IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Włochate Drzewa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Włochate Drzewa   Czw Paź 27, 2016 6:02 pm



Ulubiony zakątek Tarniny. Biała klacz bengalska lubi się czochrać o kosmate pnie. Wtedy na sierści zostają jej co prawda zielone smugi, ale tylko do pierwszej kąpieli!
Ziemia jest tu miękka, gliniasta i także brudząca. Jednakże przyjemnie ziarnista i... ortopedycznie dostosowująca się do ciała.
Idealne miejsce na wypoczynek!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mazikeen
Rekrut
avatar

Posts : 25
Join date : 17/10/2016

PisanieTemat: Re: Włochate Drzewa   Czw Lis 03, 2016 7:45 pm

Biała wyłoniła się spomiędzy drzew, niczym zjawa, praktycznie jej tu nie było. W miekkiej glinie nie zapadała się Mazikeen, jedynie jej ziemska powłoka. Czy można więc powiedzieć, że...? Drzewa porośnięte mchem i porostem strzeliście sunęły ku górze. To swego rodzaju wyścig, pogoń za słońcem, a zwycięzców będzie niewielu. Walka o przetrwanie, piękny i nieoczywisty przykład. Nie było żadego szmeru, żaden dźwięk nie mógł jej ostrzec. Dzikie spojrzenie, ale bardzo skupione. Pędzle wieńczące ruchliwe uszy, zostały zuważone za późno. Albo wcale. Łowca spadł nagle, niespodziewanie, śmiertelnie. Nie, brakło centymetrów. Nagły skok, całkowicie przypadkowy. Bogowie mieli ją w swojej piece, ten jeden raz. Ten jeden raz, śmierć przeszła bokiem, a było blisko. Kocur z wściekłym sykiem zsunął się po śnieżnym grzbiecie, pazury zostawiły po sobie czerwone pręgi. Piekło, oj piekło. Klacz wierzgnęła gwałtownie, nie do końca potrzebnie, bo ryś zdążył już zmienić taktykę. Upadek zdezorientował go, ale tylko na chwilę. Zwinnym, kocim ruchem przeturlał się przez bok, stanął na łapy. Mazikeen na oślep zamierzyła się kopytami. Chybiła. Uderzenie ledwo musnęło zad zwierzęcia, prześlizgnęło się po płowym futrze. Jak błędny, błędny i brzydki, nietrafiony prezent. Ryś warknął, prychnął i skoczył. Nieobliczaliny w swej furii, pewnie bardzo, bardzo głodny. Desperant, biedaczek. Zamachnął się łapą, to był tylko blef. Zbyt późno dotarło to do ośrodka przetrwania i szybkiej reakcji w mózgu. Lewa przednia noga zbrokała sie krwią. I po pęcinie. Cholera! To się nie mogło skończyć tu i teraz i nie w ten sposób! Zęby wydały się odpowiednią bronią. Cios był szybki, chwyt mocny. Nie mogło być mowy o pudle, kiedy na języku poczuła ciepło, niemiłe w dotyku futro, szorstkie i pachnące piżmem. Miała ochotę splunąć. Postarała się, by smak satysfakcji wyparł z kubków smakowym paskudny odór drapieżnika. Ha, tak nie zachowuje się ofiara. To był hołd i dowód, właśnie składała przysięgę. Nie pozwoliła mu wymknąć się z uścisku szczęk. Zdrową kończyną przyparła rysia do podłoża. Głuchy chrzęst łamanej kości, zmiażdżyła udo. Kocur kwiknął, szarpnął się. Wzmocniła nacisk. Krew zalewała jej oczy, jej jasność umysłu. Nie było żadnej krwi, mało było ran. Wszystko działo się niewidocznie, subtelnie, pod osłoną płowego futra. Teraz drgał już tylko, a potem już nie. Zjawa nie dostrzegała tego, niee dostrzegała już prawie niczego, poza szkarłatną kurtyną. Co jest nie tak? Coś musiało być z nim nie tak! A może z nią? Bo to całkiem niemożliwe. Czy ryś nie żył, czy nie istniał? Nie chciała więcej być w tym miejscu. Nie była kapłanką, nie składała ofiar. Całopalenie dla Pani Lasu. To właśnie by się jej przydało. Lubiła tę boginię, dużo bardziej niż swoich własnych, pomyślałby ktoś, rakhairskich bożków. Chciała odejść teraz, jak najprędzej.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Włochate Drzewa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Rakhair :: Rakhair :: Dorzecze Bengharu-
Skocz do: