IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Alabastrowe skały

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Wto Paź 18, 2016 8:10 pm

Spokojnie przemierzałem tereny stada, zerkając na boki i upewniając się, że nikogo tutaj nie było. Starałem się dostrzec wszystkie podejrzane znaki mogące świadczyć o potencjalnych agresorach. No ale póki co miałem szczęście i na nic nietypowego nie natrafiłem. Nagle kątem oka dostrzegłem, że ktoś nadchodzi. Spora klacz, której nie kojarzyłem, a to mogło znaczyć tylko jedno - ktoś z innego stada! Spodziewałem się, że rzuci się do ucieczki i odruchowo spiąłem się, by rzucić się za nią w pogoń ale nie... ta nagle zaczęła zmierzać w moją stronę. Było to tak zaskakujące, że przez dłuższą chwilę nie wiedziałem co zrobić i jak zareagować. Zwłaszcza, że zbliżyła się do mojego zadu, podgryzając jego nasadę. A to przecież ja byłem ogierem i tradycyjnie to ja powinienem atakować jej tylną część ciała. Musiałem przyznać, że mnie tym gestem zaskoczyła i wybiła z równowagi. A jeszcze mocniej zaskoczyły mnie jej słowa.
- Chcesz... być zamknięta w lochu? - zdziwiłem się, podnosząc brwi i zastanawiając się, czy przypadkiem się nie przesłyszałem. Może to był jakiś żart? Albo sen? Czy coś w tym stylu?
- Do lochów? Oczywiście. Jak tylko chcesz. - zapewniłem ją zaskoczmy. Chciałem zarzucić jej linę, ale ta zasugerowała, aby tego nie zrobić bo pójdzie sama, więc nawet nie próbowałem używać sznurów.
- No dobrze, skoro tak wolisz. - stwierdziłem po dłuższej chwili, jak już otrząsnąłem się z zaskoczenia. Zignorowałem jej zapewnienia o piękności - Bóg zabraniał się tym zbytnio cieszyć, bo przecież liczyło się wnętrze.
- Dobrze, niech będzie, za mną. - oznajmiłem jej tylko i zacząłem podążać do lochów, od czasu do czasu zerkając za siebie, czy na pewno za mną podąża.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kālarātri
Szaman
avatar

Posts : 59
Join date : 17/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Wto Paź 18, 2016 9:20 pm

Ponownie machnęła ogonem, spoglądając na niego - tym razem uważniej. Czy doprawdy był tak głupi, jak sądziła? Ależ nie! Jeszcze głupszy. Zaśmiała się cicho, perliście, spoglądając na ogiera. Oczywiście cały czas grała szczęśliwą z zaistniałej sytuacji, pomimo, że jej zadowolone wynikało jedynie z faktu tego, jak łatwo mogła się pobawić uczuciami biednego siwka.
Przestąpiła z nogi na nogę, jakby niecierpliwa. Oczywiście nie zamierzała udawać Klaczy Która Jest Jak Kotka W Rui, jednakże tak drobna sugestia powinna pchnąć zakurzone trybiki w zegarku ogiera zwanym mózgiem. Nigdy co prawda nie odczuwała pociągu do samców jej własnego gatunku... w sumie to do żadnych samców, jednakże nie zmieniało to faktu, że ten nie zdawał sobie z tego sprawy. A to czyniło Grę jeszcze ciekawszą.
Czy muszę powtarzać dwa razy? spytała w duchu, przewracając oczami. Zaczynał ją nudzić, a to zdecydowanie nie wróżyło dla niego dobrze.
Cierpliwości, Kalaratri... Pozwól działać Daksayani, nasycisz się później.
- Rusz się - rzekła, popędzając go. - Bo wiesz... zawsze mogę zmienić zdanie.
Ponownie ugryzła go w zad, niby zalotnie, idąc ramię w ramię z nim.

z.t chyba?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sro Paź 19, 2016 11:15 pm

Jej śmiech mi się podobał, chociaż trochę mnie dziwił. Zwykle klacze spotykające nieznanych ogierów były bardziej przerażone. Z nią musiało być coś nie tak. Ale skoro zamierzała iść ze mną, to mi jej zachowanie nawet jakoś bardzo nie przeszkadzało, bo i czemu by miało. A może była taka... wypuszczona, skoro reagowała jak reagowała? To też było rozsądne wytłumaczenie. Nie czekając dłużej zacząłem ją prowadzić do lochów, upewniając się od czasu do czasu, że ta idzie za mną. Ugryziony spiorunowałem ją wzrokiem, ale nic nie powiedziałem, starając się udawać, że mnie to jakoś bardzo nie zabolało

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 5:13 pm

Biała klacz imieniem Tarnina wędrowała od wielu dni samopas. Szukała wyzwania, szukała przygody. Nudne jak flaki z olejem i ckliwe terytorium stada Sakura wywołały w niej potrzebę zmiany krajobrazu. Mogła oczywiście powrócić na własne ziemie, gdzie pleni się ród wojowników, ale odległe rewiry wydały się bardziej atrakcyjne. Dlaczego? Bo niezbadane.
Efekt był taki, że wędrowała przez zaspy i śniegi, praktycznie rzecz biorąc przez tundrę. Dzięki gwiazdom wiedziała o kierunkach świata. Była zbyt uparta by zawrócić. Przecież nie przegra z pogodą...
Zarżała cicho z ulgi gdy jej oczom ukazało się miło bulgoczące jeziorko, znad toni napłynęła fala ciepła. Gorące źródła! Klacz rozejrzała się uważnie, część krajobrazu przesłaniały kłęby białego oparu lecz mogłaby przysiąc że jest tu sama. Trzymając wysoko głowę, krokiem właścicielki weszła do jeziorka po sam brzuch. Kopyta porządnie bolały po długiej wędrówce, czas je przyjemnie odmoczyć. Zarżała z radością, potrząsnęła grzywą, zaczęła pić ciepłą wodę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 5:55 pm

Przechadzałem się terenami stada, uważnie sprawdzając wszelkie jego zakątki, upewniając się czy nikt nieproszony nie naruszył naszych granic. Póki co było spokojnie a ja nie zauważyłem niczego podejrzanego. I już miałem wracać do siebie, gdy nagle natrafiłem na ślady kopyt. Uważnie im się przyglądnąłem. Wyglądały na świeże, a zapach to potwierdzał, przy okazji każąc mi podejrzewać, że właściciel, czy raczej właścicielka ich jest klaczą, nienależącą do naszego stada. A skoro tak... to musiałem iść to sprawdzić. Ruszyłem śladami kopyt i po minięciu skały dojrzałem klacz w jeziorze. Uśmiechnąłem się i cofnąłem się o krok, chowając się za skałę. Skoro nie była od nas to prawdopodobnie będzie później wracać do siebie. No i skoro przyszła z tej strony, to uda się również w nią... a skoro nie znała tereny to prawdopodobnie wybierze tę samą ścieżkę. A to była szansa dla mnie. Zaczaiłem się za skałami, cierpliwie na nią czekając. W pysk chwyciłem jakieś kamień, planując ją zaatakować, gdy się tylko pojawi, w razie takiej możliwości uderzając ją w łeb. Ale pytanie, czy wybierze tę drogę, czy da się zaskoczyć, a nawet jeśli da, to czy odbierze to jej przytomność? Owszem, mogłem do niej zagadać, mogłem być uprzejmiejszy... ale ona mi się podobała i nie chciałem, by mi przypadkiem zwiała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 6:18 pm

To prawda. Tarnina wędrowała przez życie nawet się nie zastanawiając że zostawia ślady. Przeróżne. Od prozaicznych tropów  w śniegu i błocie po bolesne, choć na ogół tymczasowe kopniaki odrzucenia na sercach pobratymców.
Rozkoszowała się miłym ciepłem. Podziwiała subtelne piękno żeglujących oparów. Gdy w jednym miejscu mgła gęstniała, gdzie indziej się przerzedzała. Stałam w wodzie zanurzona po brzuch i lekko mąciłam wodę od niechcenia szturchając dno kopytem.
Nie wiedziała nic o białym arabie przyczajonym za skałą. Dla niego oczekiwanie mogło być podniecające, ale i nużące. Ona sama gdy się już rozgrzała i odpoczęła wyszła powolutku na wysłany drobnym żwirkiem brzeg ciepłego jeziorka.
- Ihha! Co za dzień! - zawołała. Wiedziała że jest tu sama i nie musi się przejmować co inni pomyślą. Nigdy nie musiała.
Potem powolutku obeszła dookoła całe oczko wodne. Wreszcie umiejscowiła się u stóp małego wodospadu. Woda była temperatury pokojowej, ogrzana przez inne gorące źródło. Spadała z wysokości na grzbiet białej klaczy. Tarnina przymknęła oczy z rozkoszą. Mogłaby tak spędzić cały dzień!
Wystawiała cierpliwość ogiera na próbę, wprawdzie nieświadomie. Stała pod "prysznicem" z wodospadu na prywatnej sesji SPA. Ktoś lepiej znający od Tarniny teren wiedziałby, że niemal tuż nad klaczą tam skąd spada na nią struga wody jest płytki basen wody na skalnym tarasie. Można tam się dostać niepostrzeżenie z zupełnie innej strony, niejako od kuchni. Wystarczy przemknąć kawałek w górę zbocza i przejsć wąską ścieżką. Szum wody i biały ciepły opar bardzo ułatwiają maskowanie każdemu koniowi, zwłaszcza białemu.
Klacz Tarnina nie miała na razie zamiaru ruszać się, tylko brała ciepły prysznic, ale można ją podejść przy odrobinie dyskrecji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 6:32 pm

Gdy sekundy, minuty i godziny mijały i mijały, a upływ czasu naprawdę ciężko poprawnie zmierzyć, gdy się jest koniem, zacząłem się niepokoić. A co jeśli jednak postanowiła pójść dalej? Co jeśli jeszcze zamierza coś zwiedzić, zobaczyć, oglądnąć, znajdującego się głębiej na naszym terenie? Albo co jeśli po prostu wróci inną drogą i mnie ominie? Nie mogłem tak ryzykować! Dlatego też postanowiłem w końcu wyjść ze swojej kryjówki i znaleźć powód przedłużającego się oczekiwania i ewentualnie ruszyć w pogoń, jeśliby jednak nie było klaczy. Jak się jednak okazało, niepotrzebnie martwiłem się na zapas... bo po chwili poszukiwań, znalazłem nieznajomą pod wodospadem. Zacząłem się do niej powoli zbliżać, skradając się możliwie cicho. Szum wody maskował moje krok, a ja byłem coraz bliżej i bliżej. Chwyciłem jakiś kamyk w pysk... i gdy byłem 3 foule od niej, to rzuciłem się w jej stronę galopem, doskakując do niej i próbując ją zdzielić kamieniem w łeb. Niezależnie, czy trafiłem i czy to ją chociaż na chwilę otumaniło, to zarzuciłem trzy liny na jej szyję, aby przypadkiem nie uciekła.
- Pójdziesz ze mną! - oznajmiłem jej pewnym głosem, tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 6:53 pm

Jej cichy czas odnowy biologicznej został urozmaicony głośnym chlupotem. To koń przedzierał się śmiało przez wody jeziora. Relaksujący huk wodospadu utrudniłby mi zrozumienie, cokolwiek by nie wołał, ale zdaje się że żadne słowa nie padły. Koń był naprawdę szybki. Klacz prychnęła i miała na końcu języka słowa "Nie hałasuj ordynusie". Był już blisko niej. Klacz pokazała zęby.
Zamachnął się łbem. Nawet nie próbowałam parować ciosu, nie sądziłam by cokolwiek mi groziło. Poczułam głuche, tępe uderzenie. Au! Jęknęłam i cofnęłam się, zadem uderzyłam o skalną ścianę i nieoczekiwanie okazało się że za ścianą wodospadu otwiera się jaskinia. Dziwne, jak mogłam to przegapić? Stanęłam pewniej na nogach, a ogier krzyknął na mnie, że mam iść z nim.
Klacz zarżała pogardliwie.
- Wolnego! Zostaję. - zarżałam. Czoło łupało i bolało. Na dobra sprawę nie wiedziałam że mam na sobie nawięzy.
Wspięłam się na tylne nogi i uderzyłam konia dwoma przednimi kopytami w pierś.
- Precz, idź stąd! - zarżałam rozgniewana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 7:11 pm

Dopadłem do klaczy, która chyba zorientowała się, co się święci, ale odrobinę za późno. Zdzieliłem ją kamieniem w łeb, co ją chyba trochę zaćmiło, ale nie bardzo... bo po chwili stanęła dęba, trafiając mnie kopytami w klatkę piersiową. A musiałem jej przyznać, że była naprawdę silna. Uderzenie zabolało a ja głośno kwiknąłem z bólu... ale nie zamierzałem się poddać. Szarpnąłem za sznury i pociągnąłem ją w bok. Jeśli dalej była odrobinę zaćmiona i do tego stawała dęba, to mogła się wywalić. A jeśli dała radę ustać to sam w nią wpadłem od boku, próbując ją powalić. Starałem się przygnieść ją do ziemi, by nie mogła wstać, a w razie sukcesu próbowałem jej obwiązać pysk jakąś liną a następnie związać jej ciasno przednie nogi, aby nie mogła wstać i chodzić. Udało mi się? Jeślibym sobie z tym poradził, to już bym ją prawie miał!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 7:18 pm

Tarnina, siwa klacz, zarżała z wyraźną drwiną i przyjemnością w głosie słysząc koński kwik. Wróg poczuł jej kopyta, dobrze... Nie spieszyła się z kolejnym ciosem. Spokojnie, niech ogier przemyśli sytuację i jeśli zechce wplątać się w coś czego będzie żałował, dam mu wycisk. Ciepła woda spływała po sierści, ale teraz nie miałam głowy na drobne przyjemności. Potrząsnęłam głową jak wahadło obserwując oględnie postać wroga.
Silne pociągnięcie zachwiało mną. Szczęśliwie zdążyłam opaść na kopyta. Ogier zwiesił się całym ciężarem na linach. Klacz zachrypiała i zaparła się wszystkimi nogami chcąc przeciwdziałać, po chwili od puścił i to dopiero wytrąciło siwą z równowagi.
- Ahr, drań! - rzuciłam jeszcze trzygwiazdkowe przekleństwo. Ogier był tuż i to mnie zmobilizowało. Zerwałam się na równe nogi zanim mnie na dobre unieruchomił (duża zręcznosć) i zaparłam zadem o ścianę jaskini. Dzięki temu gdy on chciał mnie zbić z nóg, znalazłam w tyle punkt oparcia.
Ukąsiłam konia w szyję rżąc chrapliwie.
- Precz! - wrzasnęłam dziko. Ta runda polegała na wywijaniu się i unikaniu jego napaści. Obiecywałam sobie wkrótce przejąć inicjatywę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 7:37 pm

Szarpnąłem z całej siły za liny, próbując powalić klacz na ziemię, ale niestety ta zdążyła opaść na nogi. Miałem nadzieję, że ją to chociaż poddusiło, odbierając jej chęć do walki. Wtedy zmieniłem taktykę i ruszyłem galopem, wpadając w nią. Była troszkę mniejsza ode mnie, więc miałem nadzieję, że ją powalę na ziemię, ale niestety to mi nie wyszło. W momencie zderzenia znajdowałem się zbyt blisko ściany jaskini, do której jakoś wpadliśmy, więc dała radę jakoś się podeprzeć... ale dalej miałem ją na sznurze. Więc niespecjalnie przejąłem się bolesnym ugryzieniem i po prostu szarpnąłem ją za sznur, ruszając w stronę wodospadu. Miałem nadzieję, że pętla mocniej zaciśnie się na jej szyi i na tyle ją poddusi, że ta straci ochotę do dalszej walki. A gdy pociągnąłem za sznur, odwróciłem się zadem do niej. Jeśli w tym momencie próbowała atakować, by na przykład uniknąć podduszania, to wystrzeliłem z zadu, starając się ją trafić w łeb. Liczyłem, że początkowe uderzenie jej w łeb i następujące po nim podduszanie spowodują, że ta w końcu zacznie słabnąć, robić błędy... a to mi umożliwi powalenie jej i spętanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 7:48 pm

Tarnina bardzo mało miała do czynienia z linami w życiu. Nie zdawała sobie sprawy czym grożą i jak są niebezpieczne. Początkowo wydawało się, że spłoszyłam i przestraszyłam ogiera, bo pokazał ogon i rzucił się ku wyjściu. Triumfalne rżenie klaczy odbiło się echem od ścian jaskini by urwać się nagle, gdy pętla zdławiła jej gardło.
Siwa klacz poczuła okropne szarpnięcie i deprymujące wrażenie urwania czegoś w szyi. Zachwiałam się, kolana przednich nóg się pode mną ugięły. Oczy zaszły mgłą. Mlasnęłam skołowaciałym językiem i czułam wibrację naprężonej liny. Roiło mi się, że biały ogier cierpi równie dotkliwie. Nie pomyślałam że on trzyma linę wygodnie.
Ze złowrogim zduszonym warknięciem skoczyłam za nim chcąc go dopaść i staranować nacierając od boku. Pech chciał, ze on był przygotowany. W ostatniej chwili udało mi się lekko skręcić, a i tak kopyta uderzyły mnie porażająco w prawą łopatkę.
- Iih...
Zagryzłam zęby i pokonując ból rzuciłam się do przodu. Wtedy noga odmówiła mi posłuszeństwa. Formalnie wpadłam na konia piersią taranując jego lewe żebra i jednocześnie straciłam oparcie w ziemi, zwaliłam się na konia ciężarem bezwładnego ciała. Wygięłam szyję gotowa gryźć i kopać. Leżeliśmy być może we dwójkę, on częściowo przygnieciony przeze mnie, a łopatka wściekle bolała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 8:00 pm

Rzuciłem się do ucieczki, dalej trzymając liny, które klacz miała na szyi... a to spowodowało, że te nagle zacisnęły się na jej szyi podduszając ją. Miałem nadzieję, że na tyle mocno odciąłem jej dostęp powietrza, że ta zaprzestanie dalszej walki a najlepiej straci przytomność. Niestety tak się nie stało i nieznajoma rzuciła się na mnie, co akurat zdążyłem przewidzieć więc wystrzeliłem z zadu, trafiając ją niestety tylko w łopatkę. Szkoda, uderzenie w łeb byłoby znacznie skuteczniejsze. Jednak jednej rzeczy nie przewidziałem: że ta uparciucha będzie kontynuować atak! Wpadła we mnie, taranując mnie, co spowodowało, że razem się wywaliliśmy na ziemię. Gdy tylko poczułem, że zostałem przygnieciony, to zacząłem kopać, wiercić się, wierzgać - próbując się jej z siebie pozbyć się i odsunąć na tyle, by być w stanie powstać. Jeśli mi się to udało zrobić przed nią, to momentalnie doskoczyłem do niej, obciążając ją swoim ciałem. Jeśli jednak również wstała, to kolejny raz szarpnąłem za sznur, podduszając ją, po czym rzuciłem się w jej stronę, próbując ją powalić. A jeśli udało mi się doprowadzić do tego że leżała, to starałem się obwiązać jej pysk oraz ciasno związać obie przednie i obie zadnie nogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 8:06 pm

Prawda o pojedynkach między końmi jest prosta. Jeśli leżysz, to leżysz. Naprawdę.
Siwa odsłoniła zęby i wbiła w grzbiet konia. Bolało niewątpliwie, może będzie krwawy ślad, ale biały arab nie zważał na nieprzyjemności i szarpał się z werwą.
Tarnina wyczuwała że był nieznacznie słabszy. Nie ruszała się chcąc oszczędzać siły. To była prawdziwa udręka. Jego szarpane, gwałtowne ruchy wywoływały jej ze łba echa uderzenia kamieniem. Porażona tym klacz rozluźniła szczęki i już go nie kąsała. Krótko później koń był niebezpiecznie bliski oswobodzeniu się.
Muszę wstać... muszę wstać...
Zebrałam wszystkie siły i podparła się nogami i zaczęła się dźwigać. Błąd. Biały arab momentalnie był na nogach. Patrzyli sobie z bliska w oczy.
Pociągnął za sznury i ją przydławił. Teraz zrozumiałam jak działają sznury. Szarpnął znów, a ja spróbowałam w ślad za pociągnięciem zbliżyć się do konia tak by podduszanie było nieskuteczne.
Potem przyszedł mi do głowy dziwny pomysł. Padłam na kolana jak wielbłąd. Siwy arab mógł się zdziwić temu nagłemu upadkowi. A może nie?
Gdy zabrał się do wiązania pyska, uderzyłam go z byka łbem czoło-czoło aż zobaczyłam gwiazdy. Miałam nadzieję że on też. Korzystając z chwili oddechu spróbowałam uwolnić się z choć jednej liny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 8:34 pm

Prawda o pojedynkach między końmi jest prosta. Jeśli leżysz, to jesteś przegnieciony i masz szybko rozerwane gardło. A sama walka to raczej "klasyczny bój spotkaniowy", świetnie znany z historii wojskowości. Stawanie dęba, kopanie przednimi nogami, gryzienie po szyi i kończynach. Po co się bawić w bardziej zaawansowane manewry, skoro brutalna siła powinna wystarczyć do skutecznej walki? Tutaj niestety konie stosują przydatne pomoce i bardziej zaawansowane środki. Takie jak na przykład liny. Co ma znaczny wpływ na przebieg starcia.

Kwiknąłem z bólu, gdy klacz wbiła we mnie swoje zęby. Krew zalała mi grzbiet ale adrenalina hamowała ból, pozwalając się skupić na walce. A skoro była w pozycji, która umożliwiła zrobienie jej tego, to silne wystrzały z zadu powinny ją trafiać, dlatego też puściłem całą ich serie prostą w upartą klacz, która mimo ciężkiej sytuacji nie zamierzała się chyba poddawać, jak moim zdaniem już dawno powinna zrobić. Uparciuch z niej. W końcu udało mi się powstać... tak samo jak i jej. Szarpnąłem za sznur, kolejny raz ją podduszając. Chyba było skuteczne, bo klacz bardzo dziwnie się położyła. A ja teraz miałem szansę. Dopadłem do niej, próbując jej związać pysk (udało mi się?) jednak w tym momencie oberwałem z bańki. Zaćmiło mnie, niewiele przez chwilę widziałem, ale zadziałałem instynktownie. Zrobiłem zwrot na przodzie, oddalając od niej swój łeb by go chronić i przy okazji prawdopodobnie kolejny raz podduszając nieznajomą. A skoro ta leżała jak wielbłąd... to miała bardzo, bardzo złą (czy raczej dla mnie dobrą) pozycję. Podniesienie z niej musiało kosztować ją sporo czasu, a niska głowa umożliwiła mi zastosowanie prostej, chamskiej ale prawdopodobnie skutecznej taktyki: po prostu zacząłem z całej siły prać z tylnych nóg, kopiąc ją ile tylko byłem w stanie. Puszczałem serię za serią, próbując trafić ją w łeb, licząc że to pozbawi ją przytomności. Jeśli jedno kopnięcie nie trafiło lub nie było skuteczne to puszczałem kolejne i kolejne. Aż nie padnie nieprzytomna lub też nie odskoczy gdzieś na bok - bo uciekanie do tyłu również nie byłoby skuteczne - wszak miałem ją na linach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 8:44 pm

Coś musi być magicznego w tutejszych koniach. Może jakiś zmysł telekinezy? Poprawne użycie sznura wymaga palców, zręcznych rąk, samymi zębami się nie da. Licencia poetica jednak ma swe prawa i konie jakoś liny zarzucają. Horse fantasy!

Siwa klacz berberyjska nie doceniła przeciwnika. Wprawdzie póki żuła grzbiet przeciwnika znajdowała się w pozycji w znacznej mierze poza zasięgiem jego kopyt. Zdarzenia toczyły się bezładnie, reagowałam bojowo i tak adekwatnie jak potrafiłam. Nigdy dotąd nie zawiodła mnie agresja i nieustępliwość. Ostatnio spróbowałam podstępu i z satysfakcją widziałam, jak ogier odwraca łeb i znów stara się wycofać.
Deja vu? Parsknęłam gdy poczułam znów pętle na szyi. Tak, deja vu, on odstępował by mnie przydusić. Wprawdzie jedna pętla była luźna, źle leżała, to moja mała szansa. Przekręciłam łeb do pozycji w której przy odrobinie szczęścia pętlica ześlizgnie mi się po pysku. O jedną linę mniej.
Za wcześnie na świętowanie. Oberwałam kopytami w łeb. Instynktownie rozpłaszczyłam się, policzek wcisnęłam w śliską chłodną skałę. Koń wycelował lepiej, w ostatniej chwili odsunęłam głowę, kopyta zagrzmiały w zderzeniu z podłogą. Chciał mnie zabić?!
Muszę, muszę walczyć...
Wybiłam się z zadnich nóg chcąc go staranować, póki jeszcze stoi kopytami na ziemi. Jednak źle oszacowałam odległości i zwaliłam się ciężko tuż obok konia, w tej samej linii (równolegle) do niego. Znowu źle, bo on stoi a ja leżę i łeb pęka.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam na niego, głos mi zadrżał na "w"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 9:06 pm

Szarpnąłem za linę, podduszając klacz, po czym zacząłem strzelać z zadu, raz za razem, próbując ją trafić w łeb, by pozbawić ją przytomności. Za pierwszym razem udało mi się trafić, ale ta niestety szybko zrozumiała o co mi chodzi, bo kolejne udało się jej uniknąć. No ale ona musiała się skupiać na unikaniu kopyt, co jej raczej uniemożliwiało powstanie, a ja spokojnie mogłem strzelać z zadu raz za razem. Nawet jeśli większość kopniaków byłaby w stanie uniknąć, to część musiałaby trafić w cel. Prosta matematyka, trywialny rachunek prawdopodobieństwa, okrutna statystyka. W końcu chyba zrozumiała, że unikanie kopyt na dłuższą metę nie jest dobrą statystyką, bo rzuciła się w moją stronę... ale chyba z powodu licznych uderzeń źle oszacowała odległość, bo upadła tuż obok mnie. Zignorowałem jej słowa - nie miałem czasu do tracenia na rozmowy. Spokojnie przycisnąłem ją do ziemi i chyba bez większych problemów spróbowałem obwiązać jej sznurami pysk a następnie przednie i zadnie nogi. Udało mi się? Jeśli tak to wreszcie ją miałem!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 9:13 pm

Siwa klacz berberyjska odchylała szyję jak obrażone dziecko. Brzydziła ją perspektywa pętania pyska. W głowie kołatała się myśl: "Jak to?" Wiedziałam że nie ma co próbować wstawać. Ciężaru konia nie uniosę. Łeb mi pękał, a ten natręt narzucał się w linami.
- Kretynie, przestań? Co ty mi tu pchasz na pysk? Zostaw! Tchórz i prostak! Zabieraj te sznurówki!
Ugryzłam go w nogę gdy brał się do pętania przednich nóg, a gdy zabierał się do pyska klęłam i uciekałam mordką. Jeśli ogier nie użyje więcej siły albo przebiegłości mogłam się tak droczyć uparcie bardzo długo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 9:21 pm

Słysząc jej głupawe pytania przekręciłem oczami.
- Co pcham? Liny! A teraz się uspokój bo oberwiesz! - wydarłem się na nią. Nazwanie mnie kretynem uważałem za nieuczciwe. Tchórzem? Była ode mnie silniejsza i zwinniejsza - czułem to. Gdybym walczył uczciwie, to bym nie mógł sobie z nią poradzić. Udowodniłby może swoją odwagę i głupotę. Więc użycie lin nie było tchórzostwem - było sprytem. A czy byłem prostakiem? Być może tak, ale wszystkie konwenanse uważałem za głupotę. Nie uważałem się za cywilizowanego konia. Udało mi się jej spętać przednie nogi (?) ale gdy próbowałem obwiązać jej pysk, to uciekania z głową.
- Ej, nie utrudniaj! - krzyknąłem, po czym próbowałem ją jakoś walnąć kopytem w łeb. Szarpnąłem za sznur, który miała na szyi, by przybliżyć sobie jej łeb, przygniotłem jakoś nogami szyję, by nie mogła jej podnosić i mnie gryźć. No i ponowiłem kolejną próbę obwiązania jej pyska a następnie również zadnich nóg. Musiałem ją porządnie unieruchomić, by móc ją spokojnie stąd zabrać. Była agresywna, silna i zwinna - a z takimi nie ma żartu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 9:28 pm

- Sam oberwiesz! - odszczeknęła i rzuciła kilka obraźliwych inwektyw. Była pozbawiona możliwości fizycznego zwiększenia dystansu, większej obrony i dlatego broniła niezależności swego pyska z zimnym rozmysłem i wielkim uporem.
Wyczaiłam moment gdy zamachnął się na nią i zrobiła w porę unik. Kopyto trafiło ją w obojczyk, bolało dotkliwie. Sarknęłam ze złości i bólu.
- Pożałujesz! - sapnęłam. Kąsałam jego nogę do ścierpnięcia szczęk, lecz on wytrzymał ból i związał mi przednie kopyta. - Odwal się a cię oszczędzę, puść mnie a daruję!
Znów bawili się w kotka i myszkę jakiś czas. Czułam niejaką satysfakcję z faktu, że ogier musiał się uciec do użycia sznurów. Przydławił mnie tak że nie mogłam mówić, ale opierałam się swoimi sztuczkami z szyją i uciekaniem pyskiem. Wtedy chwycił krótko i tak manipulował sznurem, że nie miałam już pola do manewru. Założył pętlę na pysk.
Leżałam spokojnie. Gdy zabrał się za pętanie zadnich nóg wycelowałam i trzasnęłam go kopytami, gdy się zbliżył. Mogłam tak długo. Dopóki się nie zmęczę. Mamrotałam coś przez knebel i gdy koń próbował wiązać tylne nogi, wierzgałam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 9:49 pm

Zadrżałem, słysząc jej groźbę... klacz była przekonująca. Ale szybko uznałem, że tak naprawdę jej krzyki są niemerytoryczne i pozbawione wszelkich podstaw. Nie mogła za wiele zrobić. Była prawie całkiem unieruchomiona. Znajdowała się w mojej mocy! Został... został teraz pysk. Kopnięcie co prawda nie trafiło ją w niego ale i tak chyba solidnie ją zabolało.
- Pożałujesz? Nie sądzę! - parsknąłem, po czym kwiknąłem z bólu, gdy mnie solidnie użarła w nogę. Na opatrywanie ran przyjdzie czas później - na razie związałem jej przednie nogi, tylko się śmiejąc w odpowiedzi na jej ultimatum. Dłuższą chwilę walczyłem z nią, gdy wciąż unikała pyskiem lin, ale w końcu obwiązałem jej pysk. No i zostały zadnie nogi, które u niestety u koni są znacznie silniejsze niż przednie. Spróbowałem je szybko związać, ale próba skończyła się tym, że oberwałem potężnym kopniakiem. Wtedy też zmieniłem taktykę. Zamiast wiązać nogi, zrobiłem na końcu sznura pętle. I mając takie lasso spróbowałem je jej narzucić na zadnie nogi. Jeśli raz nie trafiłem to próbowałem raz za razem. A gdy w końcu mi się udało za którymś razem trafić, to zaciągnąłem pętle i dodałem na wszelki wypadek z dwa węzły. Czyżbym ją miał? W końcu!
- Teraz będziesz grzeczniejsza? - upewniłem się. Owszem, nie mogła mówić... ale mogła przytaknąć ruchem łba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 9:55 pm

Nie mogła zrobić wiele teraz. Lecz konie Rakhair słynęły z pamiętliwości. A jeśli nawet nie, to zasłyną. Wszystko we mnie wołało o zemstę, prawdziwą radością był ten pisk bólu. Pragnęłam ugodzić go do głębi, a najlepiej wydostać się z tej przykrej sytuacji... Sekundy trwały dłużej niż zazwyczaj gdy trzeba się było mocować, a mimo ustępstw każda porażka dodawała sił by walczyć na swój sposób. Dalej. Wytrwale.
Zorientowałam się że tamten znów coś majstruje przy sznurze. Starałam się odpowiedzieć na to niebezpieczeństwo czyniąc moje wierzgnięcia niesynchronicznymi. Arab zarzucił pętlę na prawą nogę. Blisko kwadrans trwały starania i podchody, nim popełniłam błąd. Tuż powyżej kopyt pętla ścisnęła kostki. Zarżałam zawiedziona, brzmiało to bulgotliwie.
Na pytanie wyprostowałam szyję dumniej i zmierzyłam go sceptycznym spojrzeniem. Leżałam bez ruchu i oddychałam ciężko. Pokonana ale nie poskromiona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar

Posts : 91
Join date : 06/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 10:05 pm

Przygotowałem sobie pętle... ale niestety klacz się domyśliła, co zamierzam zrobić, bo zaczęła rzucać nogami niesynchronicznie, co utrudniało mi zarzucenie lin. I utrudniała naprawdę długo. Już się bałem, że nigdy sobie nie poradzę z jej zadnimi kończynami... gdy w końcu mi się to za którymś razem udało. Miałem ją! Lina związała jej obie zadnie nogi w pęcinach.
- No klaczko, już się tak nie denerwuj. Po co była ta walka? Jak widzisz i tak przegrałaś. - stwierdziłem, szeroko się do niej uśmiechając.
- Wybacz, że brak powitania i przedstawienia się... ale na to przyjdzie czas później. - oznajmiłem jej, po czym próbowałem sobie ją jakoś zarzucić na grzbiet. A jeśli mi się udało to po prostu z nią ruszyłem w stronę lochu.

/być może z/t?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarnina
Wojownik
avatar

Posts : 51
Join date : 27/10/2016

PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   Sob Lis 12, 2016 10:11 pm

Zwykle coś, co przychodzi z trudem, jest także cenne. Cenniejsze niż pójście na łatwiznę. Siwa berberyjka wiedziała że jest cennym klejnotem i bardzo, bardzo nie podobało jej się w jakiej sytuacji się znalazła. Robiła dobrą minę do złej gry. Patrzyła hardo.
Zżymałam się w duchu. Jak mogłam przegrać z tak drobnym ogierem? Nawet w jego ruchach było widać, że żaden z niego wojownik. Szeregowy koń.
I jeszcze się chełpił. Parsknęła przez nozdrza z niechęcią na jego słowa.
Potem z chłodną wyższością pozwoliła mu się męczyć z zarzuceniem siebie na grzbiet. Zdobywca? Zwycięzca? Dobre sobie. Szybko przyłożyła swoje siły by mu to umożliwić, pomóc i tym razem pokazać że sam nie dałby rady.
Później, w drodze w nieznane zastanawiałam się:
"Dokąd mnie to doprowadzi? Jak się zakończy?''

Z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Alabastrowe skały   

Powrót do góry Go down
 
Alabastrowe skały
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Posoka :: Posoka :: Przełęcz Lodowców-
Skocz do: