okowami próbowałem przykuć mu i zadnie nogi do posadzki, całkowicie go unieruchamiając. Następnie starałem się wcisnąć mu kaganiec na pysk, ciasno zapinając paski od niego. Udało mi się? To w końcu miałem drania! I teraz już mu nie ucieknie. Musiałem go teraz spokojnie podleczyć, odczekać aż odzyska siły... i będę miał kolejnego niewolnika do kolekcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Pon Paź 17, 2016 5:57 pm

Uśmiechnął się urzekająco, czuł, jak ciepła krew zamiera w pół drogi ku piersi. Bandaż wytrzymał, więc Salem odprężył się nieco i bardziej skupił na swoim rozmówcy.
- Szanowny panie Pills, zaprawdę nie wiem, o czym pan pierdoli - powiedział ze spokojem i wyniosłą nonszalancją, wbijając w niego chłodnobłękitny wzrok. - Skończmy ten temat, bo jest idiotyczny. - Tupnął nogą, na tyle, na ile pozwalały mu obręcze, zadzwonił krótkim łańcuchem o posadzkę. Była już umazana krwią, odłamkami szkła, plamami alkoholu i usypana tabletkami, które najwyraźniej musiał niechcący rozsypać, słaniając się bez czucia przy wejściu.
- Gdzie, co - mruknął pod nosem, najwyraźniej świetnie się bawiąc. Zakręcił parę razy głową, ot tak, by naciągnąć mięśnie karku. - A bo mnie obchodzi, jak ty naprawdę masz na imię. Założę się o sto dolców, znaczy tych, rubków, że mojego ni w ząb nie pamiętasz. - Po tych słowach przekrzywił pysk i spojrzał na niego oskarżycielsko, lecz tylko z pozoru. Głowa jego była wypełniona białawą, mętną papką obojętności.
- Ależ proszę bardzo, możesz sobie pofolgować, nigdzie nie uciekam - burknął, mierząc go kolejny raz uważnym spojrzeniem. - No to co teraz? - zapytał, wchłonęło go całkowicie obserwowanie zacieków na suficie. Czy tam na stalaktytach, nieważne. Widząc, że Pills chce zapiąć mu kaganiec, uniósł wysoko głowę, korzystając ze znacznej różnicy wysokości (załóżmy) i ze spokojem splunął na niższego.
- Sorry, kichło mi się - rzucił tytułem wyjaśnienia i zgiął gwałtownie kolano, starając się ugodzić nim fryza w pierś, skoro stał na tyle blisko, by próbować założyć mu kaganiec.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Pon Paź 17, 2016 10:20 pm

Nie wiedziałem, czemu mój pacjent... czy raczej więzień... się tak uśmiecha. Owszem, niejako uratowałem mu życia, ale trafił do niewolni. Nie byłem pewien, czy jego sytuacja mogła go napawać optymizmem.
- Sam pierdolisz! - prychnąłem w odpowiedzi cicho... jednak zgodnie z życzeniem, nie poruszałem dalej tego tematu. Bo i po co. Uśmiechnąłem się tylko gdy tupnął nogą. Okowy mu w tym przeszkadzały? O, jak mi przykro. Spiorunowałem go wzrokiem, gdy zaczął mnie obrażać, dalej przekręcając moje imię... i uśmiechnąłem się triumfalnie, słysząc jego pewność... bo jego imię to akurat dobrze kojarzyłem.
- Tak? Tak myślisz? A właśnie, ze je pamiętam! - stwierdziłem dumnie, rozpromieniając się - Mówiłeś, że mam do Ciebie mówić Galeon! - dodałem. Ha? I co frajerze? Jadnak pamiętam Twoje imię! Szach, mat!

Uśmiechnąłem się, słysząc, że mogę pofolgować. Przykułem mu i zadnie nogi do posadzki a gdy spróbowałem zapiąć kaganiec, zostałem przez niego opluty. Próbowałem sięgnąć do jego łba, gdy złośliwie go podniosł, ale w tym momencie zostałem ugodzony kolanem (czy raczej nadgarstkiem).
- Ej! Co ty wyprawiasz? Lepiej mnie nie denerwuj bo Ci się oberwie! - wydarłem się na niego. Użarłbym go teraz najchętniej w szyję, ale z powodu jego ran, uszczypnąłem go lekko w łopatkę, gdzie był całkiem zdrowie. Tak w ramach ostrzeżenia.
- Spokój! Głowa na dól! - krzyknąłem. Gdyby miał obrożę, to bym pociągnął za łańcuch, ale że nie miał to nie mogłem. A nie, przecież dalej miał ten prowizoryczny kantarek sznurkowy. Szarpnąłem za linę od niego, próbując obniżyć mu łeb, by następnie spróbować wcisnąć kaganiec, zapiąć paski od niego i zdjąć kantarek. Kaganiec oczywiście nie utrudniał mówienia, ale uniemożliwiał gryzienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Sro Paź 19, 2016 5:56 pm

Uśmiechał się, bo... bo czemu nie. Skurcz twarzy jak każdy inny, chociaż nieco męczący i nużący, wiele istot różnej płci używało go, czasami nawet nadużywało, by wywołać w odbiorcy jakieś miłe uczucia względem siebie. Cóż, może nie do końca taki efekt chciał otrzymać Salem, jego uśmieszki jednak były wyjątkowo paskudne, błyskające kłami, więc raczej nikt by ich nie pomylił z zachętą czy miłą powierzchownością.
- Pills, nie drzyj się - mruknął gderliwie Salem, rozciągając wygodnie przednie kończyny i przypatrując się kajdanom. Sprzączka, ogniwa, pierścień. Wszystko wyglądało na porządne, ale może gdzieś odnajdzie słaby punkt. Z udawanym roztargnieniem wrócił wzrokiem na pysk Expillsa, który tymczasem rozpoczął wywód na temat imienia, które wcześniej mu podał. I minął się o lata świetlne z prawdą, tą nieprawdziwą zresztą prawdą, czego kary achałtekin w zasadzie się spodziewał.
- Galeon to ty masz chyba zamiast prącia - burknął cynicznie Salem, nie próbując powstrzymać złego uśmiechu. - Nic nie wiesz, mówiłem. Oddawaj kasę. - Łypnął na niego przekrwionym okiem, obnażył kiełki, wygiął mięśnie policzków w wyjątkowo paskudnym, imitującym przyjazny wyrazie twarzy.

Poruszył lekko przednią nogą - i ha! - źle zapięte. Sprzączka, miast zamknąć się w wolnej przestrzeni, zatknęła się na metalu ogniwa, lekkie więc zsunięcie powinno sprawę załatwić. Jedna noga. Jedna czwarta sukcesu. Salem bynajmniej nie zniżył głowy, acz nie pluł więcej; gdy fryzyjczyk zajął się jego łopatką, szybkim ruchem pyska wyrwał mu kaganiec i zacisnął zęby na skórzanych paskach, oczywiście zgniatając go całkowicie, by nie było opcji założenia mu go na pysk. Potem z rozmachem splunął kagańcem gdzieś w medykamenty, rozsypując je po stole.
- Co wyprawiam? Nie twoja sprawa - odburknął i pchnął go mocno ciężarem swojego ciała, co było możliwe, dopóki kary stał tuż przy nim. Oczywiście, że była to jak najbardziej jego sprawa, ale dlaczego Salem miałby to zaznaczać? - Jasne, może ci jeszcze gonadami rzygnę! - warknął i zwyczajowo trzasnął Espilce'a głową, jeśli ten wciąż próbował coś majstrować przy kantarze.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Czw Paź 20, 2016 12:03 am

Spiorunowałem drania wzrokiem. Kolejny raz. Bo wcale się nie darłem! A przynajmniej nie za bardzo! Dopiero zacznę się na niego drzeć! Bo znowu przekręcił moje imię! Byłem prawie pewien, że robi to specjalnie, będąc z tego w pełni dumny i zadowolony. Wkurzał mnie! I to bardzo! Uśmiechnąłem się, gdy zerkał na okowy, którymi były jego kończyny przykute do posadzki (to nie były kajdany). Nie uwolni się. Nie tym razem. Byłem tego absolutnie pewien.
- Gale… co? – parsknąłem oburzony, słysząc jego słowa. Stanowczo przesadzał – Po pierwsze licz się że słowami! Po drugiej, jesteś teraz mój i mogę Ci nadać takie imię, jakie tylko mi się podoba! – prychnąłem. Odruchowo się cofnąłem, gdy obnażył kły. To tylko mnie umocniło w przekonaniu, że muszę mu nałożyć kaganiec.

Uszczypnąłem drania w łopatkę, chcąc go przekonać do tego, że ma być posłuszny… a ten wyrwał mi kaganiec, po chwili go niszcząc i odrzucając w stos drogocennych lekarstw, rozsypując je dookoła.
- Ej! Grabisz sobie! – prychnąłem na niego – Bo zaraz będziesz musiał to sprzątać! – uprzedziłem mu. Drań po chwili mnie odepchnął swoim ciężarem a następnie walnął łbem, na co odpowiedziałem kwiknięciem przepełnionym bólem.
- Tak? Tak sobie poczynasz? To zaraz zobaczymy, jaki jesteś twardy! – krzyknąłem na niego, darując sobie zakładanie mu kagańca. Na razie nie był on mi potrzebny – w końcu łobuz miał przykute nogi i kantar na pysku. Podszedłem do niego od tyły, stając blisko zadu. Odepchnął mnie poprzednio łbem? No to teraz, w tym miejscu, nie mógł mnie już dosięgnąć. A przykuty za nogi nie mógł się obrócić.
- Może i jesteś ranny w szyję… ale tutaj nie. – oznajmiłem mu, po czym użarłem go dosadnie w zad.
- A tylko spróbuj machać ogonem… to Ci go obetnę! – zagroziłem mu, gryząc go w nogę. Co prawda w trakcie walki ogiery raczej gryzły się po przodach… no ale drań miał tam łeb, którym mógł oddawać. Z tyłu miał tylko ogon – a to raczej była drobna uciążliwość a nie prawdziwa broń.
- Powtarzam ostatni raz i dobrze Ci radze… daj sobie założyć kaganiec po dobroci bo oberwiesz! – krzyknąłem na niego i dla potwierdzenia tych słów, kolejny raz go ugryzłem – w drugą zadnią nogę! A później kolejny raz w zad! Niech ma za swoje!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Czw Paź 20, 2016 5:29 pm

Patrzył na karosza, bił od niego chłód. Spojrzenie mętnych, bladych oczu spoczęło na fryzyjskich ślepiach. Zarżał z rozdrażnieniem, zarzucił głową. Widział, jak w Espilsie gotowała się złość, kipiała i bulgotała jak jakiś roztwór rosołu czy inne cholerstwo.
- A nazywaj, jak chcesz, zwisa mi to, nie ja się o nic nie awanturuję. - Zaszurał kopytem o beton, z pewnością wywołując tym samym nieprzyjemny odgłos pocierania.

- Mogę, jeśli sprawię ci tym przyjemność, khozyain - rzekł z wyższością i dumnym przyzwoleniem, strzygąc uchem i uśmiechając się złośliwie.
Bolesne ugryzienia tylnej części ciała nie sprawiły bynajmniej, że Salem zaczął kląć czy się wściekać, odwrócił tylko łeb, marszcząc brew i patrząc z namysłem.
- Co ty wyczyniasz? - ofuknął go, nadając swojemu głosowi wyraźne brzmienie poirytowania. - Nie masz pojęcia, jak obchodzić się z więźniami, czy co? Gryziesz mnie w dupę, a powinieneś raczej... zacząć się mną wysługiwać, czy inne takie pierdoły. Zacznijmy od tego, że powinienem siedzieć w przyzwoitym lochu, w porządnej klatce, o czerstwym chlebie i smakującej rybą wodzie. - Tak zachowywali się wszyscy przed tobą. Mroczne spojrzenie błękitnobiałych oczu omotało fryza. Salem po raz kolejny przypomniał sobie, jak to jest chodzić na smyczy. Smycz. Smycz. Lina napina się i napręża, a czasem, jakby w nagrodę za dobre sprawowanie, zwisa luźniej. Zawsze wiedział, czego się od niego chce. A z czasem nauczył się to odgadywać. Działał jak maszyna, idealnie, bezbłędnie. Smycz wiele mu dała. Wiele nauczyła. A Pills... Pills psuł wszystko.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Pon Paź 24, 2016 1:34 am

Spoiler:
 


Nie podobał mi się wzrok mojego więźnia. Powinien być przerażony... a był chyba bardziej rozdrażniony. Ale ja go tutaj zaraz utemperuję!
- Tak! Tak właśnie zrobię! Będę Cię nazywać Galeonem, czy tego chcesz czy nie! - parsknąłem. Nie wiedziałem, o co chodziło z... tym słowem na k... kazeiną, czy jakoś tak, ale byłem pewien, że mnie on obraża. Dlatego wkurzony jego uśmiechem złośliwie użarłem go w zad! Niech ma za swoje!
- Co ja wyczyniam? To co chcę! Ty wstrętny kucu! - prychnąłem na niego.
- Uwierz mi, znam się dobrze na więźniach! Porwałem więcej koni niż jesteś sobie wyobrazić! - parsknąłem zgodnie z prawdą. Co prawda większość mi uciekła, lub mnie skopała... ale z niektórymi sobie nawet dałem radę. Tak jak teraz z Galeonem.
- Gdybyś nie był ranny, to już byś siedział w klatce! Dodatkowo musiałbyś sprzątać, orać pole, wozić węgiel i zrywać drewno w lesie! Ale nie martw się... poczujesz się lepiej, to Cię to wszystko czeka, kucu. - obiecałem mu.
- A póki co... muszę Cię wyleczyć. - oznajmiłem mu, wodząc chrapami po jego zadzie. Tym razem miał szczęście - powstrzymałem się od gryzienia.
- Gdybyś był klaczą... to pewnie się domyślasz, co bym zrobił. - nagle stwierdziłem. zerkając mu w oczy, którymi ten mnie omiatał. Przejechałem chrapami po jego umięśnionej nodze a następnie zacząłem go podgryzać po nasadzie ogona.
- Jak na niefryza nie wyglądasz wcale tak źle... mięśnie są oczywiście przereklamowane i powinny być uznawane za minus świadczący o tym, że ma się do czynienia z jakimś kucem roboczy... ale Tobie to one nawet pasują. - pochwaliłem go.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Pon Paź 24, 2016 2:29 pm

// Translator; gospodarz

Nie zdobył się nawet na krzywy uśmiech, gdy tamten znowu wszczął jednoosobową awanturę.
- Proszę cię bardzo. To jesteśmy kwita. PANIE PILLS. - Z wypaczoną wręcz satysfakcją oblizał kły, splunął i skrzywił wargi w uśmiech. - Nie podniecaj się tak - dodał z niechęcią, gdy tamten zaczął go znowu obrażać. Na wyzwiska jedynie spojrzał pobłażliwie - cholera, przecież był całe 10 centymetrów wyższy, Expills przy nim jako kucu był co najwyżej skrzatem.
- No i kurwa chętnie, spacerek na słoneczku zawsze jest w modzie, o ile nie będziesz tłukł mnie tyle, żebym nie dał rady iść - warknął, obnażając zęby i świdrując go lodowatym spojrzeniem. Co prawda, szczerze powątpiewał, by kary fryz był zdolny do czegoś tak niecnego. Nie mówiąc nawet o tym, że przy pierwszej próbie Salem wgniótłby go w ziemię. - Próbujesz mi wmówić, że masz jakieś pole? Własną ziemię, którą miałbym orać? Akurat. W tej krainie nawet jeden pieprzony kamyk nie należy do ciebie - uświadomił go.
- Widzisz, skrzacie, mięśnie przydają się nie tylko do ozdoby. Zademonstruję ci - warknął, czując szczypiący ból w pośladku. Ugryzienie w zad zirytowało go do tego stopnia, że spiął się cały, i korzystając ze swojej siły, rozerwał jedno z oczek łańcucha na tylnej nodze - cóż, najwyraźniej musiało być przetarte - i z całą mocą uderzył kopytem karego fryza po pysku. Teraz, gdy już miał wolne jedno kopyto, mocnym uderzeniem skruszył łańcuch na drugim. Na sam koniec, korzystając z wcześniejszych obserwacji, uwolnił jedną przednią nogę - i odskoczył od stanowiska, przypięty do niego już tylko jedną okową. Wyszczerzył zęby niewesoło.
- Sam się wyleczę. Z dala od ciebie! - zaśmiał się grubiańsko, sięgnął chrapami po nóż. Od wolności dzieliło go dziesięć centymetrów, zaklął więc i uważnie spojrzał na Expillsa. Może będzie się dało jakoś wykorzystać go do własnych celów. Nie był manipulantem, ale trzeba było spróbować.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Pon Paź 24, 2016 6:55 pm

Spoiler:
 

Ciężko westchnąłem, gdy znowu mnie nazwał Pillsem. Chyba powinienem mu zrobić karczemną awanturę... i pewnie bym ją zrobił... ale nie sądziłem, by to mogło pomóc. Może i Galeon myślał, że jest koniem... ale tak naprawdę był upartym osłem, któremu nie dało się niczego wytłumaczyć!
- Lepiej się uspokój... bo właśnie tak Cię stłukę! - zagroziłem mu, delikatnie się stresując, gdy drań obnażył kły.
- Pola własnego nie mam... ale chyba skądś się bierze owies! Jak trochę porasz pole to się nawet dowiesz skąd! - parsknąłem. Bo w końcu, jeśli mowa o zastosowaniu mięśni... to było jakieś lepsze, niż praca na to, abym miał dużo owsa? Lubiłem jeść a nie lubiłem pracować, więc taki niewolnik był jak najbardziej mile widziany. I nie całkiem rozumiałem, jak on chce mi to inaczej zademonstrować... gdy ten nagle nie uwolnił zadniej nogi. Kwiknąłem z bólu czując niespodziewane kopnięcie. Co prawda w ostatniej chwili spróbowałem odsunąć chociaż łeb z drogi kopyta, ale i tak oberwałem porządnie w klatkę. Nim zdążyłem zareagować, udało mu się uwolnić tylną i jedną przednią... ale dalej był przykuty. Próbował sięgnąć chrapami po nóż... ale z dziesięć centymetrów mu brakło... a ja wciąż go miałem!
- Coś nie wyszło? - prychnąłem, po czym odwróciłem się zadem do niego i kilka razy strzeliłem z zadu, próbując go trafić w łeb, który wyciągał po nóż. Następnie chwyciłem jakieś łańcuchy i rzuciłem się na niego od boku, próbując wpaść w niego i powalić go na ziemię. W końcu był zmęczony, ranny i unieruchomiony. Liczyłem, że z tak osłabionym przeciwnikiem sobie poradzę. A jeśli mi się to udało... to natychmiast przygniotłem go własnym ciężarem do posadzki. Niezależnie czy go powaliłem czy dalej stał, to starałem się mu związać ciasno obie przednie nogi jednym łańcuchem i obie zadnie drugim. Nie mogłem mu pozwolić znowu dać uciec!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Pon Paź 24, 2016 8:45 pm

// Nie. Nie schlebiaj sobie. Razz


Z zadowoleniem i błyskiem w lodowatym oku skonstatował, że jego przyjaciel przestał się rzucać. Oczywiście, przyjaciel - w najbardziej ironicznym tego słowa znaczeniu. Daleko im było do przyjaźni, oj tak, choć na pewno bliżej niż tym gwałconym przez niego klaczom..
- Cały drżę - zapewnił go, chociaż jego rozbawiony ton wiele pozostawiał do życzenia. - Wolałbym już chędożenie. - A to była prawda. Niestety, w obecnej salemowej gonadowej sytuacji niewiele można było zdziałać pod tym względem.
- Owies? - zdziwił się, bo przecież nigdy o czymś takim nie słyszał. Co on, cholera, miastowy? - Coś jak owce? Hę? Jadłem kiedyś owcę - rzucił bez sensu, nie lubił rozmawiać na tematy, w których absolutnie się nie znał. A owsem nikt go nigdy nie karmił. Owczą krwią już prędzej.
- Staram się, jak mogę! - warknął na niego i splunął mu prosto w twarz, po czym gwałtownym szarpnięciem i uderzeniem kopyta zmiażdżył kolejny łańcuch; teraz tylko jedna okowa dzieliła go od całkowitej niezależności. Zatańczył, wyślizgując się Expillsowi, dosięgnął noża. Niestety, właśnie w tym momencie doskoczył doń kary fryz i omal nie wywalił na ziemię ich obu, co skutecznie zabiło w achałtekinie chęci negocjacji. Salem w panicznym zrywie zarzucił mu sprzężone łańcuchem kopyto na szyję i zacisnął metalowe ogniwa na szyi. W zębach cały czas ściskał nóż, niestety, nie miał specjalnie jak go użyć, będąc przyciśnięty Pillsem.
- Racz się pieprzyć - mruknął niemal prosząco i mocniej docisnął kopyto - o ile, oczywiście, ten manewr w ogóle mu się udał. Cóż, jeśli nie, z powodu jego siły kary nie mógł go powstrzymać przed zamachem i przecięciem jednego z ogniw ostatniego łańcucha.



_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Pon Paź 24, 2016 9:00 pm

Irytowało mnie jego podejście, jego ironiczne zapewnienia, jego kpiące uwagi. Byłem pewien, że drań wcześniej czy później mi za wszystko zapłaci. Nie skomentowałem jego kolejnych uwag uznając je za kolejne wyśmiewanie się ze mnie. Wolałem się skupić na powstrzymywaniu go, bo drań niszczył łańcuch za łańcuchem, powoli się uwalniając, co mi się oczywiście nie podobało. Nie mogłem pozwolić, by odzyskał wolność... no bo by wtedy było źle. Rzuciłem się na drania, jakoś go przyciskając do ściany, na co ten próbował mnie przydusić łańcuchem. Skoro nie leżeliśmy (bo nie udało mi się go wywalić?) to raczej nie było łatwo mu podduszać. Bo musiałby dawać nogę mocno w górę czy jakoś tak? Więc szarpnięciem i odskoczeniem szybko się uwolniłem, po czym stanąłem dęba, próbując walnąć go kopytem w pysk, by mu wybić zęby. A zębami chwyciłem go za szyję... zrywając te wszystkie pracowicie zrobione bandaże i opatrunki. Chciał walki... to niech ją ma! Wgryzłem się w niego, ponownie próbując mu rozharatać gardło. Byłem wcześniej pewien, że jest mocno osłabiony ranami, ale jak widać się myliłem. Robił tutaj takie ewolucje, takie ekscesy... kopytami kruszył łańcuchy, zrywał okowy... że stanowczo nie był osłabiony. Niezależnie czy mi się poprzednie ataki udały, dalej próbowałem go kopać, gryźć... a później też ponownie spróbowałem powalić go na ziemię i ciasno mu związać nogi. Musiałem to zrobić, jeśli chciałem się móc nim odpowiednia zająć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Sob Paź 29, 2016 7:14 pm

Uskoczył, odbiegł, wymsknął się karemu fryzyjskiemu. Bandaże trzymały, kuracja potrwa należycie.
Czas odejść.
- Panie Pills, dziękuję za gościnę, jednak posługa wzywa.. czy coś takiego. - Machnął ogonem, słowa nie były ważne. Nie żegnał najserdeczniejszego przyjaciela.
Na odchodnym.. zębami złapał drugą butelkę alkoholu i pociągnął ostrego łyka z gwinta; rzucił o ścianę butelką wraz z połową zawartości i, nie patrząc, co się z nią dzieje, wyszedł z więziennego gabinetu medycznego.
Bez pożegnania.


[z/t]

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   Sob Paź 29, 2016 8:00 pm

Rzuciłem się na ogiera ale ten odskoczył. Spiorunowałem go wzrokiem. To było z jego strony złośliwe!
- Co? Jak to dziękujesz? - prychnąłem, nie całkiem rozumiejąc o co mu chodzi... a on w tym momencie całkiem się uwolnił... i zaczął wybiegać.
- Ej! Nie! Stój! Nie wolno! - darłem się za nim... ale łobuz mnie nie posłuchał. Próbowałem go zatrzymać, ale drań był szybszy i wkrótce mi zwiał. A ja z irytacją wyszedłem. Miałem wszystkiego dość! Wracałem do swojej jaskini!

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Więzienny gabinet medyczny   

Powrót do góry Go down
 
Więzienny gabinet medyczny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Rakhair :: Rakhair :: Pałac Vashanthi :: Podziemne lochy-
Skocz do: