IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Mokuzai Sakura

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Mokuzai Sakura   Sob Paź 22, 2016 8:46 pm


L a s       K w i t n ą c y c h        W i ś n i

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yenchan
Duchowny


Posts : 42
Join date : 01/10/2016

PisanieTemat: Re: Mokuzai Sakura   Sob Paź 22, 2016 9:44 pm

Powłócząc kopytami, biegła. Oczy jej rozszerzał ból, nie przyjęła żadnej gry. Chciała uciec jak najdalej, by jej miłosnego sekretu nie odkrył Iskaandhar. Pot perlił się na jej czole, od pół godziny wiedziała, że już czas, czas na Admirari. Syknęła z bólu, gdy uczyła kopnięcie. Padła pod najbliższe drzewko, nie dbając o to, że znajduje się na terenach Sakury, w ciemnym, wilgotnym, wiśniowym lesie. Gęsty mrok krył ją i dziecko, które zaraz wyda na świat. Dyszała cieżko, ale nie potrafiła zacząć. Wstała i zaczęła chodzić w kółko, denerwując się coraz bardziej. Wielki, napięty brzuch uwierał ją od tyłu miesięcy. Nakazała zdenerwowaniu ustąpić miesjca chłodnej logice. Przeszył ją skurcz, położyła się więc pod wiśnią i, wdychając jej słodki zapach, starając się uspokoić galopujące nyśli, zaczęła napierać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ah Sinbala
Księżniczka
avatar

Posts : 62
Join date : 11/10/2016

PisanieTemat: Re: Mokuzai Sakura   Sob Paź 22, 2016 10:03 pm

Klacz pośpiesznie przybyła na te tereny, wodząc wzrokiem po każdym możliwym zakamarku, wyszukując sylwetki Yenchan. W końcu zlustrowała karą sylwetkę, pod wiśnią, leżała tam, czuła jej zdenerwowanie. Podbiegła więc pośpiesznie kłusem.
-Witaj Yenchan.- ukłoniła się, jak prawdziwa księżniczka, ukazując szacunek starszej klaczy. Poród się zaczął. Niedoświadczona, nie wiedziała za bardzo, jak może jej pomóc. Najważniejsze, by źrebię było zdrowe..
Nie chciała za bardzo siać sobie w głowie fałszywych informacji. Wiedziała jednak, że o tej sytuacji będzie musiała z nią porozmawiać.. Wiedziała bowiem, że dziecko nie jest jej ojca, lecz kogoś innego. Co zrobiłby szanowny Władca, gdyby się dowiedział?- zastanowiła się. Byłby wściekły... Z pewnością.
Przystanęła przy niej i popatrzyła jej uspokajająco w oczy.

_________________
AH SINBALA


|| Gdy zajdzie słońce, usiądź i obserwuj spadające liście. ||
|
                              ~~~~~    |    GŁOS                              
__________________|__________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admirał
Wojownik
avatar

Posts : 46
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Mokuzai Sakura   Sob Paź 22, 2016 10:24 pm

Od ostatniego spotkania z ukochaną minęło bardzo dużo czasu, gdzie mogła się podziewać. Choć liczył, że spotka ją na następny dzień po ich nocy, tak się nie stalo. Miewał czarne myśli, słuch o niej zaginął zero, nic. Admirał miał wyrzuty sumienia, że dał jej tak po prostu odejść... w nieznane. Szukał jej to tu, to tam... nic. Gdzie podziała się jego ukochana. Tymrazem wlazł na teren Sakury licząc, że ją spotka. Chód jego był spokojny, a oczy rozglądały się dookoła. Stop, stop, stop! Czy, czy to ona? Zastygł jak beton by w to uwierzyć, ale coś tam się działo...
- Enchantress! - krzyknął, bo takie jej imię znał - Serce zaczęło pracować jak dawniej, oczy kipiały, a tęsknota mijała. Uśmiechnął się i zaczął gnać w jej stronę niczym poparzony, a koptyta dudniły jak dzwony. Zobaczył też, że ma towarzystwo i ... no właśnie. Admirał jak tylko dobiegł, padł przy niej na ziemie. Delikatnie przytulił się do niej, a po policzku poleciała łza. Nie wstydził się swoich uczuć. Dopiero po chwili podniósł głowę i spojrzał na damę obok, wstał i ukłonił się.
- Witam. Nazywam się Admirał. Proszę wybaczyć, ale jestem, jestem ah... Westchnął i uśmiechnął się do klaczy mając nadzieje, że go zrozumie. Położył się znów obok niej.
- Kocham Cię.... Jestem przy tobie, nie bój się. - szepnął - Był szczęśliwy i dumny. Naprawdę to jego pierwszy potomek, którego tak pragnął. Cały czas starał się jej uśmierzyć ból, masując, ocierając pot z czoła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yenchan
Duchowny


Posts : 42
Join date : 01/10/2016

PisanieTemat: Re: Mokuzai Sakura   Nie Paź 23, 2016 10:56 am

Otworzyła zaciśnięte oczy. Biała sylwetka Aniołka, jej królewskiej pasierbicy, nagle dodał jej otuchy. Serce Yenchan zabiło wolniej, kara chciała pokazać, że jest silna, że to jej nie wykończy.
- Sin... - skrzywiła się paskudnie z bólu i zaraz roześmiała, co mogło tylko oznaczać, w jak kiepskim była stanie psychicznym. - Sinbalo. To dziecko.. trzeba chronić - mówiła. Nie myślała o sobie, o tym, że może ją czekać śmierć. Tych myśli nie powodowała jednak skromność i pragnienie jedynie dobra potomstwa. Kierowała nimi próżność i wiara w zdolności. Ona się dostosuje, owinie Ah Iskaandhara siecią swoich kłamstw, uniknie wyroku. Wierzyła w siebie i polegała na swoich umiejętnościach. Myślała o bękarcie. Rzeczywiście chciała dla niego dobrze, jego życie przedkładała nad wszystko. - Pomóż mi. Co mam.. powiedzieć twojemu ojcu?

Zwróciła upiorne, pełne bólu spojrzenie w stronę Admirała. Serce biło z wysiłkiem, skurcze męczyły ją. Przyszedł tutaj, czyli naprawdę ją kochał.
- Proszę, mój ukochany, nie mów nic do mnie - wydyszała, z wyrzutami sumienia spojrzała mu w oczy. - Powinnam była ci powiedzieć coś, wcześniej, wtedy - mówiła nieskładnie, miała nadzieję, że andaluzyjczyk domyśli się, o co jej chodziło. - O bogowie - kapłanka wykrzywiła się okrutnie i nie mogła powstrzymać krzyku. - Aah, Admirale, wyznam ci coś. Zaplątałam się we własne sieci.. ohh.. za chwilę.. - ból przerwał jej, klacz musiała odwrócić głowę w stronę drzewa.


The hidden message~:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Birke
Księżniczka
avatar

Posts : 6
Join date : 22/10/2016

PisanieTemat: Re: Mokuzai Sakura   Nie Paź 23, 2016 12:50 pm

Tydzień, dwa, potem miesiące. Mała klacz nie miała pojęcia kiedy i gdzie. Po prostu zaczęła istnieć, i z czasem zyskiwała coraz większą tego świadomość. Teraz... Słyszała i rozumiała cholernie dużo. O wiele więcej, niż mogli podejrzewać. Czuła niepokój. Strach towarzyszył jej prawie od samego początku, jednak dopiero niedawno zdała sobie sprawę, że wcale nie należał on do niej. To był niepokój jej matki, a zwiększał się z każdym dniem. Dziś osiągnął apogeum. Klaczka czuła, że to jakiś przełomowy moment. Coś się kończy. Coś zaczyna. Już czas.

Urodziła się.

Wszystko zmieniło się tak diametralnie, że przez chwilę zdawało jej się, że już jej nie ma. Przytłoczyły ją wszystkie doznania, które podczas ciąży były dla niej niedostępne. Światło, biłe i rażące. Nie była zdolna do otwarcia oczu. Głosy rozbrzmiewały setki razy głośniej, szumiały i odbijały się echem po jej umyśle. To wrażenie w końcu minęło, a przerodziło się w fascynację. Spojrzała w górę. Nad nią pochylały się trzy konie. Matka! Birke bardzo chciałaby powiedzieć jej coś, przywitać. Miło cię widzieć nie od środka! Nie wyszło. No trudno. Kolejny był inny. Biały, wyglądał jak duch. Mała nie znała go. I wcale jej się nie spodobał. Prychnęła i pzresunęła się w stronę trzeciej postaci. Ona, nie wiedzieć czemu, wzbudziła w małej zaufanie. Została obdarzona czymś w rodzaju uśmiechu. W wyobraźni wyglądał dużo, dużo lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ah Sinbala
Księżniczka
avatar

Posts : 62
Join date : 11/10/2016

PisanieTemat: Re: Mokuzai Sakura   Nie Paź 23, 2016 3:33 pm

Achałka była zdezorientowana, rzuciła do klaczy uspakajające spojrzenie, które być może podniosło ją trochę na duchu. Poród to ciężki czas, zdawała sobie z tego sprawę, mimo, że przecież tego nie przechodziła.. Ale znając los księżniczek, prędzej czy później to przejdzie.
Jej serce zabiło mocniej, słysząc pytanie Yenchan. Co ona ma teraz zrobić? Zdrada władcy... Zdrada króla Rakhairu.. Z.. Z nisko urodzonym ogierem z Posoki.. Myślała, myślała.. Otworzyła szerzej oczy.
-Powiedz mu..- zaczęła, jej głos lekko drżał. Wyobrażając sobie wyrok śmierci na niewinnym źrebaku, oraz Yenn, przeraziła się.. - Szanownemu ojcu, że to jego potomek. Nie zauważy.. Tego.- odpowiedziała, ulżyło jej. To było jedyne wyjście.. Dorośnie wraz z książętami, z nimi na równi... A król nigdy się nie dowie.. Nie zapłaci za grzechy jej matki.
Nawet nie zauważyła ogiera, który to przybył, dopóki się nie odezwał. A więc to on..- popatrzyła na niego uważnie. Czy to nie było lekkomyślne, nierozsądne, nieodpowiedzialne? Miała ochotę go o to zapytać.
Poród trwał, widziała cierpienie klaczy, widziała ile to trudu. Ale opłaciło się... Na świat przyszła całkowicie zdrowa, śliczna klacz. Sinbala patrzyła na nią ze zdumieniem.

_________________
AH SINBALA


|| Gdy zajdzie słońce, usiądź i obserwuj spadające liście. ||
|
                              ~~~~~    |    GŁOS                              
__________________|__________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yenchan
Duchowny


Posts : 42
Join date : 01/10/2016

PisanieTemat: Re: Mokuzai Sakura   Nie Paź 23, 2016 5:52 pm

Yenchantress westchnęła głośno przez nos, czuła, jak źrebak wyciąga raciczki na zewnątrz, jak powoli wypływa z niej. Przeszył ją skurcz, krople potu pociekły po ganaszach. Już czas, to już czas.
Wyłaź wreszcie! - wyła, ale w myślach. Z jej ściśniętego gardła dobywało się tylko chrapliwe rzężenie.
Ulżyło. Głowa opadła bezwładnie na pierś, ale zaraz poderwała się. Yenchan musiała być silniejsza, dla dziecka. Z bladym uśmiechem spojrzała fiołkowymi oczami na młodą klaczkę. Jej oczy były czarne, jak dwa małe kawałki błyszczącego obsydianu. Matka łagodnymi, stanowczymi ruchami zaczęła wylizywać sierść Ah Admirari z krwi i śluzu.
- Miło cię poznać - mruknęła łagodnie, z czystą miłością. Zwróciła oklejony potem łeb w stronę Ah Sinbali i uśmiechnęła się, patrząc na jej obecny stan, nieco makabrycznie. - To dobry pomysł, tak.. ten stary.. stary głupiec.. Admirari dorośnie jak księżniczka - na przekór pierwszym słowom uśmiechnęła się z miłością, nie panując do końca nad odbiciami emocji na pysku. Kochała Iskaandhara, naprawdę. Po prostu.. prawo jednego dnia. Nie była do końca normalna. - Dziękuję ci, Sin - powiedziała jeszcze; dziękowała nie tylko za poradę. A potem jej spojrzenie znowu twardniało. Przysunęła pyskiem Birke do swojego ciała, by młoda mogła napoić się mlekiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Birke
Księżniczka
avatar

Posts : 6
Join date : 22/10/2016

PisanieTemat: Re: Mokuzai Sakura   Nie Paź 23, 2016 6:32 pm

Już, tyle czasu straczyło by się przystosować. Cecha jakże przydatna... Słuchała uważnie, tym uważniej, że zaczynała rozumieć. To o to chodziło przez cały ten czas. Był płodem, ale nie była głupia! Emocje matki docierały do niej równo z pokarmem, ale nie tylko one. Strzępy myśli, pragnienia, te najbardziej ukryte. Znała to wszystko, chociaż nie do końca wiedziała, jak dostać się do nich. One same przychodziły. Wkrótce przestaną, zanikną całkowicie. To naturalne, tak powinno się dziać.
Spojrzała czarnymi oczami na matkę. Bez sprzeciwu poddała się wszelkim operacjom, jakie wykonywała na niej Yenchan. Była posłuszna. Czuła, że z jej matką nie wszystko jest w porządku. Coś się działo i nie sądziła by mogła temu zapobiec. Ale co mogła? Właściwie nic, zdecydowała się jednak nie wierzgać jak dzika. Nie utrudniać. I przede wszystkim nie opisywać szczegółowo wszystkich tych... czynności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ah Sinbala
Księżniczka
avatar

Posts : 62
Join date : 11/10/2016

PisanieTemat: Re: Mokuzai Sakura   Nie Paź 23, 2016 7:09 pm

Widząc to wszystko, przeraziła ją myśl, że ona również będzie musiała przejść przez to.. Przecież to istna męczarnia.. No ale taki był już świat- to klacze musiały się męczyć, ogiery nie wykonywały tych czynności.. Gdzie sprawiedliwość?
Spojrzała na młodą klaczkę. Wyglądała na zdrową i silną- nie było powodów do niepokoju. Podeszła bliżej i jako gest pozdrowienia, dotknęła chrapami jej nosa.
-Bądź zdrowa.- rzekła, uśmiechając się do źrebięcia. Cofnęła się do tyłu, jeszcze przez chwilę patrząc z zainteresowaniem na matkę i córkę. - Pani również, Yenchan.- dodała. - Dbaj o Księżniczkę.- ukłoniła się z uśmiechem. - Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy.- skinęła głową i odeszła, zostawiając rodzinę.

_________________
AH SINBALA


|| Gdy zajdzie słońce, usiądź i obserwuj spadające liście. ||
|
                              ~~~~~    |    GŁOS                              
__________________|__________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yenchan
Duchowny


Posts : 42
Join date : 01/10/2016

PisanieTemat: Re: Mokuzai Sakura   Nie Paź 23, 2016 8:24 pm

Podszczypnęła Admirari, bo przecież tak dla niej miała na imię, miękkimi chrapami w chudą szyję. Zimnymi, fiołkowymi oczyma spojrzała na Sinbalę.
- Będę - powiedziała i znowu przeniosła wzrok na młodziutką klacz. Zmrużyła ślepia, uśmiechnęła się. Zaczęła szeptać w myślach krótką modlitwę. Bogowie, miejcie ją w swej opiece. Pilnujcie jej, jak oka w głowie i strzeżcie przed gniewnym wzrokiem Iskaandhara.
Admirari zaczęła spijać mleko, więc Yenna ułożyła się wygodniej i westchnęła głośno. Kropelki potu zaczęły schnąć. Uspokajała oddech już zupełnie, wyrównała go idealnie.
- Muszę ci coś wyznać - wyszeptała do Admirała, który wciąż pozostał na polanie. - Powinnam była zrobić to wtedy, gdy się poznaliśmy, tak byłoby prościej. Znienawidzisz mnie, wiem, że tak. Ale muszę, muszę.. - zamknęła oczy, zimne jak lód, i oparła głowę o pień wiśni. - Powiedz coś - dodała wyzutym z emocji, zmęczonym tonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admirał
Wojownik
avatar

Posts : 46
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Mokuzai Sakura   Pon Paź 24, 2016 10:38 pm

To nowe wydarzenie w jego życiu, sam do do końca nie wiedział co ma robić. Prócz tego oczywiście, że był przy niej by wiedziała jak bardzo ją kocha. Był szczęśliwy, dumny i wzruszony. Czuł ogromną miłość, chciał obdarować nią ich dziecko. Planował jak to razem będą wspólnie żyli, tylko oni i ogromny świat. Chciał patrzeć jak będzie rosła, jak będzie cieszyła się chociażby tym, że zobaczy jak latają motylki. Skradły obie jego serce. Jednak... ta nieznajoma klacz zachowywała się, jakby Admirała w ogóle tu nie było, tylko mówiła jakoś dziwnie. Bardzo dziwnie. "Nie zauważy tego", "Szanownemu ojcu" co ona do jasnej cholery wygaduje. Niemalże ogier dostałby zawału, zawału serca! I wtedy dotarło do niego jak ta kremowa mówiła coś o tym, że ma być księżniczka. Oczy ogiera dostały czerwonych krwinek, jakby pękły pod wpływem ciśnienia jakie w nim było. Równie z tym bardzo mocno się zaszkliły, gotowe do rozpaczy. Jednak powstrzymał się na chwilę, by powitać córkę.
- Cześć skarbie, moje małe słonko... Powiedział do Admirari, lekko dając jej całusa. Uśmiechnął się do małej. Jednak, gdy wzrok matki spotkał się z nim, uśmiech znikł, wypalił się. Patrzył na nią tak jakby nie chciał wierzyć w to co zaraz powie, w to co będzie musiał uwierzyć. Oddech miał ciężki, cierpiący. Szczęka lekko opuszczona, jakby miała pomóc mu oddychać. Miał wrażenie jakby ktoś zaczął wbijać w jego ciało długie, tępe gwoździe. Wzrok utkwił w niej, a ciało zostało w bez ruchu. Mrugnięcia nawet nie były tak często jak to jest normalnie. Po jego obu policzkach poleciały słone, tak bardzo słone łzy... Pokiwał głową na boki mówiąc "nie", nie tylko nie to..
- Ta prawda mnie zabije, zabije, zabije, zabije... za..bije... Mówił coraz ciszej, a łzy leciały mocniej. Serce mu pękło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yenchan
Duchowny


Posts : 42
Join date : 01/10/2016

PisanieTemat: Re: Mokuzai Sakura   Wto Paź 25, 2016 5:14 pm

Widziała, jak na pysku Admirała malują się gwałtowne emocje, ogniste, niebezpieczne. Mocniej zawinęła się wokół nowo narodzonej córki, ogrzała ją ciepłem ciała, ale było w tym coś więcej. Czyżby chciała zasłonić ją przed gniewem kochanka?..
- Należę do władcy, do Ah Iskaandhara, tylko do niego - szepcze, patrząc twardo w oczy Admirała, nie pozwalając łzom wypłynąć na wierzch, pojawić się, oznaczyć słabość. Jej ciało dygotało. Przecież nie chciała jego krzywdy, jego cierpienia, jego wściekłości, nie. - Nie powinnam była, ale moje serce rwało się ku tobie. I zawsze.. zawsze będę cię kochała. Jeżeli ty czułeś kiedyś chociaż namiastkę tego, co ja - nie krzywdź naszej córki. Nie skazuj nas obydwóch na śmierć w oczach stada. Nie wyjaw nikomu prawdy - zaklinała. Zimne oczy, fiołkowe, głębokie jak bezdenne jeziora, wlepiły się w jego pysk, zamarzły, znieruchomiały. - Dla naszej córki. Niech dorośnie po królewsku. - Z jej tonu bił chłód, bo nie była już Enchantress, tą Enchantress koło pnia baobabu, z rozwianą grzywą i tęsknym spojrzeniem, to był inny dzień, a więc inna Enchantress.
- Wybacz mi, Admirale. Kiedyś - powiedziała z trudem, ale nie było w tym krztyny sensu. Wierzyła, że kiedyś jej wybaczy, wierzyła, że z własnej godności nie odmówi jej przysługi milczenia. Nie musieli stawać się najgorszymi wrogami. Kapłanka wierzyła w to. Choć ledwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admirał
Wojownik
avatar

Posts : 46
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Mokuzai Sakura   Czw Paź 27, 2016 8:35 pm

Serce ogiera zostało rozszarpane na strzępy, z jednej strony cieszył się narodzinami, a z drugiej strony poczuł się oszukany, jego wspaniałe plany runeły... Ogier zbliżył się i położył naprzeciwko niej samej, patrząc jej w oczy nie dając ucieczki wzrokowi. Chciał być pewien tego co ona mówi do niego, czy kłamie czy mówi prawdę. Na polikach zostały ślady łez, w postaci drobnych pasków...
- Skoro byłaś taka pewna, że należysz do swojego władcy... czego chciałaś... po co ci byłem ja? Po co? Chciałaś mnie zranić, zabawić się... Dla ciebie liczy się tylko żeby nasza córka została wychowana na księżniczkę, równie dobrze może zostać ze mną. Ale co, ja nie mam tyle co on, a to przecież za mało żeby wychować córkę w miłość. Liczy się jej przyszłość, jaka przyszłość... Kiedyś się dowie i nie wiem czy ci za to podziękuje. Mówił do niej ciszej, ale z żalem. Tak bardzo, tak bardzo cierpiał. Patrzył jej tak w oczy, tak patrzył...
- Skoro tylko do niego należysz, nie mogę pojąć po co Ci byłem ja. Głos ogiera był dyplomatyczny, oschły, gorzki. Zaczął powoli wstawać, podnosić się nadal na nią patrzeć.
- Zawsze będziesz kochała?? Zakpił z jej słów.
- Gdybyś mnie kochała nie zrobiłabyś tego, zabralibyśmy naszą córeczkę i zamieszkali razem, wolni... Oczy stada się nie liczą, gdy oboje się kochają. Ja dałbym za ciebie wszystko, swoje życie, reputację i cokolwiek innego co cię tak ogranicza. Nie mów więcej nigdy, że mnie kochasz. Nie wygłupiaj się. Ogier stał teraz i patrzył na Birke. Była taka malutka..
- Dzień narodzin, najpiękniejszy dzień zamieniłaś w piekło... mnie i sobie. Wrócił wzrokiem na Ench.
- Nigdy nie skrzywdzę naszej córki, bardziej niż ty. Zimno, chłód i srogość tak wyglądał jego pysk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yenchan
Duchowny


Posts : 42
Join date : 01/10/2016

PisanieTemat: Re: Mokuzai Sakura   Czw Paź 27, 2016 9:14 pm

Nie założyła maski, bo cierpiała, bo się męczyła. Ale musi, musi to zrobić.. bo nie jest sobą, nigdy, nigdy nie będzie. Dawna ona umarła, rozpłynęła się w krwi.

- Kim dzisiaj powinnam być?
Był taki oszukany, wykorzystany, zdradzony. Aż litość bierze, czyż nie? Dlaczego masz przepraszać, użalać się. Czyż nie takie od początku były twoje plany?


Nie uciekała wzrokiem, d z i s i a j nigdy tego nie robiła. Będzie bezpieczniejszy, mówisz? Kłamiesz. Zasługuje na prawdę, mówisz? Ja skłamię.
- Tak, Admirale. Moja dusza jest tego spragniona, serce nie robi, co mu każę. - Oczy o barwie fioletu rozgrzały się do czerwoności, skupiały energię białych błyskawic. - Nie zostanę z tobą, bo.. - kocham cię. Zamknęła oczy. Kocham cię w c z o r a j. - Bo cię wykorzystałam, bo zabawiłam się twoim kosztem, bo owinęłam cię w swoją sieć, w którą wpadłeś sam, z własnej woli, z własnej słabości - syczała jak wiedźma, palona na stosie, pieszcząca na języku ostatnie klątwy. - Myślisz, że wiesz, co się między nami stało.. Nie masz pojęcia. Nie masz pojęcia, czym jestem. - Jeszcze raz zmierzyła go wzrokiem. Nie wstydziła się. Nigdy. D z i s i a j. - Nieważne, podziękuje mi, czy nie. Powiem jej, gdy dojrzeje. Dam jej wybór, zostanie lub odejdzie do ciebie. Zobaczymy, jaki będzie jej wybór, czy będzie chciała na zawsze żyć ze swoim kochającym ojczulkiem - nie mówiła tego z ironią. Ona błyszczała jej w oczach, tyle.
- Ty... nigdy nie widziałeś prawdziwego piekła - powiedziała zduszonym tonem, a potem warczała dalej: - Nie kłam. Nic byś za mnie nie dał, nic a nic, bo byłeś tylko głupim ogierem, którego natchnęła noc, ogierem obok klaczy, dałeś sobie popuścić nerwom. Nie kochasz, nie wierzę ci. - Nie ma miłości, nie do mnie. - Komu to co zmieniło? Nikt by się nie dowiedział, gdyby nie ona - wskazała pyskiem Birke. - Miałam nie mieć już rui. Liczyłam. Tej nocy nie powinno się to zdarzyć, to dziecko, to łaska bogów. To przeznaczenie, to ich sądy, to ich wyrok. Kłóć się, zaprzeczaj. Bogowie... ukarzą - dodała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mokuzai Sakura   

Powrót do góry Go down
 
Mokuzai Sakura
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Sakura :: Sakura :: Dolina Kwitnących Wiśni-
Skocz do: