IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Czarcie Szczyty

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Czarcie Szczyty   Pią Wrz 30, 2016 7:35 pm


C z a r c i e    S z c z y t y
Ostre, kamieniste, tuż obok lodowca. Słyszysz echo, zwielokrotnione masą fal? Słyszysz życie? Wilka wyjącego do gór, orła skrzeczącego białemu słońcu? Zwierzęta oddają hołd Czarcim Szczytom. Własnym krzykiem, błaganiem. Nie strącajcie nas, Czarcie Szczyty! Nie zasłaniajcie nieba kurzawą kamienistego dymu, nie uderzajcie o ziemię okruchami skał! A Czarcie Szczyty są, ponure, majestatyczne, groźne.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Nie Paź 02, 2016 9:42 am

Cienkie źdźbła gięły się pod jego kopytami, suche trawy ustępowały mu pierwszeństwa na drodze na szczyt. Ciemny ogier zastrzygł uszami, uniósł łeb ku słońcu, jak zawsze skrytemu za zasłoną lepkiej mgły. Piął się coraz wyżej, goniąc za samotnością. Powietrze było coraz rzadsze, grunt coraz bardziej kruchy i niestabilny. Wiatr wył, wył głośno i zaciekle, pienił się w powietrzu, wysysał tlen z płuc. Noga za nogą. Krok za krokiem. Uniósł wzrok i napotkał spojrzenie cudzych oczu. Żółtych, ptasich, złych, mściwych. Oczu matki, która tym spojrzeniem deklaruje bronić swoich piskląt, znajdujących się zbyt niedaleko.

Łoskot skrzydeł. Orlica poderwała się, skrzeczała strasznie głośno, chrapliwie. Kary splunął na kamienie, zarzucił grzywą rwaną wiatrem. Był gotów, gdy spadł pierwszy atak, jak się tego należało spodziewać, szponami. Stanął dęba, dość ociężale, bacząc przede wszystkim na to, by utrzymać się na nierównej skale. Cios kopyt był mocny i stabilny. Ale nie dość szybki, by uszkodzić ptaka. Czubki musnęły pierś orlicy, wytrąciły ją z równowagi, zaburzyły trajektorię lotu. Skrzek, pisk, wirujące pióra, białe i brązowe. Samica uleciała w górę, zapikowała. Dziób, haczykowaty i ostry jak brzytwa, zalśnił w słońcu. Salem odskoczył, z trudem balansując na kamieniach, i zrobił szybki, silny kopniak tylnymi kopytami. Ugodził orlicę silnie, odrzucił ją na dobre dwa metry. Ptak krzyknął i zrobił ostry zwrot, łoskocząc skrzydłami. Okrążył Salema, na swoje nieszczęście dając mu czas na zebranie się, i wykonał gwałtowny atak. Koń znowu wspiął się na tylne kopyta i zaatakował przednimi, tym razem jednak chybił, a orle pióra uderzyły go w pysk, zakryły oczy. Opadł ostro na cztery nogi i jął potrząsać zaciekle głową. Orlica dała za wygraną dopiero, gdy uderzył czołem o ziemię. Zerwała się, udziobała go w pęcinę. Salem znowu wspiął się na zadnie nogi, przodami zawirował w powietrzu, kłapnął zębami; czystym przypadkiem udało mu się ucapić ptasi ogon. Poczuł na języku gorzki smak piór, pociągnął z trudem i cisnął na ziemię. Miał ją, nareszcie ją miał!

Wtedy ziemia ukarała go za brak rozwagi i ostrożności; uciekła mu spod kopyt. Jakiś luźniejszy kamyk zemścił się, przekrzywił. Salem w jednej sekundzie znalazł się na ziemi i począł zjeżdżać w dół. Kłapnął desperacko zębami, chcąc schwycić któryś z korzeni wystających w skale, ale kolejnym zrządzeniem losu udało mu się zacisnąć kły na orlim skrzydle. Pociągnął ptaka w dół. W szybkim tempie sunął po skale, szerzej otworzył oczy, czuł chłód na karku. Spróbował się okręcić, spowolnić upadek. Orlica zaryła dziobem i szponami w kamyki, złapała balans, jednak Salem wciąż był uczepiony jej skrzydła; zaciśnięte zęby skrzywdziły orlicę. Pióra, mięsień, kruche i puste w środku kości, wszystko to pokruszyło się jak szkło, oderwało od ciała, rozlało krew. Ptak krzyczał makabrycznie z bólu, krew sunęła skalnym żlebem, kapała na pysk czarnego ogiera, któremu chwila zwolnienia wystarczyła, by zaprzeć się kopytami. Znowu parł naprzód, w górę, do ptaka. Oderwana połowa skrzydła nie zatrzymała się na kamieniach, wiatr spuścił ją w dół, krwawymi plamkami zdobiąc kamienie i sierść Salema. Ogier zarzucił łbem, capnął ogon orlicy, pociągnął. Bezwładny ptak potoczył mu się pod kopyta, jasnożółte oczy rozszerzyły się z przerażenia i bólu.

Kary nie posiadał tylu emocji, ile chciał. Spuścił kopyto prosto na czaszkę orlicy-matki, prosto na oczy w kolorze malowanego kredkami słońca. Kość trzasnęła sucho pod naciskiem, krew popłynęła obficiej, ciągnąc ze sobą kawałki niewielkiego mózgu. Ogier zaklął tylko pod nosem, splunął. Wysunął kopyto do przodu, za trupa orlicy, i ostrym ruchem zrzucił ją za siebie, w dół, ciemność. Wstrząsnął grzywą. I zaczął przeć naprzód, jak gdyby nigdy nic, ścieżką utworzoną ze strug posoki. Wziął tylko jedno, długie pióro. Całe czerwone.

[z/t]

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Nie Paź 02, 2016 7:11 pm

Wrócił. Zatęsknił za pięknem, surowym pięknem Czarcich Szczytów.
Powietrze gładziło go po nozdrzach, szczypało w oczy chłodnymi powiewami. Myślał o białej Zjawie. O białej Zmorze. O białej... białym golemie... Trzy śnieżnobiałe klacze, które poznał do tej pory. Każda była inna. Zapiekła wojowniczka, ulotna dusza, klacz, która szła naprzód w skórze wilka.
Jakież to przepięknie dwuznaczne. Tupnął nogą, wsłuchał się w echo. Patrzył na niebo. Tym razem był nisko, nisko w partiach gór.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baek Ah
Książę
avatar

Posts : 62
Join date : 29/09/2016

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Nie Paź 02, 2016 7:15 pm

Zimne powietrze powiewały z cichym świstem, dając uczucie samotnej pustki. skupienie się w takim miejscu było trudne, gdyż słysząc własny oddech, bicie serca, wyraźne myśli, wszystko jest rozpraszające, przybijające do uczucia samotności.
Lekko trzepotał skrzydłami biały kruk, który to zimne tereny zamieszkiwał od dawna. Porastały go gęste pióra utrzymujące właściwą temperaturę ciała.
Przysiadł na gałęzi, zerkając w dół- pod nim znajdował się jakiś koń. Zakrakał, wymachując skrzydlami, dając znać o swojej obecności.

_________________

~YOU CAN CALL ME MONSTER~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Nie Paź 02, 2016 7:22 pm

Uniósł czujne uszy, nie dał się spazmatycznym uczuciom lęku i odrzucenia. Nie dał się... bo nie mógł. Krew wrzała, ślepia o barwie błękitnych kamieni świdrowały białe pióra, czerwone oczy. Sycił się jego widokiem. Żałował, że nie może przemówić w mowie kruków. Naprawdę tego żałował.
Pióra. Pióra trzymające ciepłotę ciała. Zazdrościł mu. On musiał nabyć odporność... samoistnie. Zbliżył się do konaru, powoli. Nie obcował z ptakami, nigdy, latały tylko nad jego głową, krakały. Kiedyś lizał krew jednego z nich. To było desperackie. To był głód. To było Piekło.
Podszedł jeszcze trochę. Patrzył.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baek Ah
Książę
avatar

Posts : 62
Join date : 29/09/2016

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Nie Paź 02, 2016 7:39 pm

Ptak zakrakał, po raz kolejny, to było coś w rodzaju odpowiedzi.. Wyczuwał w atmosferze niespokojny chaos, który przepełnił czyjeś wnętrze.
Kra, kra.
Nie posiadał własnych, złożonych myśli. Miał instynkt, a on praktycznie nigdy go nie oszukiwał.. Instynkt zawsze był z nim szczery, nie mógł w sumie sam sobie zaszkodzić.
Obcy go obserwował, bardzo dokładnie, jakby sama żywotność kruka, była nasycenie. Ptasie oczy skierowały więc wzrok ku błękitnym ślepiom konia, patrząc, patrząc mądrze, oczekując.

_________________

~YOU CAN CALL ME MONSTER~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Nie Paź 02, 2016 8:10 pm

Kracz, kracz. Rób to, mówiły bladobłękitne ślepia, tryskając iskrami. Czekał, ale kruk też czekał. Wiatr sypał jego piórami, były białe jak śnieg.
Chodź do mnie, prosił go. Naprawdę, prosił go, choć to nie wystarczy. Nie wszystkie prośby, choćby wykrzyczane spadającym gwiazdom, spełniają się. A nawet rzadko które.
Co powinien zrobić? Czekał na jakąś wskazówkę. Kruki są mądre, kruki same wybierają swoich towarzyszy, kruki wiedzą, z kim chcą iść. Chcą iść same...
Nie bądź sam, prosił go. Bądź ze mną.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baek Ah
Książę
avatar

Posts : 62
Join date : 29/09/2016

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Nie Paź 02, 2016 8:45 pm

Słuchał głosu, obcego, lecz doskonale go rozumiał, mimo różnic, wielkich różnic, wydawało się to znajome, ciekawiło go..
Zatrzepotał skrzydłami, po czym zakrakał, jak to kruk... Tylko, że on był wyjątkowy, jego czerwone ślepia, jego śnieżnobiałe pióra- albinos, albinosy dają szczęście. To dar od bogów, czyż nie?
Zamrugał, a po chwili przekrzywił się do konia swoim profilem, by móc jednym, krwistym okiem spojrzeć mu w jego błękit.
Samotność.. Czy Ci przeszkadza?- zdawał się pytać wewnętrzny głos.

_________________

~YOU CAN CALL ME MONSTER~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Pon Paź 03, 2016 5:52 pm

Oczy. Mądre oczy w kolorze krwawego kwarcu. Mówiły do niego wyraźniej niż słowa. Wiatr gwizdnął, przesunął się po uszach karego ogiera. Pasma krótkiej grzywy znowu wyprawiały coś dziwnego na jego grzbiecie.
Samotność idzie za mną całe życie. Potrzebuję... odmiany.
Oj tak, był wyjątkowy, był inny. Salem łapczywie chłonął jego widok. To rzadkość. Iskry w niebieskich oczętach, mowa ciała wyrażała ciekawość, głęboką, niemą prośbę;
Bądź moją odmianą.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baek Ah
Książę
avatar

Posts : 62
Join date : 29/09/2016

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Pon Paź 03, 2016 7:04 pm

Mądre ptaszyska.. Oczywiście. Albinosy kruk, był w świetnej kondycji fizycznej, choć jego psychika sięgała już wielu, wielu lat.. Można rzec, że wcielenie kruka, jest dość krótkie i nowe... Miewał ciała znacznie mniej sprawne, choć nie przeszkadzało mu to... Ile czasu pozostanie opatulony śnieżnobiałymi piórami.
Więc mnie nie zawiedź, i bądź ciekawy.
Sfrunął lekko, niczym pojedynczy liść z drzewa, jakby czas się zatrzymał. Krwiste ślepia błysnęły, skierowały wzrok w te błękitne, należące do kogoś innego.
Biały kruk przysiadł na grzbiecie konia. Co go czeka?

Towarzysz oswojony, gratulacje!~~

_________________

~YOU CAN CALL ME MONSTER~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Pon Paź 03, 2016 7:10 pm

Salem uśmiechnął się w duchu, patrzył na białego kruka zachłannie. Białe pióra załopotały, ciało podniosło się, przewinęło przez niebo... Ostre pazurki schwyciły kłąb ogiera, Salem trącił go chrapą, sprawdził, czy rzeczywiście.
Rzeczywiście.
Nie zawiodę...
Oby tak było naprawdę.
Po chwili tylko cichnący tętent kopyt pozostał śladem za karym ogierem.

[z/t] dzięki piękne ^^

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sora
Doradca
avatar

Posts : 61
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Sob Paź 08, 2016 4:05 pm

Parł w górę zbocza nieuważnie wybierając ścieżkę dla kopyt między odłamkami. Tak naprawdę nie był zmęczony. Czuł mrowienie w nogach, w których wysiłek fizyczny pobudzał krążenie. Żadko miewał problemy z ogrzewaniem. Jak na konia pustynnego przystało... albo i nie. W Piekle nawet dziedzictwo rasowe i spuścizna genów rządziła się własnymi prawami. Było zimno - achał tekiny musiały się przystosować. Nikt nie będzie mówił naturze co ma robić! Sorinowi podobało się to rozczeniowe podejście. Ostatnio był nieco rozdrażniony. Bez konkretnej przyczyny, ale życie działało mu na nerwy. Pewnie to przez bezczynność i nudę. Zdecydowanie musiał znaleźć sobie jakieś zajęcie. Długo nie widział też Szynki, który praktycznie zapadł się pod ziemię jakieś dwa tygodnie temu. Rozstali się tuż po przybyciu na Shaenavis. Pewnie zajmowało go 'anektowanie' jak to lubił się wyrażać. Albo znalazł sobie kogoś... Albo oba naraz, kij wie. W przeciwieństwie do Sorina, był człowiekiem (koniem?) czynu, i zwykle działał błyskawicznie i do końca.
Na ziemi odciśnięte były ślady. Kopyt, ale nie tylko. Ktos był tu całkiem niedawno. Sora nie był najlepszym tropicielem i z tego co widział wywnioskował mniej więcej tyle, że poprzedni zwiedzacz dreptał uparcie w kółko. To musiało być zabawne.
Miłe mrowienie mijało, a noga zaczynała sztywnieć. Zatrzymał się i prychnał z frustracją. Dobrze byłoby odnaleźć jakieś źródełko i ochłodzić ścięgno. Wody nie było w zasięgu wzroku, były natomiast czapy śniegu, rozrzucone w nieładzie co kilka metrów. Sora przystanął przy jednej z nich i rozgrzebał czubkiem kopyta.

_________________
214782
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Sob Paź 08, 2016 5:33 pm

Czarcie Szczyty, przybywajcie.
Serca nasze przenikajcie.
Rozpłyńcie się, me źrenice, -
Toczcie smutnych łez krynice.
Słońce, gwiazdy, omdlewają, -
Żałobą się pokrywają.
nie dobra dość

Salem ze stukotem smolistych kopyt biegł pod górę. Biały kruk zataczał koła nad jego głową, skrzeczał jak jastrząb. Kilka kamieni pociekło mu spod kopyta jak jakiś febrolony strumyk. Truchtał, wymijając chrupoczące gałązki i luźniejsze odłamki skał. Obserwował linię horyzontu, bez zachwytów, w zasadzie bez żadnych emocji. Światło wypalało mu oczy. Było upierdliwe. I było wszędzie.
Nagle, zupełnie bez związku z poprzednim, pomyślał o swoim braciszku, jak mu tam było, Osra, Osrin czy Zesrin, nie, jeszcze inaczej. Pogmerał w obnażonych nerwach pamięci i wychwycił. Sorin. W zasadzie trochę czasu minęło, odkąd zostawili się nawzajem na obrzeżach krainy. Odkąd opuścili Piekło.
Szerzej otworzył oczy.
- Och - stwierdził neutralnie, przyglądając się postaci stojącej trochę przed nim, również prącej w stronę szczytu. - Braciszku! Przeżyłeś - powiedział z lekkim uśmiechem, podchodząc do karej - chyba, nie chce mi się sprawdzać - postaci.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sora
Doradca
avatar

Posts : 61
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Sob Paź 08, 2016 6:12 pm

Spoiler:
 

Obejrzał się leniwie słysząc za sobą znajomy głos. W jego stronę dreptał, kary i jak zawsze majestatyczny, Szynka. Sora zawiesił na nim wzrok analizując wszelkie aspekty zewnętrzne. Jego zdaniem Salem nie zmienił się ani trochę. A może zwyczajnie nigdy nie przyglądał mu się dostatecznie uważnie. Primo, nie przyglądał się uważnie praktycznie nikomu a takie szczegóły jak wygląd albo na przykład imię zwyczajnie wylatywały z jego pamięci. Drugie primo - nigdy tak naprawdę nie byli sobie szczególnie bliscy. W Piekle praktycznie wszyscy byli ze sobą spokrewnieni ten czy inny sposób. Czysta patologia i materiał do napisania mitu greckiego.
- Ano cześć, cześć - parsknął, wypluwając jednocześnie przez nozdrza kłąb pary. Zastanawiał się chwilę, czy aby nie powinien się obrazić za to ostentacyjne stwierdzenie, ale ostatecznie uznał, że nie ma o co. Albo że mu się nie chce, niepotrzebne skreślić.
- Jak tam twoja kiełbaska? - rzucił starym jak cztery lata żartem. Oczywiście, metaforycznym. Nie interesowała go żadna tam kiełbaska (co to w ogóle było?), ale ogólnie...samopoczucie? Życie? Kariera zawodowa albo pożycie małżeńskie. Takie tam, końskie codzienności.

_________________
214782
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Sob Paź 08, 2016 6:40 pm

Salem strzepnął uchem, biały kruk zakołował nad jego głową i przysiadł gdzieś w pobliżu, wodząc po nich ślepiami w kolorze erytrocytów. Ogier parsknął lekko i zaskrobał kopytem o ziemię. Suchy dźwięk przetoczył się po górach, fala akustyczna odbiła się echem od skał.
- Dość spora urosła od czasu naszego ostatniego ogniska - mruknął ze złym uśmiechem, zamiatając ogonem po pęcinach. - Może cię to zdziwi... ale miło cię widzieć. - Salem popatrzył na jego oczy ze średnio radosną miną.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sora
Doradca
avatar

Posts : 61
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Sob Paź 08, 2016 7:36 pm

Przekrzywił łeb i wyprychał pod nosem coś na kształt przytaknięcia. Liczył, że usłyszy coś, co go zainteresuje i pozwoli przerwać bezbrzeżną nudę, w którą zatapiał się coraz bardziej. To niebezpieczne zjawisko, tymczasem on tkwił zanurzony już po brzuch. Już niedługo zacznie brakować mu oddechu a wtedy... Potrzebował się wyrwać i to jak najprędzej. Trochę kręciło mu się w głowie. Nad nimi krążyły dwa spore ptasiory w kolorze brudnego prania, które ktoś zrzucił ze sznura i utaplał w mule. Swoją drogą, co potem zrobił z tym sznurem? Sora nawet to sobie wyobrażał.
- Pierdzielisz... - mruknął zrezygnowany - W sumie, oboje pierdzielimy. Jak dwie smętne babuszki po całonocnej libacji alkoholowej - ożywił się na chwilę, kiedy barwny obraz rozkwitł pod jego czaszką. Zaraz zniknął, niestety - Trzeba mi jakiegoś zajęcia.
Spojrzał na niego nieco krytycznie, nieco przekornie.
- A ty? Masz jakieś zajęcie? Trafiłeś do Posoki, jak węszę?
Był upośledzony społecznie, owszem. Ale nawet on dostrzegał i zdawał sobie sprawę, że jakoś trzeba pociągnąć tą dyskusję. Żeby nie stała się rozmemłanym kłębkiem melancholii i sentymentów, bo to byłoby naprawdę smutne. I obrzydliwe. Zaraz zaczną smarkać na siebie nawzajem. Aż wzdygnął się, porażony tą wizją.

_________________
214782
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Sob Paź 08, 2016 7:54 pm

Również przekrzywił łeb, prawie w tej samej chwili i prawie identycznym gestem, nawet nie próbując tego przezwyciężyć. Biały kruk dziobnął go w pęcinę i, trzepocząc skrzydłami, wdrapał się na grzbiet. Salem prychnął mu w dziób powietrzem z chrap.
- Ja nie wiem, czego ty się naoglądałeś. Wyjście z Piekła ci chyba nie służy - stwierdził, a na udokumentowanie jego słów któryś z ptaków w kolorze brudnego prania (no ok) zesrał mu się tuż pod nogi. Salem warknął, ale nic nie zrobił. Nie będzie przecież skakał za ptakami, wywieszając ozór i machając nim jak dziki kundel, starając się go dosięgnąć.
- Poskacz sobie, porozgrzewaj kolanka, pokręć głową. Zajęcie w sam raz. - Kpina wyciekała z bladobłękitnych oczu. Salem machnął znowu ogonem, ot tak żeby nabić linijki posta, co ja się będę wysilać hehehe.
- Ano. - Kiwnął głową w zadumie. - Dupa mi przymarzła do tronu, że tak się wyrażę. Chyba rozumiesz - stwierdził. Oczy mu błyszczały.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sora
Doradca
avatar

Posts : 61
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Sob Paź 08, 2016 8:23 pm

Salem powielił jego odruchowy gest z miną, jakby doskonale zdawał sobie sprawę, jak to wygląda, ale ostentacyjnie miał to gdzieś. Sora zmrużył oczy z irytacją. Czemu to aż tak go rozstroiło? Ot, zwyczajne, czasem się zdarza. Zdawało mu się, że dawno wyrzucił z pamięci niektóre sprawy. Zdawało mu się. Ale teraz zaczynał wątpić. Z premedytacją zepchnął niechciane myśli wgłąb umysłu.
- Owszem, trochę świruję - potwierdził śpiewnie, specjalnie akcentując nie te co trzeba sylaby. W tym momencie tuż u jego stóp wylądowało świeże gówno, równie srakowatej barwy co jego wydaliciel. Sora cofnął się z co najmniej zdegustowanym wyrazem pyska. Postanowił nie komentować, chociaż bardzo, bardzo miał ochotę.
Rozbierz się i ubrań pilnuj. Równie świetna porada. Chociaż nie. Nie miał ubrań, więc Salemowe mądrości w tym przypadku były górą.
Co? Co to ma być za spojrzenie? Błękitniuchne tęczówki Salema błyskały kpiąco. Równie lodowate ślepia Sorina zwęziły się gniewnie. Brwi drgały niezdecydowane pomiędzy "Darzę cię pogardą plebsie", a "Jak śmiesz brudna rzepo". Opanował się. Chwilowo.
- Ty to umiesz się ustawić - mruknął. Czuł się bardzo nie haraszo. Zdawało mu się, że kary usilnie stara się go sprowokować, jednak równie dobrze mogło to być kolejne urojenie wynudzonego do granic umysłu. Z początku w tej rozmowie wiało chłodem. Jak w całej ich relacji od bardzo dawna. Chłód, zimno i błękit. Odpowiedni, spokojny i bezpieczny kolor dla nich dwóch. Bywały jednak chwile, kiedy skala barw nagle zmieniała się diametralnie. Emocje w mgnieniu oka przeistaczały się w fioletowe, zielone, potem żółte, pomarańczowe. A na końcu wybuchały ognistą czerwienią i wtedy było już zwykle za późno, by powstrzymać pożar.
Salem przyglądał mu się w milczeniu. Oczy mu błyszczały.
- O co ci chodzi? - brzmiało to niemal jak "Masz jakiś problem?" Istna prowokacja.
Sora odwzajemnił spojrzenie wysyłając zakamuflowane, telepatyczne wiadomości. Czekał, przyczajony. Na razie wciąż tylko mentalnie.

_________________
214782
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Nie Paź 09, 2016 8:42 am

// ej Osrałko zanim będziemy na siebie prychać i mehać może najpierw wymyślmy do końca o co

Kary ogier uniósł nieznacznie brwi, widząc, że Sora jest podenerwowany. Ale dlaczego? Sam nie miał zbyt dobrych skojarzeń z ich relacją, ale wolał puścić to w zapomnienie - przynajmniej częściowe, byle tylko nie rzygać żółcią za każdym razem, gdy obok siebie przejdą. To co najmniej irytujące. A najgorsze jest to, że zazwyczaj to Sora wychodził na tym lepiej niż jego starszy brat.
- Widzę - stwierdził sucho. - Ale dlaczego? - Cofnął się o krok, jakby ustępował mu pola, jakby uciekał przed tą rozmową. Jakby próbował pozbyć się ze swojej osobistej przestrzeni kwaszącego i mierżącego go elementu. Zarzucił pyskiem z niezadowoleniem, odczytując mentalne wiadomości wyzierające z ruchów brwi Sorina. Plebsie?, mówiły z rozbawieniem jego oczy. To ty tu jesteś plebsem. Prawo pierworództwa, braciszku. A brudnej rzepy nawet nie skomentował, nie miał pojęcia, skąd tamtemu się to wzięło, wiec tylko bezczelnie wykrzywił wargi.
- Nie prowokuj - warknął, nie spuszczając spojrzenia jak zaszczuty pies. Nie był przedtem nastawiony negatywnie? No, nie. A teraz? Teraz już tak. Sorin miał jedną, wyjątkową umiejętność - jako jedyny potrafił doprowadzić Salema do szału wściekłości w zasadzie robiąc kłótnię z niczego. Jak teraz. Przecież nic się nie działo. A kary ogier czuł, jak jego żołądek nabrzmiewa wściekłością, zęby zaciskają się, rzucają jeden na drugiego, świerzbią.- Wiesz, jak to się zwykle kończy. Mama ostrzegała. Chociaż raz możemy nie rzucać się sobie wzajemnie do gardeł. - Chociaż w to nie wierzę. Zaszurał kopytem i kopnął jeden z większych kamieni tak, że ten potoczył się dziko w dół.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sora
Doradca
avatar

Posts : 61
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Nie Paź 09, 2016 1:37 pm

// Racja, racja. Ogarnę się trochu xD

Nerwowo przestąpił z nogi na nogę. Prawa nadal drętwiała. Zagryzł zęby i syknął cicho. Nie widział powodu do ukrywania przed Salemem swojej słabości. Wciąż miał nadzieję, że do żadnej poważniejszej sprzeczki nie dojdzie. Poza tym, braciszek z pewnością i tak już domyślił się czego trzeba. Sporym wysiłkiem woli postawił z powrotem uszy, które nie wiadomo kiedy zdążyły już rozpłaszczyć się na karku.
- A kij wie - odparł nieco zrezygnowany - Szczerze mówiąc, to dość męczące
Zdał sobie sprawę, że prawdopodobnie zbyt bardzo zmiękcza wyrazy i przeciąga samogłoski. Zaklął, tylko wewnętrznie, ale co z tego? Pewnie wszystko i tak odbijało się pięknie na jego ściągniętym pysku. Wycofał toksyczne myśli, chociaż było na to ociupinkę za późno.
- Vy pravy.... Racja, to bez porównania nierozsądne.
Przytaknął. Tym razem ukrył emocje znakomicie. W duchu właśnie zakwitał w pięknym, pełnym satysfakcji uśmiechu. Od zawsze jakoś niezdrowo chełpił się tym talentem do wprowadzania zamętu. Udało mu się i tym razem. Czasami robił to ot tak, dla zabawy. Chyba źle się to skończy. Dla nich obu.
Skinął głową, również cofnął się o krok lub dwa. Nie wiedział czy skrucha wypadła przekonująco. Miał nadzieję.

_________________
214782
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Pon Paź 10, 2016 5:39 pm

// Przepraszam, ale po prostu nie jestem w stanie nic sensownego tu napisać.

- Świrowanie jest męczące? Ty chyba nigdy nie próbowałeś być normalny - stwierdził Salem i zaśmiał się sucho, brzydko, krótko. Zmarszczył brew, patrząc na to, jak młodszy ogier syczy z bólu. Coś sobie zrobił w nogę. Cóż, Salem nie był żadną złotowłosą pielęgniareczką więc nie zostało mu nic innego jak w duchu powspółczuć braciszkowi przez kilka chwil, a potem wrócić do tej dziwnej rozmowy.
- Trzeba zawsze słuchać mamy - mruknął cicho, patrząc się intensywnie w oczęta Sory. Trochę zaskoczyła go reakcja brata. Spodziewał się krwawej jatki i mordobicia.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sora
Doradca
avatar

Posts : 61
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Pon Paź 10, 2016 9:55 pm

Pogardliwie machnął ogonem. O ile to w ogóle jest możliwe. Uznajmy, że jego włosie było tak pełne wyrazu, że nawet ktoś bardzo niewrażliwy odczytał by to machnięcie jako pogardę. W tym przypadku rozchodziło się o Szynka. On pewnie i tak nie wziął by tego do siebie.
- Aha, wykańczające, powiedziałbym nawet - udawał, że druga część zdania poddająca w wątpliwość jego... co właściwie? wcale nie padła - Każde życie jest męczące, ale najbardziej, gdy wieje w nim nudą - zauważył filozoficznie.
Czy ich rozmowa była dziwna? Jego zdaniem - nie. A przynajmniej mogłaby być duużo, dużo dziwniejsza. Biorąc pod uwagę ich możliwości oraz niemal czteroletnie doświadczenie... Ani razu na ten przykład nie pojawił się temat egzorcyzmów, albo, dajmy na to martwych króliczków.
- Po pierwsze, to była twoja matka, tylko i wyłącznie - odparł. W rzeczywistości jedyną oczywistą rzeczą, jaka łączyła ich w kontekście biologicznym był ojczulek, znany z wyjątkowej rozrzutności jeśli chodziło o dzielenie się swym nasieniem. Reszta była jedynie pogmatwanymi spekulacjami. W Piekle kazirodztwo i inne brzydkie rzeczy były na porządku dziennym, ciężko więc było to logicznie usystematyzować.
Pochwycił intensywne spojrzenie.
- Nie zamierzam rzucać ci się do gardła, drogi bracie - oświadczył, całkiem szczerze - Trochę cywilizacji nam nie zaszkodzi.
Jego głos brzmiał teraz prawie przyjaźnie. Uwielbiał drzeć koty z Szynką. Można powiedzieć, że w Piekle stanowiło to jego ulubioną rozrywkę, jeśli nie jedyną. Nie zgadzał się z nim na wielu płaszczyznach i bardzo często sam jego widok doprowadzał go do szału, jednak, chcąc nie chcąc, poniekąd był na niego skazany. Teraz teoretycznie już nie. Teoretycznie mógł odejść, przystąpić do innego stada, wynieść się z krainy i już nigdy więcej nie oglądać jego oblicza. Tyle że... jak kiedyś ktoś już powiedział: Smycz była wygodna. Mieli prawie trzy lata. Mogli uciec z Piekła w każdej chwili, a jednak tego nie zrobili. Nikt nie zrobił, ponieważ każdy się bał. Strach przed nieznanym, z jednej strony ogranicza, z drugiej powstrzymuje jednostki przed autodestrukcją.

_________________
214782
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Pią Paź 14, 2016 4:05 pm

Salem absolutnie nie wziął do siebie niezwykle ekspresywnego, pełnego pogardy oraz wyrazu, ruchu szczeciniastego włosia braciszka. Nigdy, choćby i Sorin nie namachał się do utrupienia, Salem jego gesty ignorował zapamiętale i z wyjątkową uporczywością.
- Nuda najgorszym wrogiem, ale nie sądzę, żebyś się na nią uskarżał, psia mać - stwierdził dobitnie, stawiając uszy i szczerząc nieco zęby. Inteligenciki takie jak Sora nie uskarżały się na nudę, zawsze coś sobie wynajdywały. To Salem musiał borykać się z tym nieszczęściem, jako ten starszy i silniejszy, ale mniej inteligentny brat. Nie on potrafił zjednywać i podporządkowywać sobie ludzkość, nie on miał brzytewsko dużą siłę charakteru. Co z tego, że miał tron? Gdyby Sora dotarł na miejsce pierwszy, korona należała by do niego. I z pewnością poraziłby sobie lepiej, a Szyneczka... cóż, Szyneczkę pożarłaby jego własna, mięsożerna zazdrość. Cóż, taką mu życie podyktowało rolę, to ją uniesie, choćby i z miną cierpiętnika. To tylko mina. Skrzywianie twarzy. Niektórzy wgapiają się w nią i sądzą, że z oczu da się odczytać duszę. Pierdolą. Oczy to tylko narząd wzroku, koordynowany nerwami i innymi rzeczami tego typu, nad którymi rozwodzić się nie będę, bo to było aż w drugiej klasie gimby i już nie pamiętam.
- I równocześnie babka, nie zapominaj o tym - dodał z iskierką w oku. To dziwne, że nie urodził się spaczony, fakt. Ale w mitach też tak było. Matka rodzi dziecko własnego syna. Zdrowe, przynajmniej na ciele i umyśle. To właśnie Salem, kolejny nonsens do kolekcji. Przecież nikt nie patrzy na duszę, a dusza choruje najciężej i marnieje najszybciej.
- Cywilizacje upadają, prawa dżungli trwają niczym pieprzony ponadczasowy monolit, drogi bracie - powiedział, krzywiąc paskudnie twarz. - Nie mogę i nie chcę wiedzieć, co siedzi w twej główce - oznajmił. Było to prawdą, nie mógł wiedzieć. A gdyby wiedział, to by wszystko zepsuło, bo ta niewiedza była piękna, czyniła Osrałkę dużo lepszym w mniemaniu Salema. Co z tego, że był wrzodem na dupie. Co z tego, że potwornie karego kopytnego irytował. Był jego bratem, a rodziny się nie wybiera. Salem cieszył się, że miał brata. Inaczej w Piekle musiałby mieć z nim dzieci.

Edit, bo jestem leniwa w wuj:
Gdy Sorin odszedł, Salem lekko skinął mu łbem. Jeszcze chwilę pomedytował na wzniesieniu. I również poszedł.

[z/t]

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!




Ostatnio zmieniony przez Salem dnia Sob Paź 15, 2016 4:19 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sora
Doradca
avatar

Posts : 61
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   Sob Paź 15, 2016 12:28 pm

Dyskusja potoczyła się zgoła inaczej niż się tego spodziewał. Prawdę mówiąc, od jakiegoś czasu był niemal pewny, że od rozpoczęcia walki i śmiertelnego konfliktu dzielą ich marne nanosekundy. Tak się jednak nie stało i było to równie zaskakujące, co korzystne. Sora nie chciał kolejnej kłótni, nie pragnął jej wcale, bo prawdopodobnie przegrał by ją z kretesem. Nie odpowiedział. Nie zamierzał ciągnąć tego tematu, bo... był zdecydowanie naciągany. Owszem, Sora naginał fakty, owszem użalał się nad sobą dosyć bezpodstawnie. Ale za Chiny nie zamierzał się do tego przyznawać akurat Szynce. Szynka i tak wiedział o tym doskonale. Salem odpłynął gdzieś daleko, co dało Sorinowi chwilkę czasu na refleksje. Zastanawiał się. Co gdyby role nagle się odwróciły? Gdyby to on urodził się pierwszy? Gdyby to była jego matka? Czy to on przymarzałby teraz dupskiem do stołka? Byłby Jego Wysokością Królewską Mością Szynką? Wzdrygnął się. Nie podobała mu się ta wizja. Była tak absurdalna... Kto nie chciałby być władcą? To niedorzeczne, prawda? Cóż, Sora nie chciał.
- Och, wolałem tego nie wiedzieć - skrzywił się na samą myśl - Kiedyś żyłem sobie w błogiej nieświadomości... Zdawało mi się, że to jest normalne, rozumiesz, że tak powinno być. Bo i skąd miałem wiedzieć, że to cholerna choroba, która... Wiesz co mam na myśli?
To bardzo smutne, ale jakże prawdziwe. Sora odkrył tę prawidłowość bardzo dawno temu. Nie podobała mu się ona, ale co miał na to poradzić? Nie był tak głupi by bezsensownie zaprzeczać. Nieświadomość była błogosławieństwem. Tylko ci, którzy wypierali z umysłów bardziej złożone kwestie, albo w ogóle byli zbyt ślepi żeby je dostrzec. Tylko oni potrafili być w pełni szczęśliwi.
- Chodziło mi tylko o metaforę. Niematerialną cywilizację, tę, która ponoć ma stanowić wyznacznik człowieczeństwa. Ale zgadzam się z tobą. Po co to komu? Czy ja wyglądam jak człowiek?
Zdrętwiały mu nogi. Stał we względnym bezruchu już całkiem długo. To nie na jego stare kości. Chyba czas się już zbierać. Co jeszcze mieli sobie powiedzieć? Słowa, nawet te, które już padły, nie były koniecznie potrzebne. Po co więc marnować ich jeszcze więcej.
- Dzięki za miłą pogawędkę - rzucił wydychając chrapami ciepłe powietrze. Nie zamierzał okazywać w ramach pożegnania żadnej czułości czy coś... Sam pomysł brzmiał dziwnie i Sora domyślał się, jak niekomfortowo by się czuł podczas czegoś takiego.
Podobała mu się świadomość, że rozejdą się w dobrej komitywie, chociaż raz.

z/t

_________________
214782
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Czarcie Szczyty   

Powrót do góry Go down
 
Czarcie Szczyty
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Posoka :: Posoka :: Przełęcz Lodowców-
Skocz do: