IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sala Tortur

Go down 
AutorWiadomość
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Sala Tortur   Czw Paź 06, 2016 9:30 pm

Sala Tortur jest przestronnym pomieszczeniem, służącym koniom że stada Rakhair do przesłuchiwania najbardziej topornych więźniów. Znajduje się ona w podziemnych lochach, niedaleko cel, a zamykana jest na ciężkie metalowe drzwi, do których klucz mają tylko członkowie stada.

Na środku ciemnego, ponurego pomieszczenia znajduje się solidny słup z przykutym do niego grubym łańcuchem, zakończonym mocną obrożą. Z posadzki wychodzą mniejsze łańcuchy, zakończone okowami, które można zatrzasnąć na pęcinach więźnia. Pod ścianą pomieszczenia znajduje się spora kolekcja różnych pęt, lin, kajdan, kagańców, noży, batów i wielu różnych narzędzi mogących służyć do męczenia więźnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Sala Tortur   Czw Paź 06, 2016 9:35 pm

Wszedłem do pomieszczenia prowadząc na linie schwytanego karego ogiera (Salem), którego dorwałem nad Wodospadem. Byłem w lochach pierwszy raz, ale mniej więcej wiedziałem, gdzie się one znajdują, toteż po krótkich poszukiwaniach w końcu dotarłem do Sali Tortur. Od razu zamknąłem drzwi, by mi więzień nie uciekł, po czym zaprowadziłem go do słupa na środku pomieszczenia, gdzie mu na szyję nałożyłem mocną obrożę, która była przykuta grubym łańcuchem do pala.
- Jestem Espilce. - przedstawiłem się, bo wcześniej na to nie za bardzo mieliśmy czas.
- Kim jesteś? I co robiłeś na naszym terenie? - spytałem surowym tonem. Wcześniej byłem onieśmielony jego wielkością ale teraz, w Salo Tortur, czułem się trochę pewniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Sala Tortur   Pią Paź 07, 2016 7:19 pm

Zastanawiał się, czy się rzucać, czy jednak nie. Z jednej strony - godność, takie tam, cholera wie co. Z drugiej - po co? I tak stąd odejdzie, bynajmniej nie uciekając. A może doda mu to nowych doświadczeń, wspaniałych, życiowych mądrości i wrażeń, noradrenalina uwolni się z nadnerczy, zawładnie jego ciałem, zaśpiewa pieśń ognia. Może niekoniecznie z tym gościem, dodał w duchu Salem i przyjrzał mu się podejrzliwie jeszcze raz. Mruknął coś pod nosem w odpowiedzi, nie bardzo zaprzątając sobie łeb rozmową. Pozwolił na obrożę, bo i co miał zrobić. Zaplótł nogę na nogę
- Moje imię brzmi Ịnanaonyeiberibe - powiedział dźwięcznie, płynnie i szybko, zupełnie przypadkiem wymyślając dzikie imię. - Ale możesz mówić mi Agalon, tak jest krócej. - Czarny uśmiechnął się wstrętnie. - Jestem Posoką i wiem, że nic ci to nie mówi. - Na ostatnie pytanie odpowiedział: - Anektowałem. - I znowu się uśmiechnął.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Sala Tortur   Pią Paź 07, 2016 7:37 pm

Ku mojemu zaskoczeniu, więzień był w miarę grzeczny i nie sprawiał trudności w trakcie prowadzenia go. To w sumie dobrze - nie zamierzałem z tego powodu narzekać bo i na co? Nie musiałem się męczyć, a jak przystało na fryza, nie lubiłem wysiłku fizycznego. Najważniejsze w każdym razie było to, że go dorwałem... i że był cały mój.
- Że... że jak? - byłem zaskoczony słysząc jego imię. Zmrużyłem oczy podejrzewając, że je wymyślił na poczekaniu. Z niezrozumiałych dla mnie powodów wiele koni tak robiło... a ja nie miałem pojęcia dlaczego. Na szczęście szybko się mnie przestraszył, bo w końcu podał inne imię, a ja podejrzewałem, że dopiero to drugie jest prawdziwe.
- Aaron... tak, tak może być. - przytaknąłem, chociaż po chwili jego słowa mnie zaskoczyły.
- Posoką? - zdziwiłem się - Nie, nie mówi. A powinno? - dopytywałem się. Co to jest posoka to niejasno kojarzyłem... ale czemu on twierdził że nią jest, to nie miałem pojęcia.
- Anektowałeś? Ale... ale że jak? Byłeś na naszym terenie... więc... więc nie wolno Ci nic anektować. - zaprotestowałem oburzony. Nie podobał mi się jego uśmiech... chociaż przynajmniej był grzeczny, posłuszny i odpowiadał na pytania. I lepiej, by to się nie zmieniło.
- Głodny jesteś? Może się czegoś napijesz? - zaproponowałem mu, by również być uprzejmym. Chyba nawet zaczynałem go lubić. W stosunku do większości więźniów, z którymi w życiu miałem do czynienia, ten był wyjątkowo grzeczny. Może wszystkie konie tutaj takie są? Owszem, trochę rozrabiał nad wodospadem ale z obrożą na szyi był dużo spokojniejszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Sala Tortur   Pią Paź 07, 2016 7:52 pm

Prychnął na tę bezczelność, jaką było przekręcenie jego imienia, i to w sposób iście ostentacyjny.
- Agalon, panie Expills - poprawił z naciskiem, ledwie ruszając zaciśnięte szczęki i patrząc na niego lodowato. Jak zwykle. - A i owszem. Posoka to wspólnota, Posoka to wolność, równość i braterstwo. - Zarzucił pyskiem i zarżał donośnie, tak, by dźwięk odbił się zwielokrotnionym łoskotem po kamiennych i żelaznych ścianach.
- Przecież tylko się z ciebie śmieję, Expills - parsknął Salem, w jego oczach błyszczało rozbawienie i spory dystans. W zasadzie po co przyszedł nad wodospad? Zmoczyć pyska, upić się wodą z jeziorka, bo na stadnych Posoki cała deszczówa skuta jest lodem i przysypana śniegiem, nawet jej lizanie grozi odmrożeniem, czy tam przyssaniem się do skały, nieważne. - Nie powiem ci nic, co by ci się przydało do życia. A teraz pokaż mi swoje nałożnice. Bo na razie widzę tu tylko kamienne ściany do chędożenia, żelazny kawalerze. - Kary ogier zmrużył ślepia i uniósł wysoko ładnie wyprofilowaną głowę. Oczy przyzwyczaiły się już do półmroku lochów i bez przeszkód mógł lustrować wzrokiem karosza. - Urocza grzywa - dodał, patrząc na niego z nikłym, powoli gasnącym uśmiechem.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Sala Tortur   Pią Paź 07, 2016 8:16 pm

Prychnął na mnie? Nie całkiem byłem pewien dlaczego. Z tak błahego i nieistotnego powodu, jak przekręcenie imienia? No to trochę chyba przesadzał.
- No to niech będzie Agalon. - zgodziłem się, po czym położyłem uszy po sobie. Co?! Jak można przekręcić moje imię! On był chyba głuchy! Albo głupi!
- Espilce! Przecież mówiłem! - prychnąłem zirytowany jego bezczelnością. Jak? Jak mógł się tak pomylić?! Idiota! Już miałem zamiar solidnie go zwymyślać, gdy zaintrygowały mnie jego słowa.
- Posoka? - dziwiłem się dalej - To... to stado? Konkurencyjne... wobec... - zawahałem się, nie mogąc sobie przypomnieć nazwy - wobec mojego. - wybrałem w końcu bezpieczniejszą wersję niż próby przypomnienia sobie nazwy swojego stada. Wolność, równość, braterstwo? Brało jak jakieś komunistyczne pierdolenie. Zmrużyłem oczy. On to wszystko mówił na serio? Czy kpił sobie?
- Jesteście... komunistami? - upewniłem się.

Odetchnąłem z ulgą, gdy ten przyznał, że anektowanie stada to był taki żart. Wyjątkowo kiepski i nieśmieszny ale żart. No, ja tam się w każdym razie z niego nie śmiałem. On chyba również niespecjalnie.
- Nałożnice? - zdziwiłem się dopiero po chwili sobie przypominając, o co mu chodzi - Nałożnic nie ma bo... bo mają wolne. - skłamałem na szybko - Więc, #czarnyprotest i te sprawy. - wyjaśniłem mu. Zresztą jeśli był komunistą, to pewnie popierał feminizm i inne takie durne pomysły. Coś mi tak mówiło. Szeroko się uśmiechnąłem, słysząc pochwałę.
- Dziękuję, bardzo się staram ją właściwie pielęgnować. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Był całkiem miły - szkoda, że był z mojego stada i był więźniem.
- A nie wolisz zmienić stado na... - znowu się zawahałem - na naszego? - dokończyłem.
- Co Ci po tej Posoce? - próbowałem go przekonać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Sala Tortur   Pią Paź 07, 2016 8:49 pm

Postawił niechętnie jedno ucho, patrząc na wybuch karosza z flegmatycznym spokojem. Przesadzał.
- Co się tak podniecasz? - mruknął. - Sam przekręciłeś moje. Karma wraca. - Z niezadowoleniem trzepnął się ogonem po zadzie. Rozmowa stawała się dziwna.
- Konkurencyjne? Zależy, do którego należysz - stwierdził z powątpiewaniem, mrużąc ślepia, czując, że tamten nie ma pojęcia w zasadzie o niczym, jeśli chodzi o jegowłasne życie. - Wiesz w ogóle?
Komuniści. Salem powinien to rozważyć. W zasadzie Posoka była stadem odwzorowującym rosyjskie rubieże, więc może, może faktycznie. Z drugiej strony wolność, równość i braterstwo nie miała wiele wspólnego z komunizmem, a raczej pewną wielką rewolucją, jak to podają źródła historyczne, których jednak Salem w życiu na oczy nie widział, tak samo jak nie słyszał o Wielkiej Rewolucji Francuskiej, ponieważ był koniem i jego życie ograniczało się do Piekła.

- Interesujące - mruknął. - Od razu wiedziałem, że kłamiesz, panie Pills. Pewnie jedyne twoje kochanki to takie, które własnoręcznie porywałeś i rżnąłeś, jak popadnie. Prawda? - spytał z błyskiem w oczku, unosząc chrapę w uśmiechu, błyskając kłem. - I naprawdę, nie mam pojęcia, o co ci chodzi z Czarnym Protestem. Nie jestem jakimś księdzem fanatykiem występującym przeciwko legalizacji aborcji ani żadną rozumną kobietą występującą przeciwko tym wystąpieniom, żeby siedzieć w tych tematach. - Warknął przez nos i stuknął kopytem o ziemię. Nie był pewien, co go tak podirytowało. Może to wcale nie była jego irytacja.

- Widać - rzucił od niechcenia na temat grzywy. - Plótł ktoś kiedyś na niej warkoczyki? Byłoby ci ładnie. - W zasadzie Salemowi zwisało, w czym drugiemu karoszowi byłoby ładnie czy nieładnie, ale stwierdził, że skoro już jest szansa na rozmowę, z której nic nie wyniknie, czemu by nie skorzystać.
- Jasne, pewnie, zaraz do was dołączę - zgodził się skwapliwie. - Jak tylko zostanę twoją żoną i odchowamy gromadkę słodkich bękartów - powiedział i nagle uświadomił sobie swój błąd. Oczy mu błysnęły, ale nic poza tym.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Sala Tortur   Pią Paź 07, 2016 9:10 pm

Spiorunowałem go wzrokiem. Nie uważałem, że przesadzam. Przekręcił moje imię, a to nie było mile widziane. Bo niby jak mogłoby być?
- Karma wraca? - zdziwiłem się. Te słowa mogły dowodzić jednej rzeczy z dwóch. Że albo przekręcił moje imię specjalnie - w zemście za przekręcenie swojego... albo nie wiedział, co to słowo znaczy. Pierwsze chyba można było wykluczyć - był w końcu miłym i uprzejmym więźniem. Więc... więc została druga opcja.
- Wiesz... "karma" znaczy coś troszkę innego. Że jest jakiś związek przyczynowo-skutkowy. Można powiedzieć, że "karma wraca" tylko wtedy, gdy to co zrobiliśmy zostało spowodowane tym, co zrobiliśmy i gdybyśmy tego nie zrobili, to to coś by się nam nie przytrafiło. A przecież gdybym nie przekręcił niechcący Twojego imienia... to i tak mógłbyś przekręcić moje. Więc... więc karma tutaj nie ma nic do rzeczy. - wyjaśniłem mu.

Zawahałem się słysząc pytania swojego więźnia. Sprawdzał mnie? Próbował zagiąć?
- No oczywiście że wiem, w jakim jestem stadzie. - prychnąłem, bo to było przecież oczywiste. Bo wiedziałem, gdzie byłem, tylko... tylko zapomniałem.
- To nie wiesz, na czyj teren zawędrowałeś? - udałem zdziwienie, chociaż mogło mi to średnio wyjść. Ale miałem nadzieję, że zadziałam mu na ambicję i ten sam zdradzi mi nazwę stada, do którego należałem.

Czy rzeczywiście "wolność, równość i braterstwo" nie miało za wiele wspólnego z komunizmem? Jeśli nie z nim... to z czym? Z humanizmem (konionizmem?)? A czy to nie doprowadziło w końcu do komunizmu. To zbędne założenie, że wszyscy są równi, że wszyscy zasługują na wolność? Nie było to prawdą. Konie dzieliły się na takie jak Espilce: mądre, silne, piękne... i na pozostałe. Czy wszyscy nie powinni służyć Fryzowi? Ten tak uważał. Bo czy Wielka Rewolucja Francuska była ogromnym sukcesem? Czy ogromną klęską, która spowodowała wiele ofiar i wiele rzeczy zburzyła?

- Kłamię? - udałem oburzenie, chociaż zrobiłem to trochę przesadnie. A zresztą z jakichś powodów miałem wrażenie, że ten i tak się wszystkiego domyślił, co jego kolejne słowa udowadniały.
- Oj tam, oj tam porywałem. - próbowałem zbagatelizować całą sprawę - No może troszeczkę. - dodałem, jakby to nie było nic takiego.
- Prawdę mówiąc też nie wiem o co z nim chodzi. I sądzę, że same zainteresowane klacze też nie wiedzą. - przytaknąłem mu. Ta cała sprawa mnie nie interesowała. Po pierwsze byłem koniem, po drugie klacze służyły tylko po to, by mi sprawiać przyjemność, a po trzecie, jeśli któraś nie chciała źrebaka, to równie dobrze mogła komuś zapłacić... lub samodzielnie zabić go po narodzinach. Co za różnica?

Zamyśliłem się przez chwilkę, zastanawiając się nad jego słowami.
- Może rzeczywiście warkoczyki byłyby odpowiednie... - zastanawiałem się. Dzięki temu nie plątałoby mi się w grzywie tyle liści, gałązek i błota. Musiałem się nad tym porządnie zastanowić.
- Naprawdę? - ucieszyłem się, gdy ten postanowił zmienić stado... chociaż uśmiech wkrótce znikł z mojego pyska.
- Ej, nie żartuj sobie. Naprawdę możesz zmienić stado. Co Cię trzyma w tamtym? - próbowałem go dalej przekonać.
- Niestety nie możesz zostać moją żoną. - stwierdziłem ze smutkiem - A szkoda. Naprawdę Cię lubię. - dodałem zasmucony, podchodząc do niego i trącając go w łopatkę.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Sala Tortur   Sob Paź 08, 2016 10:42 am

Z bezczelnym uśmiechem przyjął na siebie pioruny spojrzenia, nie bardzo mając ochotę na odpyskowywanie. Taka quasi rozmowa byłaby nudna. Salem wolał podyskutować o karmie.
- Owszem, wraca, i owszem, wiem, czym jest. Przekręciłeś moje imię, więc ja przekręciłem twoje. To chyba nie jest zbyt skomplikowana analiza zdania współrzędnie złożonego wynikowego, Pills - powiedział dość szorstko, w irytacji skrobiąc kopytem o posadzkę. Cała sytuacja drażniła go, ale, jako że rzadko miał okazję pokonwersować z kimś, kto chcąc czy nie chcąc musiał go wysłuchać (cóż, w tej sytuacji Espilce był na niego skazany), Salem odrzucił wszystkie emocje, których i tak nie miał w nadmiarze i zwyczajnie rozmawiał. - A nawet, gdybym nie przekręcił twojego imienia specjalnie, sam fakt, że je przekręciłem, byłby odpłatą. - Na końcu zdania Salem stłumił potężne ziewnięcie i brzęknął łańcuchem.

- Jakim? Powiedz. Podpowiem ci, że nazwa pasuje do "Stada Wesołych Raczków". Jeżeli faktycznie masz jakiekolwiek pojęcie o nim, zrozumiesz. - Prychnął z rozbawieniem i uderzył kopytem o ziemię, ot tak, by zagłuszyć ciszę. Dźwięk odbił się echem po ścianach z kamienia. Salem zmrużył lodowato błękitne oczy, zasłonił je ciemnymi powiekami. - Swoją drogą, masz tu bardzo interesujący system tortur, Pills. Zagadujesz swoich więźniów, aż wypłyną z nich flaki, krew i limfa, aż zmurszeją kości od słuchania tego, co mówisz? - zagadnął z błyskiem w ślepiu, ale nie jakoś specjalnie, by go zdenerwować, raczej naigrywał się z niego w zaciszu duszy.

Wolność, równość, braterstwo. Dla takich symboli oddawało się życie, ba, nie tylko oddawało, również zabierało. A czasami trudniej jest zabierać niż oddawać. I z pewnością nie jest to aż tak piękne, kto wie, czy opłacało się poświęcać życie dla symboli. Czy to głupota? A może coś bardzo głębokiego? Nigdy nie dowiemy się, ile nam dało nasze myślenie, w końcu nawet rewolucja pożera własne dzieci. Nie znamy życia poza jedną jego drogą, bo mamy zbyt mało czasu, by sprawdzić wszystkie warianty. A równość... równości nie ma, bo nigdy jej nie było.

- Kłamiesz - potwierdził kary ogier, jakby to była najbardziej oczywista rzecz pod słońcem. Na uwydatnienie dosadności swoich słów trzepnął ogonem, potężnie, strzelając z niego jak z bicza z suchym dźwiękiem mordowanego powietrza. - Wsadź sobie w rzyć swoje "troszeczkę". Nie da się porwać kogoś "troszeczkę". Albo porywasz całkiem, albo jesteś pierdoła z krwawiącą gębą w rowie, skopana przez niedoszłą ofiarę. - Wydął ostentacyjnie chrapy i splunął gdzieś tam w tył, na posadzkę, nawet nie pod nogi karego. W zasadzie nie miał nic przeciwko niemu. Expills nie próbował się wywyższać, krzyczeć na niego, nie sadził napuszonych monologów i nie wbijał mu w bok wielkich, pokrytych zakrzepłą krwią tysiąca posokoruskich ofiar sztyletów, na które inni więźniowie ni cholery nie wiedzieć dlaczego reagują apatią i obojętnością, a rozrywane mięśnie nad wyraz nic ich nie obchodzą. - Wiedzą... - mruknął, nie mając jednak ochoty rozwijać dyskusji. - Dzięki takim jak ty, wiedzą...

Parsknął, ale szybko się opanował, widząc zamyśloną minę drugiego czarnego ogiera.
- Pomyśl nad tym - dodał i skrzywił pysk w lekkim, nieładnym uśmiechu. - Mało kto się tak teraz nosi i byłbyś ten, no... byłbyś wyjątkowy, czy coś tam. - Salem w zasadzie nie znał się na fryzurach nic a nic, zresztą nie miał nawet siły na próby udawania, że się na nich zna. Ani motywu.
- Żona - odparł, uśmiechając się lekko, półgębkiem, wrednie. - Prawdziwa. I zabieraj tego nochala, trącać to sobie możesz fikcyjne sromy twoich fikcyjnych nałożnic - warknął i odepchnął go kolanem.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Sala Tortur   Sob Paź 08, 2016 12:04 pm

/ja tylko na chwilę bo właśnie znikam i będę dopiero jutro

Bezczelny uśmiech tamtego niespecjalnie przypadł mi do gustu. Zdecydowanie wolałem, jeśli wszyscy potulnie wykonywali moje rozkazy, słuchali mnie, robili to co im kazałem. W końcu byłem fryzem, kimś szlachetniejszym niż oni wszyscy. Wiec powinni mi służyć. To było oczywiste. W końcu miałem najładniejszą grzywę. Ponownie spiorunowałem go wzrokiem, słysząc jego słowa.
- Specjalnie przekręciłeś moje imię? - spytałem urażony - Ja nieumyślnie przekręciłem Twoje - nie musiałeś być taki złośliwy. - zauważyłem, chociaż nie do końca było to prawdą. Owszem, pomylenie jego imienia nie było zamierzone, ale z drugiej strony nie zwracałem na jego imię zbyt dużej uwagi. Gdybym zwracał, to bym go nie pomylił. A że jego imię miałem w zasadzie gdzieś to cóż, mogło się zdarzyć. Zresztą on sam również nie był dla mnie istotny. Nikt nie był. Bo najważniejsza na całym świecie była jedna, konkretna osoba. A byłem nią ja. Tylko ja byłem istotny, piękny i mądry. Otoczony końmi, które powinny mnie słuchać, mnie podziwiać i wielbić moją piękną, bujną grzywę. Z kolejnymi słowami więźnia również nie mogłem się szkodzić.
- No ale… ale właśnie to jest „karma”. By odpłata była wynikiem postępowania. Jeśli sama odpłata się zdarzy, ale nie będzie skutkiem wcześniejszego zachowania… jeśli nie będzie to powiązane przyczynowo-skutkowo, to nie można tego nazwać „karmą”. – tłumaczyłem mu – Jeśli specjalnie przekręciłeś moje imię, to to bardzo nieładnie z Twojej strony, ale owszem – wtedy jest to „karma”. Jeśli się pomyliłeś, to nie jest to „karmą”. W każdym razie więcej tego nie rób. – upomniałem go. Delikatnie uśmiechnąłem się słysząc brzęknięcie łańcucha. To, że schwytałem takiego wielkiego ogiera bardzo mi poprawiło humor. Z jakichś powodów wiele koni nie chciało ze mną rozmawiać. A ten będąc przykutym, nie miał za bardzo innego wyjścia. Bo przecież się nie odwróci i nie odejdzie… bo jest przykuty.

Słysząc jego słowa zawahałem się. Oczywiście nie chciałem podawać nazwy stada, w którym jestem, skoro nie byłem do końca pewien, że ją dobrze pamiętam. No ale on chyba coś zaczynał podejrzewać, a mi coraz trudniej było się wykręcić.
- No wiesz… nie mogę Ci podać… nazwa jest… no tajna. – powiedziałem niepewnie, ale stało to jednak w delikatnej sprzeczności z tym, co mu mówiłem wcześniej, że przecież musi znać nazwę stada, na którego terenie się znajdował.
- Stada Wesołych Raczków? – zawahałem się. Tak, coś w nazwie było z… z rakami. Chyba. Próbowałem sobie przypomnieć pełną nazwę.
- Rakmane – stwierdziłem w końcu (mane – grzywa [ang], hair – włosy [ang]) z dumą, ciesząc się, że wreszcie przywołałem sobie to słowo z pamięci. Kto wymyślił taką długą i skomplikowaną nazwę, to nie miałem zielonego podejścia. Można było jakoś to skrócić czy uprościć.
- A co? Oczekujesz więcej tortur? Uwierz mi… nie chciałbyś ich. – próbowałem zignorować sarkazm w jego pytaniu i jednocześnie go przestraszyć aby ten sam zrezygnował z tego pomysłu. Nie chciałem go męczyć – całkiem nieźle i przyjemnie mi się z nim rozmawiało. W końcu mogłem z kimś zamienić parę słów – po ostatniej włóczędze była to miła odmiana. No i on był duży i silny – obawiałem się, że torturowanie go mogłoby nie być zbyt proste. Nie przy jego wzroście i mięśniach.

Przez całe wieki państwa, królestwa, cesarstwa, imperia budowano na innych wartościach: na religii, monarchii, konkretnych zależnościach. Kręgosłupem każdego ustroju były wysoko postawione osoby: czy to związane ze szlachtą, z różnymi potężnymi rodami, z duchowieństwem. Oni kierowali wszystkim – a inni im podlegali. Czy odwrócenie tej sytuacji i dążenie do tego, by konie uwierzyły, że są równe, nie było zaprzeczeniem tego. Wszyscy zaczynali wierzyć, że są równi, że mogą być kim tylko chcą, ale jednocześnie nie muszą nikogo słuchać. A to prowadziło do anarchii. A takie państwo nie potrzebowało żadnych wrogów – samo się waliło, nawet szybciej, jeśli nie miało żadnych zewnętrznych przeciwników. Są oczywiście wartości, za które warto ginąć… ale te wartości powinno spawać, pokazywać drogę, czynić społeczeństwo mocniejszym. A nie słabszym, bardziej rozbitym.

Ciężko westchnąłem.
- No, może najwyżej trochę mijam się z prawdą. – nie dawałem za wygraną. Kłamstwem bym tego nie nazwał. Może takim malutkim, maciupkim. Przytaknąłem słowami na jego kolejne stwierdzenia. Miał tutaj rację. Należało porywać całkiem… a bycie skopanym przez niedoszłą ofiarę było tym, co mi się zdarzało stanowczo zbyt często. Ale… ale co on mógł o tym wiedzieć? Przecież to ja miałem duże doświadczenie z porywaniem… a on był jakimś młodym gówniarzem, który życia nie znał. Ale może lepiej było mu tego nie wypominać?
- Wiem, wiem, ale przecież… można nawet w porywaniach iść na kompromis. Po co dążyć do eskalacji konfliktu. Nie prościej się dogadać, że ofiara nie zostanie zbytnio skatowana i będzie dobrze traktowana… ale w zamian ma być grzeczna? Czy takie rozwiązanie nie jest lepsze? – spytałem retorycznie.
- Mógłbym teraz cię pogryźć lub skopać… ale po co, skoro całkiem przyjemnie się nam rozmawia? – bardziej stwierdziłem niż spytałem. Nawet szczerze mówiłem i podejrzewałem, że mój więzień myśli podobnie.
- Wiedzą? – odpowiedziałem tylko z grzeczności, ale również nie miałem zamiaru toczyć dyskusji na ten mało interesujący temat. Nie wiedziałem czemu podkreślił to „takim jak ja”. Przecież mnie nie znał. A może te parę minut mu wystarczyło, by wyrobić sobie o mnie zdanie. Ja przynajmniej klaczy nie oszukiwałem, nie zwodziłem ładnymi słówkami by je nabrać i wykorzystać. Nie ukrywałem o co mi chodzi, lina na szyję, do lochów… i wiadomo co dalej. Przynajmniej byłem szczery – nie tak jak większość ogierów. Parę czułych słówek i późniejsze ich porzucenie.

Uśmiechnąłem się, słysząc jego słowa.
- Pomyślę. – obiecałem. Może rzeczywiście ktoś tak wyjątkowy jak ja powinien kreować modę w całej krainie? Moja grzywa nie miała sobie równych i jeślibym zaczął nosić warkoczyki to pewnie inne konie podążyłyby za mną. Ale przynajmniej cieszyło mnie, że ten uznał mnie za kogoś, kto mógłby być kimś wyjątkowym, kreatorem mody, wytyczającym trend. Mile połechtało to mojego ego.
Odepchnięty delikatnie się zatoczyłem. Popatrzyłem się na niego z wyrzutem.
- Mógłbyś nie być taki szorstki, nieuprzejmy i wulgarny. – parsknąłem na niego – Chyba wolisz być trącany chrapami niż nożem. – subtelnie mu zagroziłem, by go skłonić do bardziej uprzejmego zachowania. Nic mu przecież nie zrobiłem, a ten się wścieka i pyskuje. A gdzie szacunek do drugiego konia i wzajemna uprzejmość?
- To dlaczego nie chcesz zmienić stada i przejść do mojego? – nie rozumiałem i dopytywałem, w dalszym ciągu próbując go przekonać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Sala Tortur   Nie Paź 09, 2016 12:48 pm

Uraza, oj uraza. Kary fryz zaczynał zachowywać się jak sfochowana panienka, skacząca i drapiąca pazurami, byle tylko ktoś - ktokolwiek - przyznał jej rację. Salem skrzywił się i ziewnął, zwijając przy tym język w rulonik. Nudził się. Zastanawiał się, czy by nie kopnąć fryza czy coś w tym stylu; wtedy cała akcja ruszyłaby do przodu, i to ostro. Póki co jednak tamten był za daleko. A Salem nie zamierzał nadwerężać kręgów szyjnych. Wstrząsnął więc tylko grzywą i mlasnął z niesmakiem.
- Nie wierzę ci, nic a nic. Skoro masz w zadzie, jak mam na imię, wychodzi prawie na to samo, co umyślne przekręcenie. Karą za ignorancję jest przekręcenie twojego imienia. Czyli karma wraca. Czyli pieprzysz głupoty, Pills. - Ogier ostentacyjnie wyprostował się i zadarł głowę, dumnie prezentując orientalny profil.
Bokiem lewego oka ocenił łańcuch. Nie, przerywać go nie miał ani ochoty, ani możliwości. Zauważył za to coś bardzo interesującego, a mianowicie to, że kamień, do którego koniec łańcucha był przytroczony w pierścieniu, siedzi dość luźno. Nie powinno to nikogo dziwić, lochy nieużywane od w zasadzie lat - kraina przed jego przybyciem była niemal pusta - popadły w lekką, oględnie mówiąc, ruinę. Tynk, marmur, zmurszałe już od upływu czasu, nie były już tak niezawodne. Ale póki co... Salem zignorował to. Jeszcze się przyda, w przyszłości.
- Ależ oczywiście - mruknął i zaraz o tym zapomniał. A może nawet nie chciał tego pamiętać. W każdym razie, umysł opornie wyrzucił z siebie tę informację, silnie, potężnie, z całą mocą i impetem. Jak to logiczny umysł.

- Tajna - prychnął i przewrócił oczyma. - Ty po prostu jesteś wyrzutkiem, ja to wiem. Nawet nie masz stada, nie wiesz, co się dookoła ciebie dzieje. Konie, ich pyski, charakterki... Dla ciebie to bez różnicy. Siedzisz tylko w tej zaplutej norze i gwałcisz, ile dosięgniesz. Tak jest, prawda? A do Rakhairu dołączyłeś tylko dlatego, że musiałeś, że tutaj samotnicy nie mają prawa bytu. Tak jest... prawda? - spytał twardo, patrząc na niego z napięciem. W zasadzie nie zmienił wyrazu twarzy. W zasadzie to rzadko kiedy go zmieniał, jeśli nie było takiej konieczności.
Łańcuch jakoś przestał mu przeszkadzać, dyndał tylko z cichym brzękiem w okolicach piersi ogiera.
Od Salema bił chłód, nieprzyjemny, przesączający się przez powietrze jak przez szatę z cienkiego materiału, wcale nie robię tych opisów tylko po to, żeby czymś zająć te linijki, bo długość postów usera pana Pillsa mnie onieśmiela, naprawdę, i czuję się mała i niewiele znacząca. Salem strzelił z ogona, przysłuchując się z zainteresowaniem głupotom prawionym przez ogiera fryzyjskiego.
- Może byłoby trochę ciekawiej - stwierdził z ironią i poruszył brwiami w wymownym geście. Westchnął sucho i popatrzył na fryza jeszcze raz, bo fryz w sumie był jedynym, na co Salem mógł patrzeć. - Wieje tu nudą. - Sięgnął do kłębu i podrapał się po nim zębami, nie spiesząc się specjalnie, i cały czas irytująco podzwaniając obrożą zagłuszył następne słowa karego ogiera.

To nie o równość ciągle walczymy, chociaż tak nam się wydaje i tak lubimy sobie wmawiać. Nigdy nie chodziło o równość. Chodziło o mnie. Dla siebie zawsze będziemy wartością nadrzędną, cokolwiek byśmy sobie nie wmawiali. Będąc niżej, dążymy do równości. Będąc wyżej, nie chcemy jej. Czy nie tak? Może nie zawsze ta sytuacja wygląda tak radykalnie. Czym w ogóle jest równość? Tym, że każdy może robić to samo? Kobiety nie mogą sikać na stojąco, sprzedawca w warzywniaku nie może wydawać poleceń narodowej gwardii. Świat jest podzielony na funkcje, na ludzi, na możliwości, zhierarchizowany i poukładany według ściśle określonych schematów. Dopóki cię nie widać, nikomu nie przeszkadzasz, płacisz podatki i nie wyróżniasz się z tłumu, żyjesz. A gdy wystajesz, nie pasujesz do schematu - de capita. Mówiąc o równości, mówimy o sprawiedliwości. A mówiąc o sprawiedliwości, nie mamy pojęcia, o czym mówimy. Tracimy tylko czas.

Wywrócił oczami z udawanym zdenerwowaniem.
- O lata świetlne - mruknął półgębkiem, udając ostentacyjnie, że nagle zainteresował go zaciek na suficie, czy tam spleśniały grzyb wilgoci, czy też mysz biegnąca po zimnym kamieniu. Nie tak wyobrażał sobie pobyt w lochach Raczków. Spodziewał się czegoś... makabrycznego, nasączonego krwią jak gąbka, wirujących w spazmatycznym deszczu flaków, skóry i płatów mięsa odłażących od ciała, morza posoki, obnażonych kości, płynącej ropy, limfy, obnażonych nerwów i kruszonych ścięgien. Spodziewał się smrodu, brudu i tłumu, zwłok i zarobaczonych ciał, czegoś, co obudziło by w nim emocje. A tymczasem co? Tymczasem ucinał sobie pogawędkę z Expillsem, który, z tego, co widział, nie bywał zbyt często w morderczym nastroju. Szczęście, że Salem nie był klaczą. Sprawy miałyby się z goła inaczej, bardziej dziko, szaleńczo i nieprzyjemne.
- A nie przeszło ci kiedyś przez myśl, że te wszystkie klacze tak ZWYCZAJNIE nie chcą być rżnięte jak popadnie? - zapytał w zasadzie retorycznie, bo coś mu świtało, że wie, jaka będzie odpowiedź karego fryza. Przestąpił z nogi na nogę, przerzucając ciężar ciała na lewą połowę. - Nie dogadasz się z nimi, bo one nie chcą dogadać się z tobą. - Salem prychnął wzgardliwie i podłubał kopytem o posadzkę. - Nie masz czasem gorzały, Pills? Za długo już gadamy o suchym pysku - stwierdził, z nadzieją, zupełnie odmieniając oschły, nieprzyjemny ton. Mimochodem zastanowił się, jaka może być pora dnia. A nuż słońce już opadło. I wstało. I znowu opadło. Miał wrażenie, że jego wizyta trwa już całe wieki.

Uniósł jedną brew, patrząc na jego zaiste pyszałkowaty uśmieszek. W zasadzie nie miał zamiaru karmić jego poczucia własnej wartości, ale cóż, stało się, trzeba jakoś to przeboleć.
- Koniecznie daj mi znać - mruknął z rozbawieniem, wyobrażając sobie, jakby wyglądał poważny, nieco beczułkowaty fryz w warkoczykach. Może jakiś ogier w ciemnym zaułku wziąłby go za chętną dziewicę. Mogłyby z tego wyniknąć interesujące nieprzyjemności.
Nie odpowiedział nijak na wyrzut w jego oczach; jedynie prychnął z wyższością, znowu dzwoniąc łańcuchem.
- W sumie, nikt nigdy nie trącał mnie nożem. Możesz być tym pierwszym, czego się nie robi dla przyjaciół - powiedział neutralnym, podszytym słabo wyczuwalną ironią tonem. Wstrząsnął grzywą, która w międzyczasie spadła mu kilkoma pasmami na oczy, by lepiej ułożyć ją na karku.
- Bo nie. Na febrę mi przechodzenie do twojego stada? - prychnął, mierząc go spojrzeniem pełnym pobłażania. Spodziewał się inteligentniejszej odpowiedzi? Cóż, pech. Salem wyczerpał swój asortyment.

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Sala Tortur   Nie Paź 09, 2016 1:52 pm

Próbowałem zachować neutralny wyraz pyska ale mi nie wyszło. Po prostu musiałem się uśmiechnąć z pogardą, jak tamten wstrząsnął swoją żałosną grzywką. Owszem, był całkiem miły i sympatyczny, mimo tego złośliwego przekręcenia mojego imienia. No ale grzywkę to miał… biedną. Nie to co moja piękna, bujna i długa grzywa. Również nią teraz zarzuciłem. Niech ją widzi, patrzy jaka śliczna i jej pożąda! Byłem pewien, że zzieleniał z zazdrości – szkoda tylko, że z powodu sierści nie było tego widać. Nie zaprotestowałem, gdy zaczął pieprzyć głupoty. Bo nie wierzy… w co nie wierzy? Że niechcący przekręciłem? A po chwili się zgadza, że je przekręciłem bo mam je w zadzie? To wierzy czy nie wierzy? Zresztą… nie miało to chyba większego znaczenia. Uśmiechnąłem się gdy wspomniał o karze… byliśmy przecież w Sali Tortur. Więc mogłem mu wymierzyć dużo gorszą karę niż przekręcenia imienia. I może nawet miałem zamiar to zrobić? Ale jeszcze nie teraz – w końcu był miły i całkiem nieźle mi się z nim rozmawiało. Ale on dalej przekręcał i przekręcał moje imię, to zaczynało mnie to coraz mocniej irytować.
- I nie mów do mnie Pills! Nie łykam żadn… prawie żadnych tabletek! – prychnąłem oburzony. No tak, miałem już 8 lat… więc czasami pewna niebieska mogła się nawet przydać. Ale to nie powód, by mnie tak nazywać. Jeszcze Pils, jak piwo, by mi odpowiadało. Ale… ale tabletki? Zdecydowanie nie!

Nie zareagowałem na prychnięcie i poddanie w wątpliwość tajności nazwy stada, bo w sumie… w sumie musiałem się z nim zgodzić, że to rzeczywiście był nienajlepszy wykręt od udzielenia odpowiedzi. Ale… ale jego analiza mojego charakteru była… zadziwiająco celna. I właśnie dlatego tym bardziej wkurzająca i irytująca… i bolesna. Jak on mi mógł tak nagadać?
- Nieprawda! – prychnąłem – Właśnie że wiem, co się dzieję. Szanuję innych! I nie tylko porywam i kryję! – skłamałem. W zasadzie każde słowo było kłamstwem. Takim zaprzeczeniem dla samego zaprzeczenia, bo dobrze wiedziałem że nikt z nas w to nie wierzy. I z mojego tonu również łatwo się dało wywnioskować, że protestuję tylko dlatego, że nie mogę potwierdzić czy przytaknąć takim słowom… bo… bo po prostu nie można się zgodzić z takim opisem. Nie można! Ale Rakhair? Nie Rakmane? Może. W sumie nie byłem do końca pewien.
- A ty niby co? Coś więcej robisz? Doszedłeś do czegoś? Masz partnerkę i stadko źrebaków? – brakowało mi argumentów, więc wolałem temat dyskusji zmienić na mojego więźnia. Taki typowy „Argumentum ad personam”. – Nie sądzę, bo gdybyś miał rodzinę i był kimś istotnym w stadzie, to byś się nie błąkał po terenach wroga tylko zajął się czymś pożytecznym! – prychnąłem – A może jesteś szpiegiem? Czy czymś takim? – zastanawiałem się. Wszystko, byle zmienić temat. Byle więcej nie słyszeć słów, które mnie zabolały. A wcześniej tak się przyjemnie z nim rozmawiało… a teraz nagle musiał wszystko zepsuć! Kuc jeden! I jeszcze sam prosi o tortury? To mnie zaskoczyło, bo myślałem że samo wspomnienie o nich przywoła go do porządku. A tutaj… nici z tego. Chyba… chyba rzeczywiście powinienem coś mu zrobić! By miło i grzecznie ze mną rozmawiał! No ale nie do końca uważałem to za dobry pomysł… bo co, jeśli mi odda? Tego bym nie chciał.

Udałem, że nie usłyszałem, jak ten mruknął o latach świetnych. W takiej sytuacji zdecydowanie lepiej było tego nie zauważyć – tak samo zresztą jak wywrócenia oczami czy ostentacyjnego demonstrowania swojego znudzenia. Jego kolejne słowa mnie zdziwiły. Na serio się mnie pytał o to, czy nie myślałem kiedykolwiek o tym, jak się czują klacze?
- A co to za różnica, co one chcą? – odpowiedziałem całkowicie zaskoczony – Są porywane… ja lubię je kryć… Czemu miałbym się nimi przejmować? – spytałem, kręcąc łbem. Serio, nie rozumiałem go. Myśleć, jak się klacze czują? Jakby to kogokolwiek obchodziło.
- A sami niby nie porywacie? Nigdy żadnej klaczy siłą nie pokryłeś? – znowu to charakterystyczne przerzucenie tematu rozmowy na drugiego konia. Bo skoro oni (a jak nie oni, to jacykolwiek inni) porywają i kryją… to przecież ja również mogę. To logiczne. No i byłem pewien, że jednak on też nie miał czystego sumienia – więc czemu akurat mi wypominał tego typu grzeszki. Świętoszek się znalazł.
- To chcesz gorzały czy tortur? Zdecyduj się w końcu! – prychnąłem zirytowany tak przekręcaniem mojego imienia, jak jego niezdecydowaniem, jego opinią o mnie, jego podłym krytykanctwem… i w ogóle wszystkim. A czy ja kelner byłem, by mu gorzały przynosić? Owszem, wcześniej mu niby proponowałem coś do picia ale przecież nic nie odpowiedział. I teraz mu się zachciało? To on był więźniem, więc to on powinien mi służyć i podawać drinki z palemką!

Skromnie się uśmiechnąłem słysząc, jak ten prosi o danie mu znać, jak tylko zrobię sobie warkoczyki. Czyli nawet on chciał mnie w nich zobaczyć. Tak, to był świetny pomysł – musiałem tylko porwać jakąś klacz do krycia i robienia warkoczyków. Postanowiłem się tym zająć tak szybko, jak to tylko będzie możliwe.
- Naprawdę? Naprawdę chcesz tortur? – byłem zaskoczony. Ale on kolejny raz o to prosił. I może… może naprawdę ich oczekiwał?
- A będziesz grzeczny? I nie będziesz oddawał? – wolałem się upewnić – Czy jednak założyć Ci kaganiec i przykuć nogi do posadzki? – zaproponowałem mu, oceniając jego siłę i porównując jego wzrost i mięśnie z moją beczułkowatością. Może rzeczywiście powinienem mniej jeść i więcej się ruszać? Szybko jednak odrzuciłem ten głupi pomysł. Byłem fryzem! Ja musiałem godnie wyglądać… tak dość „pełno”. Nie byłem jakimś koniem roboczym, by ciągnąć wóz, biegać czy skakać! A jedyny dozwolony wysiłek fizyczny to… to chwytanie koni i krycie klaczy. I tyle! Tylko ciężko westchnąłem, gdy odmówił zmiany stada. Ale dałem mu przecież szansę. Mógł z niej skorzystać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salem
Władca
avatar

Posts : 200
Join date : 29/09/2016
Location : Piekło

PisanieTemat: Re: Sala Tortur   Nie Paź 09, 2016 8:33 pm

- I znowu głupoty trzeszczysz... - kary pokręcił smętnie głową. Nie miał już ochoty na rozwlekanie tego wszystkiego.
Salem uznał, że dość zabawy. Naparł na luźniejszą cegiełkę, pociągnął, szarpnął. Starał się ignorował ból w szyi, gdy metalowe oczka podduszały go. Żelazny łańcuch i pierścień pociągnęły kamień i... bum. Po chwili Salem był wolny, prawie. Dysponował również potężną bronią o niezłej sile rażenia. Coś jak żelazny kiścień. Albo raczej ceglany. I w kształcie cegły.
Zakręcił potężnie szyją, starając się wymierzyć na tyle, by zmieść Expillsa z powierzchni ziemi, albo przynajmniej swojej drogi. Ledwo utrzymał się na nogach, ale udało mu się precyzyjnie wymierzyć strzał. Łańcuch zadzwonił szaleńczo, uderzył o ciało i ścianę.
- Miło było poznać, Pills - powiedział, akcentując irytująco ostatnią sylabę i kopnięciem wyważył drzwi. - Ale powinienem się już zbierać... jeszcze cię odwiedzę, nie martw się. Przyjacielu - parsknął ironicznie i kłusem oddalił się, podzwaniając łańcuchem i ciągnąc za sobą kawał szorującej o posadzkę cegły. W myślach przeglądał swoje terminy. Musiał znaleźć trochę wolnego czasu.
Cóż, obiecał.

[z/t]

_________________
Widzieliście go? Rycerz chędożony, herbowy! Trzy lwy w tarczy... Dwa srają, a trzeci warczy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Sala Tortur   Nie Paź 09, 2016 9:08 pm

Głupoty? Znowu? Spiorunowałem go wzrokiem nie bardzo wiedząc, co mu odpowiedzieć. Nagle... nagle ten wyrwał łańcuch z kamieniem że ściany i zaczął nim kręcić. A ja widząc to zacząłem się cofać, jak najdalej od niego.
- Nie! Co ty robisz?! Stój! Przestań! - próbowałem się na niego drzeć, cofając się krok za krokiem. Oczywiście, że nie zamierzałem go atakować! Taki głupi to ja nie byłem! Wolałem się wycofać. I dobrze, bo jakoś udało mi się uchylić przed głównym fragmentem lecącego pocisku, chociaż jakieś odłamki zawadziły mnie.
- Nie! Stój! - krzyknąłem. Ale poza słowami nie zrobiłem niczego więcej. On był zbyt niebezpieczny! Patrzyłem bezradnie jak tamten rozwala drzwi i wybiega. Odetchnąłem ciężko... i również wyszedłem. Byłem wściekły że mi uciekł... ale czułem ulgę, że nic mi nie zrobił.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Sala Tortur   Wto Paź 11, 2016 7:29 pm

Wszedłem do pomieszczenia prowadząc na linię silną i potężną klacz. Starą znajomą. Jak długi się już znaliśmy? Bardzo, bardzo długo. W międzyczasie to już była trzecia kraina i trzecie stado, w którym byłem. Chociaż ona... ona zmieniała stada częściej. Ja byłem na to za leniwy. Ona z kolei do leniwych nie należała... a wręcz przeciwnie. Była chyba jedną z najbardziej pracowitych klaczy, jakie w życiu poznałem, patrząc na jej siłę i kondycję fizyczną. Tak, takich mięśni i doświadczenia w walce nie robiło się leżąc na łące i jedząc trawę. Co nie zmieniało oczywiście faktu, że leżenie i jedzenie było dużo bardziej lubianym przeze mnie spędzeniem czasu. No ale ja byłem fryzem - nie musiałem się przejmować dietą, treningami. A wysiłek działał raczej niekorzystnie na grzywę więc go unikałem. A przynajmniej tak sobie to tłumaczyłem, bo brzmiało to lepiej niż przyznanie przed samym sobą, że się jest leniwym.

W każdym razie... w każdym razie wszedłem do lochów, prowadząc klacz. Wiedziałem, że jest silna i niebezpieczna - dlatego zdecydowałem się na to podziemne pomieszczenie a nie jaskinię. I od razu podążyłem z nią do sali tortur. Nie chciałem jej co prawda męczyć, ale tam było więcej przyrządów mogących mi pomóc w jej unieruchomieniu. W końcu miała ruję... a jak ja znalem, ten stan zwiększał jej agresję. Po wejściu do pomieszczenia od razu zaprowadziłem ją pod słup znajdujący się środku, nakładając jej na szyję mocną obrożę przykutą grubym łańcuchem do tego pala. Teraz przynajmniej nie mogła mi uciec. Wpatrzyłem się w nią, delikatnie się uśmiechając.
- Masz ruję, wiesz o tym? - upewniłem się - Może... może wreszcie skonsumujemy nasz... dość długi związek? - zaproponowałem, uśmiechając się do niej delikatnie. Spodziewałem się, że raczej jej ta propozycja nie przypadnie do gustu. Była raczej typem wojowniczki a nie kobyły otoczonej źrebakami. I o ile ją znałem, to mogła nie być chętna do zmiany roli. A szkoda... bo źrebaki po niej byłyby dzielne i silne. Ale... ale skoro po dobroci nie chciała ich mieć... zawsze mogłem ją zmusić. Wierzyłem, że jestem w stanie ją przekonać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vitalia
Wojownik


Posts : 236
Join date : 30/09/2016
Age : 17

PisanieTemat: Re: Sala Tortur   Czw Paź 13, 2016 7:02 pm

Vitalia spokojnie stąpała u boku ogiera. Wciąż jej towarzyszył ledwo widoczny pegaz, w dodatku przenikało go wszystko i on wszystko przenikał. A może on był wyobrażeniem jej wyobraźni? A szczerze mówiąc dla Espilce też jest widoczny... Tylko on się pewnie zbytnio nie rozgląda. Prychnęła cicho. Musi się skupić. Weszła w ręce wroga prawie bez walki. Tak nie może być. Tak ma się stoczyć na samo dno? Tak nisko? To niegodne. Przy wejściu do podziemia szarpnęła głową. Zaparła się kopytami. Jakby się ocknęła z jakiegoś transu. Wściekle zarżała. Przypuśćmy, że ogier szedł przed nią. Instynktownie wyrzuciła przednie nogi w tylne nogi ogiera. Starała się uderzyć w staw skokowy. Będzie bolało... Siłując się z zawiązującym jej pysk powrozem, po kilku sekundach udało się jej to zerwać z głośnym trzaskiem. Znów prychnęła i swoją tradycją, wtopiła twarde, wprawione w walce, mordercze dla wielu istnień mniejszych drapieżników - zęby. W nich była zawsze moc. Szarpała tym kawałkiem skóry, który udało jej się złapać. W najgorszym przypadku był to ogon. Miotała "swoją ofiarą" na wszystkie możliwe strony. Nogi nie były związane. Dała spokój kawałku mięsa na jego zadzie lub ogonowi i szarpiąc dalej za liny na szyi, wściekle wyrzuciła znów przednie nogi. Nagle cofnęła się do tyłu naprężając linę, niespodziewanie... Jedna czwarta lin pękła, ale to jej dało możliwość odwrócenia się do niego tyłem i wystrzelenie tylnych nóg niczym rakiety. Jeśli go to dotknęło - to było potężne - mogło nawet go przewrócić. W sumie siwka nie była na jakiejś specjalnej diecie. Po prostu miała zawsze mało czasu na jedzenie. Większość doby to było szukanie innych koni, poznawanie i na razie rzadko - walka. Ale też nie w małych ilościach. Absolutnie! Vit nie dała się zaciągnąć się do obroży. Zarzucała głową i atakowała na różne sposoby. Były w nich kopnięcia, ugryzienia i nagłe popchnięcia, wytrącanie z równowagi. Z tą siłą Vit, cudem Esp uniknie mocnego pokiereszowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Rekrut
avatar

Posts : 137
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Sala Tortur   Czw Paź 13, 2016 7:58 pm

Klacz szła spokojnie... a przynajmniej tak było aż do momentu, gdy nie dotarliśmy do podziemia. Bo w tym momencie klacz szarpnęła głową. Dlaczego? Naszła ją ochota na bunt? Szarpnąłem ją za sznur, gdy zaparła się kopytami. Ta w tym momencie mnie zaatakowała, kopiąc przednimi nogami w moje zadnie. Kwiknąłem, gdy dotarła do mnie fala bólu. Dobrze, że kopała przednimi... bo zadnie są znacznie mocniejsze. Niestety nie zorientowałem się wcześniej, że Vitalii udało się uwolnić zęby, bo może byłbym w stanie uniknąć ugryzienia, ale ta nagle wgryzła się we mnie, prawdopodobnie w zad. A ja odruchowo wystrzeliłem obie tylne nogi, być może trafiając ją w łeb. Bo jeśli rzeczywiście mnie użarła a jednocześnie byłą na linie, która jej uniemożliwiała odskoczenie, to nie było za mądre z jej strony i po protu musiała oberwać w tą pustą głowę! Więc za długo miotać mną nie mogła, bo w tym momencie kolejne strzały szłyby centralnie w nią. No i jeśli rzeczywiście miałem ją na linii. to raczej nie była w stanie się obrócić, a próbując to zrobić, wpadła we mnie bokiem. Szarpnąłem więc za sznur, próbując ją doprowadzić do obroży... ale jeśli ta rzeczywiście mi to uniemożliwiała, to szarpnąłem ją linami, by ją kolejny raz poddusić. Zaciskający się na jej szyi sznur mógł ją poddusić, odebrać jej oddech a nawet pozbawić przytomności. A nawet jeśli tego nie zrobił, to po chwili strzeliłem w jej stronę kilka razu z zadu mając nadzieję, że oberwie w łeb. Bo jeśli nawet jej to nie pozbawi przytomności, to może chociaż na chwilę otumani... na tyle, bym mógł ją szarpnięciem przyciągnąć do słupa i założyć jej obrożę. No a jeśli miałem szczęście, to jeszcze spróbowałem wepchnąć jej kaganiec na pysk, ciasno zapinając paski od niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala Tortur   

Powrót do góry Go down
 
Sala Tortur
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Rakhair :: Rakhair :: Pałac Vashanthi :: Podziemne lochy-
Skocz do: