IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Więzienie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Więzienie   Sro Paź 19, 2016 11:11 pm

Więzienie jest wydzieloną częścią lochów, służącą koniom z Posoki do przetrzymywania ofiar. Po przejściu przez ciężkie wrota dochodzi się do długiego korytarza. Idąc nim mija się co jakiś czas kolejne cele, będące osobnymi pokojami zamykanymi drzwiami, zrobionymi z grubej kraty i wyposażonymi w masywny zamek. Wewnątrz każdej celi można dostrzec liczne obręcze i pierścienia, wystające tak że ściany, jak z posadzki i sufitu, mogącymi służyć do unieruchomienia ofiar. Reszta sprzętu znajduje się w zamykanych półkach na korytarzu, w których można znaleźć nie tylko liny, łańcuchy i kajdany ale również kagańce, obroże. noże i inny potencjalnie przydatny sprzęt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Sro Paź 19, 2016 11:21 pm

Wszedłem do więzienia prowadząc schwytaną... czy lepiej było chyba powiedzieć spotkaną klacz, jako że ta zdecydowała się przyjść tu całkowicie dobrowolnie, bez konieczności prowadzenia jej na linie. A nawet nie tyle "całkowicie dobrowolnie", co sama o to prosiła. Byłem zszokowany! Z takim zachowanie się jeszcze nigdy nie spotkałem, a miałem okazję porywać wiele koni. Szybko domyśliłem się również powodu jej zachowania. Ona... ona musiała być wyposzczona. Leciała nam nie. Widocznie dawno żadnego ogiera nie miała, więc widząc mnie, poczuła... poczuła, że jest odpowiedni, by ją szybko zaspokoić. A skoro tak uważała, to nie zamierzałem protestować. Sprawnie zaprowadziłem ją do wiezienia, zamykając za nami wrota do całego kompleksu.
- To jest korytarz... a to są poszczególne cele. - mówiłem jej, jakbym był jakimś przewodnikiem oprowadzającym turystów po muzeum.
- Chcesz być w jakiejś zamknięta? A może Cię skuć i unieruchomić? - proponowałem jej.
- Wiesz... łobuz kocha najmocniej. - stwierdziłem, uśmiechając się do niej zadziornie i wymawiając słowa, z którymi absolutnie się nie zgadzałem. Tylko najgorsze patologiczne klacze lekkich obyczajów i najgorsze patologiczne ogiery mające problem z prawem, nigdy nie pracujące, żyjące za pieniądze rodziców mogły powtarzać takie głupoty. Jeśli nieznajoma się zgodziła, to wepchnąłem ją do najbliższej celi, zamykając za nią drzwi, skoro sama chciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kālarātri
Szaman
avatar

Posts : 59
Join date : 17/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Czw Paź 20, 2016 3:53 pm

Pajac przemknęło przez myśl Daksayani, która w tej chwili wraz z Durgą w jej głowie prędko obmyślały plan działania. Parwati zepchnięto na bok z racji jej płynącego z serca dobra, które, jako, że ceniło zazwyczaj szczęście innych ponad własne, mogłoby poważnie namieszać w tej sytuacji.

Różne części umysłu, z pominięciem niewielkiej grupy przemawiającej również w imieniu Śakti naradzały się ze sobą, zastanawiając się, jak najbardziej narobić nadziei ogierowi, by później go rozsierdzić. Sama idea porwania, o ile tak je można nazwać, zrodziła się w głowie klaczy nagle i samica nie wymyśliła, jak później wybrnąć z tej sytuacji, która mogła skończyć się niebezpiecznie, gdyby jej porywaczem był ktoś inny, niż siwek.
- Sądzę, że ograniczenie mojego pola manewru nie byłoby ci na rękę - mruknęła mu cicho do ucha z udawanym, uwodzicielskim uśmieszkiem widocznym na pysku. Niech reszty domyśli się sam. Niech przewartościowuje trochę poglądy ze względu na sytuację, w której przybyła tu sama. Wszak zawsze mawia się, że klacz, która pragnie, da ogierowi więcej uciechy od tej, która jest skuta i przymuszona. - Poza tym... doskonale wiemy, że żaden z ciebie łobuz... Jak cię zwą?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Pon Paź 24, 2016 2:06 am

Popatrzyłem niepewnie na klacz zastanawiając się, jak mam rozumieć jej słowa. Owszem, zachowywała się grzecznie i w zasadzie sama dała się porwać. Czyli może rzeczywiście nie musiałem jej jakoś bardzo pętać?
- No cóż... takie są przepisy BHP. Że ofiara musi być zamknięta lub przykuta. - próbowałem się tłumaczyć. Bo jeśli nie można zrzucić na coś innego, to zawsze można na przepisy. To zawsze działało.
- Ale możesz sobie wybrać co wolisz. Pęta na przednie nogi? Obroża i łańcuch do słupa? Obroża i łańcuch do ściany? A może przykucie przednich lub zadnich nóg do posadzki? - proponowałem jej, chociaż im mniej mocniej przekonywała, tym bardziej chciałem ustąpić. Ale... ale zasady mi właśnie nie pozwalały za bardzo. I nie wiedziałem, jak z tym sobie poradzić.
- Może chociaż jakaś obroża, od której smycz sam bym trzymał? Albo jakaś okowa na nogę a od tego długi łańcuszek do ściany? - wahałem się.

Jej słowa mnie trochę zaskoczyły.
- Dlaczego? Po czym wznosisz, że nie jestem łobuzem? - zdziwiłem się.
- Burseg. Tak mam na imię. A ty? - spytałem się jej, zastanawiając się, do czego przejść.
- A w sumie dlaczego chciałaś się tutaj dostać? - spytałem podejrzliwie. Bo to nie było normalne, by ktoś dał się sam złapać. Tutaj musiał być jakiś podstęp! Coś musiało być nie tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kālarātri
Szaman
avatar

Posts : 59
Join date : 17/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Czw Paź 27, 2016 5:33 pm

Machnęła niecierpliwie ogonem, zupełnie, jakby chciała mu okazać niezadowolenie - ruja już minęła, a ten nadal nie zabrał się do roboty, zdawał się mówić każdy jej gest i spojrzenie, chociaż nie było to do końca prawdą.
Ale Daksayani nie była zawiedziona. Brak rui to brak ryzyka niechcianego potomka, a i tak przecież zabawa nie będzie mniejsza. Uśmiechnęła się, tym razem nie w duchu, lecz pod nosem - z góry karcąc się za tak lekkomyślną mimikę, by w mgnieniu oka udać, że swój uśmiech kieruje ku ogierowi, dodając mu uwodzicielską nutkę. Klacz zdawała się wręcz rozpływać na jego widok. Uczyniła krok w stronę ogiera, wyciągając chrapy w stronę jego szyi.
Kiedy rzekł o krępowaniu jej w jakikolwiek sposób, odsunęła się gwałtownie z dzikim błyskiem w oku, spoglądając na niego ze złością.
- Po tym, że boisz się zwyczajnej klaczy - rzekła spokojnie, chociaż zdawało się, że wewnątrz m ochotę rozszarpać ogiera. Barwa jego pozostawała zimna, a był to zabieg celowy. Powoli podeszła do ogiera, zatrzymując się milimetry przed nim. - Łobuz uznałby, że bez ryzyka nie ma zabawy... I że w razie czego spokojnie sobie poradzi. Ty zaś... jesteś tchórzem.
Przesunęła wzrokiem po jego śmiesznej, arabskiej sylwetce.
- I nie zaprzeczaj. Nie uwierzę, dopóki nie udowodnisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Czw Paź 27, 2016 6:06 pm

Jej machnięcie ogonem nie umknęło mojej uwadze. Pozostawało tylko pytanie, jak jej rozumieć. Zdenerwowanie? Zniecierpliwienie? Niepewność? Ciężko było mi stwierdzić. W każdym razie klacz chyba coś przemyślała, bo się uśmiechnęła. Czyli jednak była zadowolona z wizyty tutaj? To raczej było oczywiste, skoro w zasadzie sama tutaj wpadła. Pomysł jej unieruchomienia jej się zdecydowanie nie spodobał. A ja wahałem się co zrobić. Prowokowała mnie bardzo sprawnie. Idealnie mnie przekonywała do tego, by jej nie wiązać. Mogłem jej szczerze pogratulować takiego subtelnego zadziałania mi na ambicję.
- No dobrze, niech Ci będzie. - w końcu się zgodziłem - Nie chcesz lin to nie... Twój wybór. - wspaniałomyślnie zaakceptowałem jej prośbę. Bo czy się jej bałem, tak jak twierdziła? Zdecydowanie nie. Obawiałem się co najwyżej tego, że mi zwieje - bo w końcu skoro tak nagle, bez uprzedzenia, przyszła tutaj, to pewnego dnia równie dobrze mogła po prostu odejść. A tego bym nie chciał.
- Tak, ryzyko bywa przyjemne. - przytaknąłem jej, przejeżdżając chrapami po jej szyi - I zabawne. - dodałem, próbując wtulić się w jej grzywę.
- Więc jeśli chcesz, abym Ci udowodnił, jak sobie poradzę bez lin... to proszę bardzo. Możemy się zabawić. - stwierdziłem. A skoro prosiła bym jej to udowodnił... to nagle spróbowałem ją zajść od tyłu by w razie sukcesu po prostu na nią naskoczyć, obejmując ją mocno przednimi nogami za boki. Tego ode mnie oczekiwała? Podejrzewałem, że tak - w końcu z jakiegoś powodu sama przyszła na nasze tereny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kālarātri
Szaman
avatar

Posts : 59
Join date : 17/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Czw Paź 27, 2016 6:43 pm

// w sumie to zmieniłam zdanie, Kali mu pozwoli, po pewnym czasie. ^^

Uśmiechnęła się do niego, znów stając się miła i pełna uwodzicielstwa, wzrok klaczy zdawał się być wręcz mlekiem łagodzącym wszelakie złości i agresję Bursega. A i ten właśnie zdawał się być już kompletnie omamiony. Dla pewności przesunęła pyskiem po jego ganaszu, wciąż nie przestając się uśmiechać. W pewnym sensie udawała głupią, ale cóż z tego, jeśli nawet i bez tego siwy był kompletnie za jej sprawką omamiony?
- Och, jestem pewna, że takowym się okaże... - powiedziała spokojnie, ponownie machając kilka razy ogonem. Niech sobie pomarzy, a ona się z nim podroczy... Chociaż, jeśli będzie wystarczająco... odpowiedni, uznała, że da mu to, czego będzie chciał. A doskonale wiedziała, na czym temu zależy. Nie ukrywała nawet, że w sumie i jej to nie przeszkadzało, chociaż niewielki ogier nie robił na niej zbyt dużego wrażenia. Chociaż i ona zamierzała mieć z tego jakieś korzyści.
- Ależ, mój drogi panie, nie tak prędko - powiedziała, śmiejąc się niczym kokietka, kiedy ten zaszedł ją do tyłu. Przysunęła swój zad w jego stronę, cofając się o kroczek, dwa... By, kiedy ten uznał, że chce na nią naskoczyć, odsunąć zad i pozwolić jego kopytom spocząć na posadzce. - Jesteś konkretny... Ale powinieneś wiedzieć, że nie od razu powinno się skakać.
Obeszła go spokojnie, by po chwili ugryźć go - dość mocno - w zad. Ot, tak, dla pobudzenia wyobraźni, ale absolutnie nie dla ataku. Po chwili przesunęła pyskiem po brzuchu ogiera, by zatrzymać pysk na jego podbrzuszu i w tej właśnie chwili, w której dotknąłby on jego przyrodzenia, unieść głowę w górę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Czw Paź 27, 2016 6:56 pm

Podobał mi się jej uśmiech. Był jakiś taki pociągający. Można powiedzieć, że klacz dzięki niemu, zawróciła mi we łbie. Wpatrywałem się w nią, odwzajemniając jej uśmiech. Zadrżałem, czując jej dotyk na ganaszach. Było mi miło, przyjemnie. Nie wiem, dlaczego klacz sama przyszła do naszych lochów, nie wiem czemu to robiła... ale nie przeszkadzało mi to. W pełni mi się podobało. Uśmiechnąłem się słysząc jej słowa. Też miałem nadzieję, że takie będzie. Widziałem jak zachęcająco macha ogonem. Aż się chciało ją zajść od zadu i zrobić to jak najszybciej, nawet nie czekając na ruję. Co było w oczach Boga niezbyt poprawne - bo w końcu krycie miało służyć tworzeniu źrebaków, a nie swojej własnej, egoistycznej przyjemności. Ale może Bóg się nie dowie.
- Nie tak prędko? Ale... ale dlaczego? - nie rozumiałem, o co jej chodzi. Próbowałem mimo tego na nią naskoczyć, ale ta w tym momencie złośliwie się odsunęła. Spiorunowałem ją wzrokiem - nie byłem zachwycony jej zachowaniem. Miało być tak miło i przyjemnie... a ta nagle zaczęła utrudniać. Dlaczego? Nie miałem pojęcia.
- Dlaczego nie od razu? - zdziwiłem się - Owszem, często klacze trzeba najpierw spętać, by się zbytnio nie rzucały... ale chyba nie o to Ci chodzi? - dopytywałem, obserwując jak mnie obchodzi. Wzdrygnąłem się, czując ugryzienie, ale jakoś cudem się opanowałem, by nie kwiknąć z bólu. W końcu musiałem się zachowywać jak prawdziwy ogier, a nie jakaś klacz. Czułem, jak ta wodzi mi po brzuchu i z niecierpliwości już drżałem. Była, była coraz bliżej, coraz bliżej... pewnej mojej części ciała... i nagle przestało. Dlaczego? Nie miałem pojęcia.
- To czego oczekujesz? Masażu, jakichś czułości? Czy też jakiejś szarpaniny? A może jednak lubisz tak na ostro? Pęta na nóżki, bacikiem po zadzie? - dopytywałem się jej wprost. Bo nie byłem pewien, jakie są jej życzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kālarātri
Szaman
avatar

Posts : 59
Join date : 17/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Czw Paź 27, 2016 7:08 pm

// ale może Bóg się nie dowie... U MADE MY DAY!

Uśmiech klaczy stał się szerszy, można wręcz powiedzieć, że nieco przerażający i ogier mógł co prawda zacząć się bać, chociaż Kalaratri miała ochotę jedynie się zaśmiać. Było bardzo dobrze, ba, klacz wręcz chciała zrealizować swój plan od razu... Ale doskonale zdawała sobie sprawę, że wtedy cała zabawa potrwa krócej, a kto wie, kiedy nadarzy się kolejna okazja? W końcu chociaż świat pełny jest głupców, to jednak niecodziennie spotyka się tych najwyższego stopnia.
- Widzisz, Bursegu... - powiedziała spokojnie, ponownie go okrążając, a, gdy znalazła się w okolicach jego pyska - uderzając go ogonem w pysk - za bardzo się w życiu spieszysz. Klaczy nie trzeba pętać. Jeśli jakiejś zaimponujesz, odda ci się bez reszty i bez jakichkolwiek lin... A i gwarantuję, że przejażdżka będzie znacznie przyjemniejsza. To działa na każdą.
Fakt, że jej zachowanie wręcz doprowadzało go do szału, jedynie zwiększało wewnętrzny śmiech wszelakich Bogiń skrytych w umyśle Kalaratri. Jak cudownie było znów pobawić się cudzym kosztem!
- Zaimponuj mi, Bursegu - powiedziała, stając na przeciw ogiera. Przesunęła chrapami po jego kości nosowej, by upewnić go, że warto. - Tego właśnie chcę.
Machnęła ogonem ponownie, jakby miało to przypieczętować niewypowiedzianą obietnicę słyszalną jednak w jej głosie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Czw Paź 27, 2016 7:39 pm

/A bo Burseg jest teraz religijnym fanatykiem. Kocha tak Boga, jak Espilce swoją grzywę. Tylko po kilku zbyt religijnych postach ktoś mi mówił, bym przestał ciągle wspominać o Bogu, bo się tego czytać nie da Razz

Widziałem, że klacz się uśmiechała... to znaczy niby to był uśmiech, ale coś w nim mi nie odpowiadało. Ale może byłem tylko przewrażliwiony. W końcu Bóg wyraźnie mówił, że na klacze należy uważać, Czy najsilniejszy ogier Samson nie został pokonany i zabity właśnie przez klacz... Dalila chyba było jej na imię. W każdym razie najwidoczniej przesadzałem ze swoją nieufnością, bo przecież poznania klacz była całkiem miła. I ładna. I chętna. Uśmiechnąłem czując, jak uderza we mnie ogonem. Umiała podgrzewać uczucia, wzbudzać popęd.
- Ale pętanie... często bywa łatwiejsze. - odpowiedziałem jej - A zaimponowanie jej. Zaimponować można Wiarą, w Boga Najwyższego i piękną duszą. Zwracanie zbytniej uwagi na cechy fizyczne, pozorne piękno... to grzech. - wytłumaczyłem jej. Ale raczej nie przekonałem. Niektórzy niewierni byli strasznie uparci, nie chcąc przyjąć zasad danym nam przez Najsprawiedliwszego.
- No to... jak Ci mogę zaimponować, by przejażdżka była jak najmilsza? - spytałem, trochę zniesmaczony jej słowami. Przecież ona strasznie grzeszyła! Miałem nadzieję, że Bóg jej to wybaczy. Zadrżałem, czując jej dotyk. No i nie za bardzo wiedziałem, czego ode mnie oczkuje.
- Jakiś... masaż? Trochę pieszczot? - upewniłem się, przejeżdżając chrapami po jej szyi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kālarātri
Szaman
avatar

Posts : 59
Join date : 17/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Czw Paź 27, 2016 8:04 pm

// wiem Razz w sumie póki jest wspomnienie raz na jakiś czas to nie jest to złe, aczkolwiek jak widzi się słowo "Bóg" w każdej linijce to niektórym faktycznie mogłoby to przeszkadzać. ^^

Uśmiechnęła się, nieco z przekąsem, spoglądając na siwego. Na prawdę wierzył w te farmazony? Dlaczego? Jak można być tak... ociemniałym! Tak, "ociemniały" to było właściwe słowo, siwy najwyraźniej nie widział nic poza swą wiarą... Uznała, że pora to zmienić.

Jaki znowu Bóg? Wszyscy przecież wiedzą, że światem rządziły kobiety!

Potrząsnęła głową, pozwalając, by kaskada grzywy przetoczyła się falami po jej głowie, a koralik koloru krwi, w który zapleciony był warkoczyk, zabrzęczał cicho. Odkąd została szamanką, nosiła go tak, wplecionego w pasma. Uznała, że warto mieć jakiś symbol, coś, co zasugeruje innym, kim jest... I że należy się jej obawiać.
- Jest łatwiejsze, to fakt - powiedziała cicho, sunąc pyskiem po linii jego grzbietu. - Ale czy klacz, która oddaje się z własnej woli nie jest... - pysk klaczy zjechał nagle w dół, ku pachwinom ogiera - ciekawsza?
Zatoczyła powolne koło po wewnętrznej stronie uda ogiera, jej pysk zmierzał w górę.
- Przemowy o Wierze, Bursegu, sprawią, że MOŻE nawrócisz klacz - trąciła pyskiem skórę centymetr od jego przyrodzenia. - Nie sprawią jednak, że ta cię... - nagłym ruchem przesunęła po całej długości jego marnawego jej zdaniem przyrodzenia - zapragnie.
Oderwała pysk od skóry ogiera, odsuwając się kilka kroków od niego, zupełnie, jakby straciła zainteresowanie.
- Spraw, bym pragnęła cię tak, jak ty pragniesz mnie - rzekła spokojnie.
Aczkolwiek marne twoje szanse.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Czw Paź 27, 2016 10:31 pm

// To jaka ilość "Bogów" na post jest dozwolona? Tak mniej więcej 0,2 Boga na zdanie? Razz Zresztą sama zaczęłaś pisać o jakichś demonach i innych takich Razz

Nie miałem pojęcia, dlaczego klacz się uśmiecha. Widocznie Łaska Pana Naszego nie docierała do jej upartego serca, dalej żyła w ciemności grzechu i nie chciała porzucić drogi zła, aby zacząć kroczyć ścieżką ciemności, która co prawda była kręta, wyboista i ciężka, ale jako jedyna prowadziła do zbawienia. Pokręciłem przecząco łbem.

Zastanowiłem się nad jej słowami.
- Jest łatwiejsze... ale czy nie jest również bardziej zgodne z Prawami Bożymi? - spytałem.
- Bo wiesz... poleganie na sile i zmuszenie klaczy siłą, jest... no ćwiczeniem fizycznym. Czyni ogiera mocniejszym. No i tylko najsilniejsze ogiery zyskują potomstwo. Na tym polega natura, ewolucja. Jest to zgodne z zasadami. - tłumaczyłem jej.
- A zdobywanie klaczy... w inny sposób. Z powodu fizycznej przyjemności czy wyglądu... jest grzechem w oczach Boga. - zacząłem mówić, ale coraz bardziej traciłem pewność siebie, w miarę jak pysk klaczy powoli zjeżdżał do mojej ogierowatości.
- Ale... ale tak nie wolno! To zakazane! - kwiknąłem niepewnie, gdy klacz zaczęła się bawić pewną częścią mojego ciała. To był straszny grzech! Śmiertelny... ale nie dało się ukryć że... że mi się podobał... troszeczkę... albo trochę więcej niż troszeczkę. Nawet bardzo!
- Przestań! Proszę! Tak nie wolno! - wyszeptałem, chcąc z jednej strony to przerwać... a z drugiej... broń Boże nie przerywać. Czułem się, jakbym był w niebie... tak było mi przyjemnie... ale to nie było niebo... to było piekło. Najgorsze miejsce, gdzie konie skupione na fizycznej przyjemności, niszczyły swoją duszę, przegrywały możliwość obcowania z bogiem a zyskiwały piekielne męki, które miały trwać wiecznie, aż do końca świata.
- Nie! Nie wolno! Pociąg fizyczny jest zły! Prowadzi do grzechu! - protestowałem. Gdy się cofnęła, ja... ja sam się zacząłem cofać, jakby uciekając przed nią, aż w końcu poczułem, że zadem otarłem się o ścianę, nie mogąc się cofać dalej. I teraz... to już nie wiedziałem co zrobić, jak działać. Byłem... byłem rozbity, między Wiarą w Boga... a tą... a tą rozpustą, która mnie nieustannie kusiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kālarātri
Szaman
avatar

Posts : 59
Join date : 17/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Czw Paź 27, 2016 11:19 pm

Zaśmiała się cicho, by poczynić kilka kroków w stronę siwego, który chował się przed nią, uciekał, wspomagany przez ścianę. I kto powiedział, że jest to coś nieważnego, że "mówienie do ściany" ma podłoże negatywne - zupełnie jakby była ona niepotrzebna? Wszak podtrzymywała całe te lochy, a i siwemu ratowała jego arabski zadek.
Nie wiedziała, co powiedzieć, słysząc jego poczynania. Bóg? Jaki Bóg? Bogów i Bogiń było wiele, te drugie żyły w jej umyśle... I gdyby nie ich doświadczenie, z pewnością trudniej byłoby jej stoczyć słowną bitwę z ogierem, o tak. Na szczęście jednak w jej ciele żyły także wcielenia bogiń z minionych wieków, które w tej chwili zaczęły ją wspomagać. Pokonaj go jego własną bronią mówiły. Zniszcz go, mówiły.
Powoli dotknęła swym pyskiem szyi siwego, przesuwając po niej niespiesznie, zupełnie, jakby chciała przeciągnąć tą chwilę, by ten cierpiał, i jednocześnie pragnął jej, jej, a także złamania nakazów i zakazów swego Boga, o którym nic jej nie było wiadomo.
Przemoc pochodzi od kogoś, kto jest arcywrogiem Boga powiedział jeden z głosów w jej głowie. Biblia. Wspomnij o Biblii.
- "Przemoc pochodzi od kogoś, kto jest arcywrogiem Boga " - rzekła, przejeżdżając pyskiem po jego klatce piersiowej. - Tak mówi... Biblia.
Uśmiechnęła się z nutką złowieszczości, zupełnie, jakby wygrała właśnie los na loterii. Czemu nie miałaby pobawić się jeszcze bardziej kosztem tamtego?  Co prawda nie miała pojęcia, kim była cała ta Biblia, ale najwyraźniej słowa tej klaczy musiały być ważne, skoro jedna z Wcielonych Bogiń uznała, że zadziałają. [i]To książka, młódko. Książka.[/i ] - została skarcona.
Jak taka zwykła książka mogła rządzić żywą istotą? Kalaratri nie mieściło się to zupełnie w głowie.
- "przelewającym krew (...) brzydzi się" - powtórzyła kolejne słowa, jakie podano wprost do jej umysłu. Pysk klaczy zjechał pomiędzy przednie kończyny samca, po czym powrócił ku łopatce samca, gdzie znajdował się nie tak dawno. Lekko, tak, by powodować mrowienie na jego skórze, zataczała koła na skórze ogiera, po czym znów zaczęła przemieszczać się ku tylnej części jego grzbietu.
- Nigdy nie powinieneś się znęcać i pastwić nad klaczami, zmuszać ich. Bóg brzydzi się przemocą. Bóg ceni miłość i pragnie, by jego sługi głosiły ją wśród żyjących - ugryzła go w kark, nieco mocno, ale cóż, skoro zniósł ugryzienie w zad, to i to, lżejsze, również przeżyje. - Bóg każe nawracać słowem, przemoc uważając za niegodziwość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Pią Paź 28, 2016 8:11 pm

Nie podobał mi się śmiech klaczy. Próbowałem się cofnąć, ale szybko natrafiłem zadem na ścianę. A ona się zbliżała. Podchodziła coraz bliżej. I wbijała we nie swój lubieżny wzrok, jakby chciała mnie samym spojrzeniem zmusić do grzechu. Jawnogrzesznica! Klacz lekkich obyczajów! Córa Koryntu! I mimo moich sprzeciwów podchodziła wciąż bliżej i bliżej! Przymknąłem oczy, próbowałem o niej nie myśleć, ale gdy dotknęła mnie swoimi chrapami w szyję, nie mogłem się powstrzymać. Czułem, że moja ogierzość reaguje... mimo, że tego nie chciałem. Nie mogłem przecież chcieć! To był straszny grzech!
- Ale... to nie tak! Ale to nie przemoc! Bóg wyraźnie każe zabijać wyznawców innych Bogów! Księga Wyjścia o tym mówi! Rozdział 22! A Księga Powtórzonego Prawa w Rozdziale 5 oznajmia, że Bóg jest zawistnym i zazdrosnym, który surowo karze! I to do czwartego pokolenia! - przypominałem sobie kolejne Święte Pisma, byle... byle nie myśleć o niej!
- Nie, nie, to nie tak. Nie należy być okrutnym... bo to grzech, jeśli się z tego czerpie przyjemność. Ale jeśli się zabija kogoś w Imię Boga... to nie jest grzech! To jest obowiązek! Bóg każe zabijać. Każe szerzyć wiarę. - protestowałem. Po chwili kwiknąłem. Ale nie z bólu... z rozkoszy. Jak klacz zaczęła mnie dotykać.
- Ale oczywiście, że Bóg pozwala się znęcać nad klaczami! Można pokryć klacz... i wtedy ona już należy do ogiera! Tak mówią Święte Księgi! - wyjaśniłem, cienkim głosem. Walczyłem z jej presją... ale nie byłem w stanie. Coraz mocniej mnie rozochociła. A ja nawet nie byłem w stanie uciec. I nie wiedziałem, czy chcę uciec, mimo że miałem wiadomość, że już dawno powinienem to zrobić.
- Odejdź! Proszę! Odejdź! - błagałem ją, ciężko dysząc z powodu kolejnych fal przyjemności, jakie powodowała swoim masażem - Puść mnie! Zostaw mnie w spokoju! - jęczałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kālarātri
Szaman
avatar

Posts : 59
Join date : 17/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Pią Paź 28, 2016 9:22 pm

Śmiech klaczy rozbrzmiał ponownie, kiedy ta ponownie ugryzła ogiera w kłąb, ot, tak, by skupić jego uwagę na sobie, nie zaś o rozważaniach o bóstwie, któremu służył. Kalaratri sama była Boginią - dlaczego miałaby w ogóle przejmować się tym, czego chciał ogier? W końcu była tu po to, by złamać jego zachcianki. I, przy okazji, przekonać go, że nie jest wierny swoim przekonaniom, na ile mu się zdaje.
- Nie wierzę w innych Bogów - rzekła do niego spokojnie, ponownie go gryząc, po czym pozwalając swemu pyskowi znów przesunąć się po jego szyi. Sama jestem Boginią dodała w myślach. - A poza tym, Nowy Testament dodaje przecież poprawki na ten temat, czego przykładem jest to, co powiedziałam przed chwilą...
Nawet nie próbowała ukrywać uśmiechu, widząc, jak ten wije się i ją błaga. Ugryzła go ponownie.
- Posłuchaj mnie i to uważnie. Bóg nie mówi, nie pozwala się znęcać, nakazuje miłować... Chyba, że zamierzasz zdradzić Boga i wypełniać nakazy Allaha, bo to, co mówisz, jest właśnie jego, a nie Jahwe słowami.
Skąd Wcielone Boginie wiedziały tak wiele na temat religii?
- Chyba nie chcesz podpaść Bogu tylko dlatego, że jesteś sadystą, który wymawia się pierwszym lepszym słowem żeby tylko wskoczyć na klacz? To samo możesz mieć z Bożą, a więc miłosną, pomocą...
W tym momencie ponownie skierowała swój pysk ku podbrzuszu ogiera, przesuwając po nim... Zamiast jednak ponownie dotknąć jego przyrodzenia, po prostu uniosła głowę i trzasnęła ogiera w twarz ogonem - choć i tak nie zamierzała mu teraz - tak szybko - pozwolić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Sob Paź 29, 2016 6:39 pm

Zadrżałem słysząc jej śmiech. Ugryzienie... niby czułem ból... ale tak naprawdę nie był on najgorszy... bo dużo straszniejsze było to, co klacz chciała ze mną zrobić. Co chciała? W zasadzie sam nie wiedziałem, ale w ogóle mi się to nie podobało. Popatrzyłem na nią uważnie, słysząc jej słowa.
- I słusznie, że nie wierzysz, bo nie ma innych bogów. - przytaknąłem jej, chociaż nie do końca byłem przekonany, czy o to jej chodziło. Zadrżałem ugryziony... i ponownie, gdy poczułem jej pysk na szyi. To już chyba wolałem gryzienie... bo ból był dobry. Prowadził do pełni życia. Zbliżał do Boga. A przyjemność... przyjemność była zła! Sprowadzała z drogi wiodącej do wieczności i przykuwała słabe końskie umysły do fizycznej przyjemności. Zmysłowość była strasznym grzechem.
- Nowy Testament... ten, który pewnie znasz... to... to bluźnierstwa! - prychnąłem protestując - Miłość? Naprawdę? Tylko brutalna siła! Tylko święta wojna! Tylko dżihad pozwolą przywrócić światu pokój! - próbowałem ją przekonać, ale ugryziony ponownie zamilkłem. Nie na długo, bo klacz znowu zaczęła bluźnić.
- Przecież... przecież... Allahu al-ahad! - warknąłem na nią. Nie rozumiałem o co jej chodziło. Co mówiła o jakimś tam Jahwe. Przecież... przecież byłem arabem! Siwym arabem! A wiadomo w co araby wierzą!
- Nie, nie jestem sadystą! A tylko... tylko realizuję wolę Najwyższego! - zaprotestowałem - A Bóg każe kryć klacze... aby jego wyznawców było jak najwięcej! - wyjaśniłem jej, po czym ponownie ucichłem, gdy ona... gdy ona znowu zaczęła to robić!
- Czego, czego ode mnie chcesz? Co ja Ci zrobiłem? Czemu mi to czynisz? - spytałem, niemalże płaczliwym tonem. Próbowałem się powstrzymać... ale nie mogłem. Teraz myślałem już tylko o jednym... a... a nie powinienem. Co ona ze mną zrobiła? I dlaczego?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kālarātri
Szaman
avatar

Posts : 59
Join date : 17/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Nie Paź 30, 2016 8:14 pm

Zaśmiała się głośno, kąsając go ponownie. Oto akt, w którym, za chwil kilka, owca pożre wilka, jak to mówi pewien cytat z wn. Samica zdecydowanie popierała rozwiązania właśnie takie, jak to, które przydarza im się w tej chwili. Najpierw udaje niewiniątko, potem zdejmuje z siebie łagodną skórę, by przemienić anielskie oblicze w demoniczne wnętrze.
- A co ty wiesz o bogach... siwku - powiedziała, z braku lepszego określenia. - A właśnie... Jak cię zwą? Nie wiem, jak określać mojego ukochanego pieszczoszka...
Przesunęła pyskiem po jego szyi i po klatce piersiowej, podgryzając go w miejsce, w którym, gdyby był kucem, znajdowałby się grzebień tłuszczowy. Pociągnęła ogiera za ucho.
- Ależ oczywiście, że nie jesteś - rzekła do niego spokojnie. - A jednak Bóg przemówił i do mnie, chociaż inaczej, niż do ciebie... - pysk ponownie zjechał na brzuch ogiera - W końcu jestem klaczą.
Ponownie, zamiast dotknąć najwrażliwszej części jego ciała zostawiła go, mając nadzieję, że będzie on rozedrgany na tyle, by nie sprzeciwiać się jej zbytnio.
- Ach, mój drogi, po prostu nie spełniasz moich życzeń... - rzekła, powoli zabierając z ziemi czy gdziekolwiek tam ona była - ale uznajmy że była - dość miękko wyściełaną, lecz ciasną obrożę. - A to mnie bardzo, bardzo martwi.
Przesunęła obrożą po klatce piersiowej ogiera, jakby chciała, by mu ją założył, masując potem jego szyję, przesuwając się wyżej, ku łbie ogiera.
- Ale spokojnie... Będziesz miał ku temu okazję... - szybkim ruchem głowy spróbowała włożyć obrożę na szyję ogiera, w duchu modląc się, by ogier jej nie zrzucił, po czym, przesuwając pyskiem po boku ogiera, przyczepiła łańcuch, na którym była, do ściany, po czym powróciła do ogiera, przesuwając chrapami po jego szyi. - Widzisz, wspominałeś coś o obrożach... Ach, zawsze marzyłam, by założyć jakąś ogierowi. Czego się nie robi dla nawrócenia, nieprawdaż?
Zaczęła wodzić pyskiem po jego grzbiecie, by, zamroczony walką między "grzechem" a swym pragnieniem, nie spróbował na nią naskoczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Nie Paź 30, 2016 10:13 pm

Zadrżałem, czując kolejne ugryzienie. Niby ból... ale w pewnym sensie dawał satysfakcję.
- Bogach? Jakich bogach? - zdziwiłem się - Jest jeden Bóg! - przypomniałem jej... bo bluźniła. I to strasznie!
- Jestem Burseg. - odpowiedziałem - A nie przedstawiłem? - zacząłem się zastanawiać... ale po tej całej rozmowie, w tak dziwnej sytuacji, nie byłem w stanie sobie przypomnieć - Skoro tak to przepraszam. Musiało mi umknąć. - dodałem po chwili. Ale byłem niemalże pewien, że się przedstawiałem. I chyba nawet zwracała się do mnie po imieniu. Ja do niej... ja do niej nie... bi mi się nie przedstawiła. Tego byłem niemalże pewien.
- A ty? Jak masz na imię? - spytałem się. Zadrżałem czując kolejne podgryzanie, niezdolny to jakichkolwiek prób sprzeciwu czy odwzajemnienia tych pieszczot.
- Bóg? Przemówił? Do? Ciebie? - wydukałem, nie będąc w stanie mówić, gdy ona zaczęła mnie coraz mocniej pieścić. Nie byłem w stanie o niczym innym myśleć jak tylko o tym, że klacz zaczęła się zajmować moją bardzo wrażliwą częścią ciała. I nie chodziło o słabiznę. Zerknąłem nieufnie na obrożę, którą chwyciła. Widząc jak się do mnie z nią zbliża, odruchowo się cofnąłem, unikając jej i nie pozwalając jej sobie założyć.
- Ale... ale tak nie wolno. Bóg wyraźnie powiedział... że to ogier musi rządzić. Nie klacz. One... one się do tego nie nadają. - wyjaśniłem niepewnym tonem. Bo jakby to wyglądało, jeśliby ktoś tutaj wszedł i mnie zobaczył jak grzeszę.
- A nie wolisz... nie wolisz bym ja Tobie założył obroży? Albo chociaż pęt lub jakiejś dutki? I wtedy... i wtedy... no wiesz... się ten... - stwierdziłem niepewnie. Bóg zabraniał rozmawiać o kryciu. I nakazywał kryć ale tylko w celach reprodukcji. Nie można było z tego wynosić przyjemność!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kālarātri
Szaman
avatar

Posts : 59
Join date : 17/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Nie Paź 30, 2016 10:48 pm

Uśmiechnęła się do niego z łagodnością, mrużąc nieco oczy. Ogier stawiał opór, bo mimo, że obroża była przyczepiona do ściany, to jednak nie spoczęła na szyi ogiera. Jak on śmiał!
Aczkolwiek ona nadal miała działać według planu, nawet, jeśli to słabsze ogniwo coś komplikowało, nieprawdaż?
- Ah, Bursegu, kto powiedział, że nakazał mi tobą władać? - spytała, jakby zawiedziona jego tokiem rozumowania. By podkreślić ten fakt, zaprzestała swych pieszczot, odsuwając się od niego. - Nawet jeśli bym tak zrobiła, każdy uznałby to za normalne... Wiesz, że jesteś chyba jedynym wierzącym w Jedynego w twym stadzie? - oszustwa wychodziły z jej pyska co raz bardziej gładko. - Wiesz, że do któregoś miesiąca w łonie matki nie mamy płci? To wtedy Bóg przemówił do mnie, mówiąc mi, że mam na świecie Misję i że nie mogę jej nikomu wyjawić... Oczywiście nie pozwoliłby sobie na udzielanie mi wskazówek później, zniżenia się do poziomu klaczy... Ale wtedy, Bursegu, nie stało to na przeszkodzie. Czy to nie cudownie, słyszeć słowa z pyska Prawdziwego?
Ponownie podeszła do ciała ogiera, trącając go pyskiem w ganasz.
- Ależ, Bursegu, kto powiedział, że ty nie rządzisz? Obroża ma jedynie sprawić, że ja przypomnę sobie, gdzie jest moje miejsce, patrząc na nią, gdy będzie na twojej szyi, na swojej jej przecież nie zobaczę... - uśmiechnęła się do niego przymilnie, masując jego szyję. - Zobacz, że łańcuch jest długi, nie będzie cię ograniczać - pysk klaczy zaczął zataczać kręgi na łopatce ogiera. - Załóż go... a panowanie nade mną zostanie ci dane.
Przesunęła pyskiem po jego żebrach.
- Jeśli boisz się, że ktoś nas zobaczy, zawsze możemy iść do twych... apartamentów... - rzekła spokojnie. - Aczkolwiek to odwlekłoby jeszcze bardziej twoją sytuację, a jestem pewna, że chciałbyś już założyć ten... naszyjnik, by móc znaleźć się na mym grzbiecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Nie Paź 30, 2016 11:34 pm

Zdziwiło mnie jej pytanie.
- Wszystkie księgi tak mówią. Ogiery muszą rządzić - po to zostały stworzone. A klacze muszą się słuchać. Są mnie inteligentne, mają mniejsze mózgi i działają intuicyjnie i uczuciowo, zamiast wszystko przemyśleć. - tłumaczyłem jej - Czy to nie przez klacz Ewę został sprowadzony grzech pierworodny na wszystkie konie, gdy ta zmusiła ogiera Adama do spróbowania jabłka z Drzewa Poznania Dobra i Zła? - spytałem retorycznie. Bo to oczywiste, że tak było. I to musieli wiedzieć wszyscy. No i czy sytuacja się nie powtarzała? Czy i teraz nie wodziła mnie na pokuszenie, zmuszając mnie do grzechu? Mimo, że dobrze to wiedziałem, poczułem się zawiedziony, gdy się cofnęła.
- Jedynym? Nie, na pewno wszyscy wierzą. - zaprotestowałem. Zresztą co wiara innych miała do mojej wiary? Ja zawsze wierzyłem!
- Naprawdę? Miałaś widzenie? - zdziwiłem się, zerkając na nią podejrzliwie. Gdy przestałą mnie pieścić w okolicy tego miejsca to wszystko zaczęło mi się wydawać cholernie podejrzliwe. Zawahałem się słysząc jej słowa.
- Ale... ale nie lepiej, byś ty miała ją na sobie, jak Bóg przykazał? - poprosiłem - Wiesz... bardzo lubię, gdy klacz jest na smyczy. Gdy ma nóżki skute, by nie mogła zbytnio wierzgać i kopać. To... to takie przyjemne. Nie możemy wrócić... no do.... do tradycji? Wtedy się wie, na czym się stoi. A tak? - zawiesiłem się. Czułem się bardzo zagubiony. Wszystko było takie inne... i chyba nie do końca byłem tym zachwycony. Byłem mimo wszystko tradycjonalistą.
- No tak... niczego tak nie pragnę, jak znaleźć się na Tobie... i w Tobie. - zgodziłem się niepewnie, nie wiedząc co zrobić.
- A nie możemy... to i teraz? Bez obroży... albo z obrożą na Twojej szyi? - poprosiłem, nieśmiało próbując przejechać chrapami po łopatce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kālarātri
Szaman
avatar

Posts : 59
Join date : 17/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Nie Paź 30, 2016 11:53 pm

Stanowczo uderzyła kopytem w posadzkę, przez co rozległ się dość głośny, dudniący dźwięk. Kalaratri wiedziała, że w ten sposób pojmie, że ona wie co mówi. Zwróci na siebie jego uwagę.
- Bursegu, oni wszyscy są zaciemnieni! Waszym stadem rządzi klacz! - rzekła, uważnie obserwując jego reakcję. - Sądzisz, że jeśli by wierzyli, pozwoliliby na to?
Fakt. Nie miała pojęcia, jakiej płci był osobnik rządzący, liczyła więc na łut szczęścia. Z resztą, przecież ten chyba nie wyściubiał często swych chrap poza lochy, może więc jednak udało się jej strzelić w przysłowiową dziesiątkę? Taką miała nadzieję, a przeczucie czy też intuicja mówiło jej, że tym razem ponownie ma rację.
- Bursegu, lubię to, wolę to... Czyżbyś stawiał swoje pragnienia ponad to, co przykazane? - rzekła, jakby z zadziwieniem i nutką odrazy. Gdy ten wspomniał o założeniu jej tego cacka i chciał jej dotknąć, odsunęła się tylko. - Zostałam tu do ciebie wysłana, bo jesteś Wyjątkowy. Bo słuchasz swego Pana, który kilka lat temu, zanim się jeszcze urodziłam, zesłał mi swe słowa, twierdząc, że muszę cię znaleźć, siwego ogiera czystej krwi nieskalanym żadną podrzędną rasą zwanym Burseg, który wysłucha mnie a dzięki najbliższemu możliwemu poznaniu lepiej zapamięta me słowa... I zrobi porządek z tą pełną pogan krainą. Widzę jednak, że najprawdopodobniej pomyliłam cię z kimś innym.
Po tych słowach, zaczęła powoli oddalać się w stronę drzwi do celi, chociaż nie wyglądało na to, że ucieka, że ten musi ją złapać. Nagły atak zapewne by ją spłoszył. Tu potrzebne były słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Pon Paź 31, 2016 10:14 am

Jej słowa... były tak irracjonalne, że wprost nie mogłem uwierzyć. Salem był klaczą? Zrobiłem wielkie oczy.
- Ale... ale to niemożliwe! - zaprotestowałem - Przecież to wbrew naturze! Dowodzić całym tabunem powinien ogier! I powinien mieć wiele konkubin! I wiele źrebaków! Bóg tak zdecydował! - wyjaśniałem, kręcąc przecząco pyskiem. To na pewno było niemożliwe, co klacz mówiła. Nie wierzyłem w to! I nie chciałem wierzyć! Tak, Salem na pewno nie była klaczą!

Słysząc jej słowa, zaniemówiłem na chwilę.
- Nie, oczywiście, że nie. - żarliwie zaprotestowałem - To co przykazane jest najważniejsze... ale Bóg kazał ogierowi dominować. Nie można naruszać Bożego planu. - stwierdziłem, ale jakoś tak bez przekonania.
- Naprawdę? Tak Bóg Ci powiedział? - spytałem głosem wyraźnie pokazującym, że w to nie wierzę. Ale... ale po chwili uznałem, że może lepiej jednak wierzyć. Tak było prościej. A klacz była... taka miłą. I oferowała zabawę... i to nie jakąś grzeszną zabawę! Ona to chciała zrobić w imię Boga!
- Nie, nie. To na pewno było o mnie! - szybko zmieniłem zdanie - Tak, tak! To jestem ja! Ten ogier którego szukasz! - szybko przytaknąłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kālarātri
Szaman
avatar

Posts : 59
Join date : 17/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Pon Paź 31, 2016 12:07 pm

Odwróciła się powoli, nie próbując ukrywać wszystkich swych wdzięków, spoglądając na ogiera nie bez uwodzicielskiej nutki w jej wzroku. Nie spieszyła się, podchodząc do niego, jakby chciała zagrać na jego emocjach, by ten czekał na nią, niecierpliwy. Uśmiechnęła się leciutko, zatrzymując się około dwóch metrów od niego, jakby zastanawiała się, czy zmienić swe zdanie, czy nie, w końcu jednak najwyraźniej uznała, że, zamiast kontynuować, podtrzyma ich wymianę zdań.
- A jak inaczej nazwiesz ogiera, który nigdy nie posiadł haremu i nie spłodził w nim źrebaka, jeśli nie klaczą? - rzekła spokojnie. - Ogier bez jaj to właśnie nic innego jak klacz, nieprawdaż?
Podeszła do niego, lekko poruszając swymi biodrami, dotknęła pyskiem jego szyi, lekko ugryzła w ucho, pociągając je ku sobie. Przesunęła chrapami po szyi ogiera, po jego ganaszu, podgardlu, klatce piersiowej.
- Możliwe, że to ty... Ale jak mi to udowodnisz? - spytała, nawet nie zmieniając tonu głosu, zupełnie, jakby to, że jej pysk ponownie zmierzał w stronę jego brzucha poprzez łopatkę siwego, nie budziło w niej żadnych emocji. - Po twoich wcześniejszych wypowiedziach mam mimo wszystko bardzo duże wątpliwości...
Pysk nagłym ruchem zjechał na żebra ogiera, lekko przesuwając po nich swą aksamitną fakturą, zataczając niewielkie okręci, nęcąc, utrudniając mu myślenie, przesuwając się coraz bardziej w dół, aż w końcu dotarł do przyrodzenia ogiera i przesunął po nim miękką powierzchnią obroży, najpierw raz, potem drugi, by ten nie rozmyślił się, że zamierza poddać się woli Kalaratri... Klacz potarła lekko przedmiotem o nasadę jego atrybutu, by po chwili przesunąć tym po szyi i pysku ogiera.
- Założysz obrożę, Bursegu? - spytała, próbując lekko wsunąć mu ją na szyję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Pon Paź 31, 2016 7:13 pm

Obserwowałem odwracającą się klacz a następnie zbliżającą się do mnie. Na razie nie reagowałem, nie odzywałem się a tylko połykałem ją wzrokiem. Jej słowa średnio mi się podobały. Czyżby coś sugerowała? To były jakieś podłe insynuacje? Nie byłem do końca pewien i nie wiedziałem, czy odpowiedź na to pytanie przypadłaby mi do gustu.
- Może ostatnio... nie każdy ogier może sobie pozwolić na harem. Ale czy właśnie bardziej współczesnym odpowiednikiem haremu... nie są właśnie porwania? - spytałem. Bo to teraz się zrobiło dość powszechne: zamiast coś kupować bierze się w leasing, zamiast zatrudniać pracownika outsourcuje się go, nawet zamiast kupowania programów coraz powszechniejsze jest Saas, zamiast stałego związku przelotne romanse... i właśnie... zamiast haremu porywania.
- Wiesz... takie czasy. - dodałem,bo w zasadzie wszystko dało się tłumaczyć czasami. Zadrżałem, czując jej dotyk, podgryzanie, wodzenie chrapami po ciele. I stałem... nic nie robiłem. Bo to przecież zawsze ja byłem tym aktywnym. To ja zaczepiałem klacz, podgryzałem, wodziłem jej ciele chrapami... a jak role się odwróciły... to nie wiedziałem co robić, jak się zachować. Czułem się bardzo zagubiony. Pokręciłem przecząco pyskiem. Właśnie... nie wiedziałęm jak.
- A jak... jak powinienem? - spytałem, licząc że to ona coś wymyśli. W końcu twierdziła, że rozmawiała z Bogiem, to powinna mieć gotowy plan.
- To... to jak mogę rozwiać Twoje wątpliwości? - spytałem niepewnie. Bo nie miałem zielonego pojęcia co, zrobić i czego ona ode mnie oczekuje. Zmrużyłem oczy czując fale przyjemności, które po chwili zaczęły do mnie dochodzić, w miarę jak klacz wodziła po moim ciele. A jak zaczęła zbliżać się do mojej ogierzości, to po chwili byłem tak rozochocony, że nie byłem w stanie nic zrobić... nie mogłem jej odmówić... jedyne czego chciałem to tego, by szybko ją założyła i kontynuowała.
- No... no dobra. - szybko stwierdziłem licząc na to, że ta szybko wróci o kontynuowania tego, co zaczęła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kālarātri
Szaman
avatar

Posts : 59
Join date : 17/10/2016

PisanieTemat: Re: Więzienie   Pon Paź 31, 2016 7:36 pm

Zaśmiała się cicho, odsuwając się od ogiera, przyglądając się mu uważnie, jakby nabrała wątpliwości. W rzeczywistości takowych nie miała. To faktycznie ta porażka, której szukałam pomyślała, patrząc na siwego.
- A czy widziałeś go kiedyś w lochach? - spytała z przebiegłym uśmieszkiem widocznym na pysku. - Nie, nie widziałeś. Nikt z twojego stada nie porywa, nie nawraca, Bursegu! Jedynie ty! I to właśnie z tym musisz coś zrobić, musisz im powiedzieć, musisz ich nawrócić. A jeśli nie dasz rady... karą za pogaństwo i bałwochwalstwo jest śmierć, pamiętasz? Tak napisano.
Zmyślała jak z nut, to fakt. Ale miała nadzieję, że może chociaż zabrzmi to sensownie, a on nie jest aż tak wykształcony, za jakiego się podaje.

Kiedy obroża miękko wsunęła się na jego szyję, uśmiechnęła się, był to bardzo miły wyraz pyska, jakby przepełniony uczuciem. Upewniła się, że łańcuch, jak i ta okowa są stabilne na tyle, by nie dał rady się sam uwolnić - nie chciała, by sytuacja obróciła się przeciwko niej. Oczywiście robiła to pod pretekstami - a to smyrając go po szyi, a to jakby chcąc go przysunąć bliżej siebie, ciągnąc za łańcuch.
- Więc jak, Bursegu? Będziesz uwodził klacze swojego stada i nawracał je, tak jak i ogiery? - spytała spokojnie. - Czy w razie czego nie zawahasz się... zabić? W imię... Najwyższego? Przyrzekniesz mi, na jego imię?
Uśmiechnęła się szerzej, ocierając lekko swoją łopatką o jego klatkę piersiową. Jeśli odpowie twierdząco, bądź jeśli odpowie szczerze - lub obie te rzeczy na raz, to mógł się spodziewać miłej niespodzianki, czego potwierdzeniem był najwyraźniej fakt, że jej zad przesuwał się coraz bliżej w jego stronę... chociaż nie dostatecznie blisko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Więzienie   

Powrót do góry Go down
 
Więzienie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Posoka :: Posoka :: Twierdza Fặtuum :: Lochy-
Skocz do: