IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zagajnik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Zagajnik   Sob Paź 22, 2016 12:12 pm


Z a g a j n i k

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belsari
Księżniczka
avatar

Posts : 32
Join date : 11/10/2016

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Pią Lut 17, 2017 4:33 pm

Belsari powoli dreptała po świeżym śniegu, zastanawiając się, czy w mroźnej krainie, puszczy Posoki, w ogóle tli się jakieś życie. Kleista, niepokojąca ciemność wypełniała to miejsce po same brzegi. Roztaczała dziwną aurę mroku, tajemniczości, zagrożenia. Pewnie Belsari czułaby się tu dziwacznie, Mroźny zagajnik kompletnie nie pasował do żadnych terenów, po jakich zwykła hasać. Może powinna się bać, jednak nic takiego nie czuła. Jej umysł wypełniła kłębiąca się, ciemna materia. Właśnie ta materia zwykła mieszać wszystko w głowie Belsari. Wypychała wspomnienia, osobowość, myśli klaczki. Sprawiała, że młoda czuła się intruzem we własnym ciele. Kłujące uczucie strachu oplatało ją za każdym razem, gdy obcy byt zdawał się zaszczepiać w niej swoje zarodki. I wciąż słyszała jedno słowo, słowo, które doprowadzało ją do obłędu. Aedion. Aedion.
Ze złością, bez kontroli, zaatakowała najbliższe drzewo i uderzyła w nie kopytem przedniej nogi, odłupując kawał kory i wióry, zadębowała, a potem zderzyła się z nim głową. Ciemność i pustka, które oplatywały jej duszę, przerażały ją. Nie chciała, by materia zawładnęła jej ciałem. Musiała czuć ogień, żar emocji, a ciemna materia była nienaturalna. Klacz wrzasnęła wściekle i wyrżnęła obydwiema przednimi kończynami w pień, znowu sypiąc drzazgami.
- Co się ze mną dzieje? - jęczała, jakby zamknięta gdzieś wewnątrz własnego ciała.
Aedion. Aedion.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eshgo
Rekrut
avatar

Posts : 2
Join date : 05/11/2016

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Sob Lut 18, 2017 10:33 pm

W świeżym śniegu widniały wyraźne tropy królika. Eshgo rozglądał się, lecz zupełnie nic nie wskazywało, że w tej mroźnej i ciemnej głuszy trafi jeszcze na inną, żywą istotę. To miejsce w dużym stopniu przypominało mu jego rodzinne strony. Te pierwsze strony. Poprawił sam siebie w myślach. Ciasno splecione ze sobą korony drzew dopuszczały do ziemi bardzo mało światła zachodzącego słońca, mimo to, zalegający pod kopytami śnieg dawał wrażenie widna dnia. Eshgo mrużył oczy i obserwował, jak z jego nozdrzy ucieka wydychane powietrze, w ujemnej temperaturze przemieniające się w parę. Jakiś czas temu zwolnił do chodu i parł teraz naprzód wydreptując ścieżkę w bieli. Nie miał siły biec, bo odkąd się tu znalazł, nie robił nic innego.
To przebudzenie różniło się zasadniczo od pozostałych i to właśnie wprawiło konika w małą panikę. Wszystko było nie tak, a on, chociaż pozornie całkiem opanowany, wewnątrz był chyba tylko sieczką strachu i żałości. Pierwszą poważną różnica, którą ciężko było był brak jakiegokolwiek początku. Eshgo nie urodził się, jak to miał w zwyczaju z każdą kolejną rzeczywistością czynić. On po prostu odzyskał przytomność, gdzieś na mrozie, w tym śniegu. Biorąc za punkt odniesienia nastający właśnie zmierzch, było to nieco ponad dwie doby temu. Od tego czasu konik nie spotkał na swej drodze nikogo, jakby kraina, w której się znalazł, już teraz była całkiem wymarła. A przecież w takim wypadku ich obecność tu byłaby całkiem pozbawiona sensu. Eshgo był absolutnie pewien, że nigdy wcześniej nie widział tego akurat śniegu, w tej akurat tundrze.
Wbrew pozorom, ta refleksja dodała mu nieco otuchy. Takie były reguły i nikt nie zamierzał ich łamać. Tyle że... brakowało jednej, małej, ale jakże istotnej rzeczy. Aediona. Co prawda nie zawsze spotykali się natychmiast. Za pierwszym razem zajęło to dobre kilka miesięcy. W tym świecie jednak kilka miesięcy musiało minąć. Eshgo nie był przecież bezrozumnym płodem ledwo wypełzłym z matczynych wnętrzności. Mimo to, nie wyczuwał wcale obecności swojego brata. I był przerażony.
Sam sobie wypomniał to nieochędóstwo. Te emocje, które przecież nie miały prawa nim zawładnąć. Niestety, jedynym racjonalnym pomysłem, jaki w ogóle przyszedł mu do głowy, było szukanie. Nie wiedział gdzie szukać, biegł więc po prostu przed siebie, z wyprzedzeniem zabijając wszelkie cienie wątpliwości, jakie tylko ośmielały się go nawiedzić. Starał się ograniczyć przerwy na jedzenie i wypoczynek do minimum. Nie było to do końca logiczne, bo wiedział przecież, że nie wytrzyma tak zbyt długo. Takie myśli również odrzucał daleko od siebie i parł dalej naprzód.
Teraz śledził królika, ale wybór tej akurat ścieżki był równie przypadkowy, jak wszystkie pozostałe. Prawda była taka, że nie miał pojęcia gdzie lezie.
Zatrzymał się gwałtownie, kiedy dostrzegł w zanikającym świetle dnia coś odbiegającego od rutyny ostatnich kilkunastu minut. Na śniegu, dość wyraźne i świeże, odcinały się, poza małymi łapkami, ślady kopyt. Jak na rozedrganego emocjonalnie źrebca przystało, zareagował nieufnie. Z jakiejś przyczyny wizja napotkania na swej drodze obcego konia budziła w nim obawę. Chętnie wycofałby się cicho, zmienił kierunek i szlak, który przecież i tak był mu obojętny. Przeszkodziła mu jednak jabłkowita postać, najwyraźniej ogarnięta furią i nie do końca świadoma otoczenia, taranująca wściekle drzewo w jego pobliżu. Konik odskoczył jak oparzony i odsunął się na bezpieczną odległość. Tym razem nie było już szansy, by nieznajomy nie zauważył jego obecności. Czekał więc, w duchu przygotowując się na konfrontację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belsari
Księżniczka
avatar

Posts : 32
Join date : 11/10/2016

PisanieTemat: Re: Zagajnik   Nie Lut 19, 2017 4:23 pm

Na chwilę się opanowała; dotyk świeżego śniegu i rozległa, paląca rysa na przedniej kończynie stały się bodźcami, które pozwoliły odzyskać kontrolę i złapać oddech. Klaczka oparła się czaszką o pień i przez chwilę próbowała ustabilizować świat, nim znowu runie pod nią jak zapadnia. A wtedy Bel spadnie. Mówią, że to nie spadanie zabija, tylko lądowanie. A jednak klaczka stokrotnie wolałaby wylądować, rozprysnąć się jak szklana bańka o twardy grunt i rozpuścić w czeluściach historii, niż być osamotnioną, wirującą w powietrzu, niezdolną do wrócenia na ziemię. O tyle razy śmierć jest łatwiejsza od życia. I gdyby tylko życie Belsari należało do niej samej, już dawno popełniłaby największy grzech egocentryzmu.
Studziła się przez chwilę, czyszcząc umysł i oddychając głęboko. Nie daj się zwariować, powtarzała w głowie prostą mantrę. Twoje emocje są odpychające, nie potrafisz sobie z nimi radzić, napłynęła nowa myśl, głos, który zwracał się bezpośrednio do niej. Mogę ci pomóc, zawsze to robię. Za każdym razem. Tylko pomagam, uwalniając dusze, które całe życie błądziłyby po omacku, były uwięzione w klatkach ciała, leciały samotne w powietrzu. Zawsze się poddawały, ale ty byłaś inna, potrafiłaś się obronić, nie dałaś mi tego, co dali oni wszyscy, a ja nie mogę tego wziąć. Ale musisz to zrobić. Takie są zasady.
- Odejdź! Odejdź i nie wracaj! - krzyknęła do niego, a nadgorliwe impulsy sprawiły, że myśli spłynęły przez język aż do eteru.
Zasady, Belsari.
- Czym ty jesteś? - pytała, głos jej drżał. Nie było odpowiedzi, klacz pociągnęła nosem i rozejrzała się po okolicy. Wydawałoby się, że nic nie uległo zmianie, a jednak czułe nozdrza księżniczki wyłowiły obcy fetor, fetor źrebca. Zarżała na powitanie, tęsknie, smutno, melodyjnie. Cały jej dobry nastrój prysnął w ułamku sekundy, odpłynął wraz z falą goryczy. Wreszcie dostrzegła karego ogierka, stojącego i patrzącego się na nią dziwnie, i zastanowiła się, jakim cudem wcześniej go nie zobaczyła. Kropelka krwi pociekła wzdłuż jej kończyny, więc Bel wytarła ją w śnieg; zapiekło.
- Hej... wyglądasz znajomo, ale nie potrafię powiedzieć, dlaczego - zmarszczyła chrapy, a jej umysł nagle eksplodował silną, palącą emocją. Bel zachłysnęła się, bowiem była pewna, że te uczucia należą do niej, nie do postaci z ciemnej materii, ale nie wiedziała, dlaczego w tej chwili się pojawiły. Eshgo. Eshgo. Eshgo. Słowo powtarzało się tak, jak wcześniej Aedion. - Eshgo? - zapytała nagle, marszcząc chrapy. Dlaczego w ogóle wydał jej się znajomy, skoro to niemożliwe?
Była bowiem pewna, że nigdy wcześniej go nie spotkała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zagajnik   

Powrót do góry Go down
 
Zagajnik
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Posoka :: Posoka :: Północna Tundra-
Skocz do: